Fundacja
O nas
Regulamin
Statut
Sprawozdania
Prawa zwierząt
Okruchy Cierpienia
Linki
Adopcja
Adopcja
 Adopcja Wirtualna
Porady
Dobre Wieści
Pożegnania
Zwierzęta
Galeria
Zaginęły - OGŁOSZENIA
Identyfikacja
Zwierzęta
Suki małe
Suki średnie
Suki duże
Psy małe
Psy średnie
Psy duże
Opuściły schronisko
Aktualności
Aktualności
Komentarze
Nasze Interwencje
Newsletter
Stop Okrucieństwu
Rzeczywistość w polskich schroniskach
Pseudohodowle
(Nie)ludzkie bestialstwa
Z sali sądowej - wydarzenia w kraju
Z sali sądowej - sprawiedliwość po polsku
Petycje
Pomóż nam
 Podziękowania
Jak nam możesz pomóc
Przekaż nam  
 Podarunek z psim sercem
 Adoptuj Wirtualnie
 Wyślij naszą kartkę do Przyjaciół
Akcje, wydarzenia



Sercem Pisane
Opowieści naszych Przyjaciół



AZOR

Azor nie był już młodym psem
I z niejednej jadł miseczki
Często był głodny
I miał dużo pcheł
I nie miał go kto przytulić
Do serca

Kiedy znalazła go moja mama
Umyła i nakarmiła
To był łagodny
Choć ostry miał kieł
Bo dobra była z niego psina

A kiedy zginął
I poszedł do psiego nieba
To długo po nim płakałam
I nie dlatego
Że było trzeba
Lecz że go bardzo kochałam.

Agnieszka Kazała







SZCZĘŚCIARZ

Znowu dostałam jedynkę! I to z czego? Z plastyki!
Naszym zadaniem było narysować psa lub kota, a ja … zapomniałam swoje dzieło zabrać z domu, ot co!
Narysowałam niedużego pieska z wielkimi uszami, które wprawdzie nie pasowały do reszty jego ciała, ale nadawały mu całkiem sympatyczny wygląd. Może mój rysunek nie był zbyt udany, jednak myślę, że mogłam otrzymać za jego wykonanie czwórkę, a nie jedynkę za brak pracy! Wszystko przez moje zapominalstwo! Jak ja się wytłumaczę rodzicom z kolejnego niedostatecznego? Na pewno nie będą zadowoleni.
Aby oddalić moment spotkania w cztery oczy z mamą lub tatą, postanowiłam zajrzeć do sklepu, znajdującego się po drugiej stronie ulicy i w międzyczasie obmyślić strategię przekazania im tej niezbyt satysfakcjonującej informacji. Właściwie, burczało mi w brzuchu, więc moja wizyta między półkami ze słodyczami była całkiem uzasadniona.
Przeszłam przez pasy i od razu po wejściu do środka rzuciłam się na regały w poszukiwaniu moich ulubionych batoników czekoladowych. W czasie, gdy sięgałam po nie, ktoś krzyknął:
- Czyj to pies?! Do sklepu nie wolno wpuszczać psów! Proszę go natychmiast stąd zabrać!
Odwróciłam się. To wykrzykiwała sprzedawczyni, cała czerwona ze złości, a między nią a mną siedział … pies.
Ale do kogo krzyczała, nie wiem. Oprócz mnie w tym momencie nie było nikogo. Czyżby do mnie?
Spojrzałam na nieszczęśnika, który był powodem całego tego zamieszania i … zamarłam. Psiak stojący tuż za mną przypominał tego przeze mnie narysowanego. Jak to możliwe? Przecież ja go nigdy wcześniej nie widziałam.
- To twój pies?! – zaatakował mnie ponownie głos sprzedawczyni.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Zaskoczona wydukałam:
- Nnnie …, - no bo pies nie był mój, ale był tak przerażony, że zrobiło mi się go szkoda. – To znaczy … chyba nie…
- Jak to „chyba nie”?! To ty nie wiesz, czy pies jest twój czy nie?! – znowu wykrzyknęła.
Przestraszyłam się nie na żarty. Pomyślałam, że ta kobieta zaraz rzuci się na mnie z jakimś kijem albo pasem i zapominając o czekoladowych batonikach, złapałam psa za obrożę i wybiegłam z nim ze sklepu, zostawiając w jego wnętrzu wściekłą pracownicę. Postawiłam go przed sobą na chodniku.
- I co ja mam z tobą zrobić? – przemówiłam do skulonego zwierzaka. – Skąd ty się tam w ogóle wziąłeś? Szedłeś za mną? A może już wcześniej ukryłeś się w sklepie?
Siedział z przekrzywionym na bok łepkiem, słuchał, co do niego mówię i patrzył na mnie swoimi wielkimi smutnymi oczami, które częściowo zakrywały duże, porośnięte sierścią uszy. Siedział i … czekał.
Co robić? - zastanawiałam się – Przecież go tu nie zostawię! Co ta biedna psina zrobi? A może on się tylko zgubił i trzeba mu pomóc? Muszę podjąć decyzję i to szybko. Teraz.
I nagle mnie olśniło.
Wkrótce będą moje urodziny. Rodzice pytali mnie, co chciałabym dostać w prezencie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, teraz już wiem!
Moim urodzinowym podarunkiem będzie ten kulący się ze strachu pod moimi nogami nieszczęśnik.
A może właśnie szczęściarz?
Tak, szczęściarz.
- Miałeś szczęście, piesku, że na mnie trafiłeś. Pomogę ci odnaleźć twój dom albo cię zatrzymam. – przemówiłam do niego zadowolona, zapominając o swoim nieszczęściu, czyli o jedynce z plastyki. – Szczęściarz, idziemy! – zakomenderowałam.
Ku mojemu zdziwieniu zareagował, jakby naprawdę tak się nazywał. Zerwał się i, merdając ogonem, ruszył za mną. Dzisiaj chyba już nic mnie nie zaskoczy. Razem z nowym kompanem ruszyłam w stronę domu.

Ilona Jaszczuk, klasa IIc
Gimnazjum im. J. Pawła II w Chociwlu





LAJZA

Lajzunia jest z nami od trzech lat, przybłąkała się do nas jak budowaliśmy dom, mieszkaliśmy w przyczepie kempingowej na nieogrodzonym placu budowy. Przychodziła codziennie jak wracaliśmy z pracy i obserwowała nas z bezpiecznej odległości. Widać było wielką nieufność do ludzi (chyba nie raz poczuła na karku siłę sfrustrowanego mężczyzny). Była przygarbiona, łeb miała opuszczony (patrzyła spode łba), ogon podkulony nie wspominając już o wygłodzonym ciele. Wyglądała jak hiena. Kładła się na górce ziemi, zakładała łapkę na łapkę i patrzyła na nas. Po kilku dniach na tej górce nawet spała ale tylko do czasu jak byliśmy na powietrzu. Wieczorem szliśmy spać a ona na "obchód" po wsi. I tak chyba przez dwa tygodnie nie reagowała na wołanie, gwizdanie, cmokanie tylko patrzyła, nie podchodziła. Czasem widzieliśmy jak w towarzystwie kilku psów przebiegała przez naszą posesję.

W końcu podjęliśmy decyzję, że jeśli będzie chciała u nas zostać to ją przygarniemy, mimo, że mieliśmy już zamówionego owczarka niemieckiego i czekaliśmy jak sunia się oszczeni. Zaczęłam Lajzę zwabiać jedzeniem - pierwsze nasze kontakty były przerażające. trzymałam w ręku mięso i mówiłam do niej spokojnym cichym głosem, że jest piękna, mądra a w środku drżałam z każdym jej krokiem. W końcu podeszła i wzięła mięsko, zjadła i pomachała końcem ogonka. Pomyślałam,że chyba się polubimy. Zaczęłam jej regularnie wystawiać miskę z jedzeniem. Mąż wyszykował jej budę.

Nie wiem kiedy ale nasza "przyjaźń" przerodziła się w miłość. Wszyscy znajomi, którzy nas odwiedzają mówią, że w jej oczach widać jak bardzo mnie kocha. Tam gdzie ja tam i ona. Jak leży na posłaniu a ja się krzątam to patrzy na mnie, jak tylko usiądę już kładzie się przy moich nogach, żeby choć troszkę się do mnie dotknąć. Całą noc śpi przy moim łóżku dotąd aż wstanę. Mogę zrobić wszystko, poddaje się każdemu zabiegowi bez piśnięcia. Do mojego męża nie jest tak ufna - chyba to trauma z poprzednich lat.
I teraz nie wyobrażam sobie domu bez niej.
Wyślij SMS Przekaż nam 1% DotPay PalPay SiePomaga Allegro