-->

Max


Dopiero po tygodniu pobytu u nas okazało się, że Max umie szczekać. Przez ten czas nie wydawał z siebie prawie żadnych dźwięków. A jak pokazał, tak już mu zostało - potrafi wyjść na dwór i szczekać bez przerwy przez ładnych parę minut. Poza tym umie się odszczeknąć Sarze - choć złapali się tylko raz (z winy Sary, która chciała mu zabrać nagrodę). Do kota wciąż stosunek raczej obojętny. Bardziej kot odnosi się z rezerwą.
Stosunek do obcych - dość nerwowo reaguje na jednego trunkowego sąsiada. Na jednym z pierwszych spacerów zatrzymał się i obwarkiwał z daleka. Musieliśmy poczekać aż nas minie, żebyśmy mogli pójść dalej. Z drugiej strony warczał też na wystające z ziemi paliki zagradzające wykop. Ale do tego konkretnego sąsiada ma jakieś negatywne nastawienie. Do pozostałych ludzi nie. Do innych psów - za mało miał kontaktu, ale tylko jednemu natrętnemu się odszczekiwał.
Poza tym Max to kraina łagodności. Lubi być głaskany, ale poza sporadycznymi przypadkami nie domaga się tego tak usilnie jak Sara. Za to czasem próbuje sępić przy stole. Z zerowym efektem.
Śpi albo na własnym posłaniu w salonie, albo na dodatkowym w sypialni (to w nocy). Załatwił się w domu dwa razy, nie potrafił nas obudzić, ale to jednostkowe przypadki - tak to załatwia się podczas spacerów. Od tamtej pory budzi mnie prawie każde jego wyjście z posłania, ale zazwyczaj to fałszywy alarm.
Udała mu się niestety jedna samodzielna wycieczka poza bramę podczas wyjazdu samochodem, trzymałem go za obrożę, ale tak się kręcił, skakał i wywijał, że dopiął swego. Ale pilnował się okolicy i szybko udało się go przywołać. Mądrzejszy ode mnie pies podszedł sam na przywoływanie, bez konieczności uganiania się. Zresztą coraz częściej przybiega na zawołanie.
Coraz bardziej widać, że Max czuje się u nas dość swobodnie. Jest bardzo żywy, przy wychodzeniu na spacer dorównuje Sarze w okazywaniu entuzjazmu z tego powodu. Choć nadal wychodzi na smyczy, a Sara zazwyczaj biega luzem.
Do tego nie lubi, kiedy zostawia się go tylko z Sarą. Po naszym powrocie piszczy i szczeka jakby z wyrzutem do momentu aż się go pogłaszcze - uspokaja się momentalnie. Jeszcze nie oduczył się skakania na nasz widok i po śladach np. na kurtce widać kiedy wracamy do domu z pracy, a kiedy np. z pobliskiego sklepu (wtedy nie jest tak wylewny).
Ciekawą cechą Maxa jest problem ze startowaniem do biegu. Kiedy otwieram drzwi i wypuszczam Sarę na zewnątrz słychać jak Max podnosi się, buksuje w miejscu i dopiero biegnie. Wygląda to trochę jak na kreskówkach, kiedy postacie przebierają nogami w miejscu żeby nabrać prędkości. Sara jest w takich przypadkach bardziej skoordynowana.
Jeszcze go nie kastrowaliśmy. Najpierw chcieliśmy, żeby się do nas przyzwyczaił, zaakceptował nowy dom, a nie stresował przewożeniem z miejsca w miejsce. Jeśli nic nie wyskoczy to wizyty u weterynarza rozpoczynamy jeszcze w ten weekend.


Gajda & Hana


Witamy serdecznie po dłuższej przerwie. Niedługo, bo 6 grudnia będzie rok odkąd jest z nami Gajda. Podpowiedż Pani Krystyny odnośnie wyboru psa okazała się trafna w 100%. Gajdusia jest psim słodziakiem, z cechami psa myśliwskiego (poluje na wszystko i wszędzie), psa towarzysza (nie opuszcza nas na krok)i psa obronnego (nie lubi obcych i łapie za pięty - tu nie ma żadnych "znajomości"). Rozbraja nas swoją miną i machaniem łapkami,gdy coś spsoci nie można się na nią gniewać. Razem z Haną tworzą świetny duet i żyć bez siebie nie mogą. Radośnie nam i dobrze ze sobą Pozdrawiamy cały Emir i wszystkich Braci Mniejszych z Emira.
ps. Okazało się latem, iż Hana uwielbia pływać w jeziorze i wyciągnąć jej z wody nie można. Ma zdecydowanie cechy swojej matki


Nela & Samba


Pani Krysiu,
długo się zbierałam, ale w końcu usiadłam i wybrałam kilka fotek Nelci. Dziewczynka ma się dobrze i jest najbardziej wypieszczonym i kochanym psem pod słońcem. Na dwóch zdjęciach jest Samba, kolejna "wychowanka" fundacji, też ma się świetnie i jest piękna, co widać na fotkach i oczywiście jest tak samo kochana przez moich rodziców, jak Nelcia przeze mnie.
Ściskam bardzo mocno i pamiętam
mycha

Mrs. Krysia,
It took me a while, but finally I have chosen few photos of Nelcia. The Girl is doing well and she is the most fondled and loved dog in the World. There is Samba on two pictures, another “foster child” of Foundation, she is fine and she is beautiful, what is visible on the pictures and she is my parents love her the same way I love Nelcia.
Hugs
mycha


Iskra & Misio


Wieści są z okresu Bożego Narodzenia 2008 - niestety, z powodu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności umknęły wtedy naszej uwadze, za co bardzo przepraszamy.
Grudzień 2008
Szanowna Pani Krystyno,
przesylam świąteczne życzenia dla wszystkich pracownikow i wolontariuszy Emira.
 Załączam zdjęcia naszych Parchatkow - te zrobione tuż po przyjeździe i dzisiejsze. Może nie są to najlepsze zdjecia ale myślę, że uśmiech na pyskach da się zauważyć. To zupełnie inne psy dzisiaj. Nie jesteśmy już w stanie oddać ich nikomu innemu, zostaną u nas, a ponieważ powoli zaprzyjaźniają się z innymi naszymi psami to mam nadzieję, że wkrótce staniemy sie jedną wielką rodziną!
Chciałabym, żeby inne psy z Krężela też znalazły w kocu swoje rodziny.
Pozdrawiam serdecznie i w razie "pożaru" polecam się na przyszłość.
Małgorzata Z.

News from Christmas Time 2008- unfortunately, because of unlucky coincidence we have not noticed them, we`re terribly sorry for that.
December 2008.
Dear Mrs. Krystyna,
I`m sending Christmas wishes for all employees, and volunteers of Emir Foundation. I`m enclosing pictures- these made right after arriving to home and today. Maybe pictures are not too good but smile on their snouts is visible. These are completely different dogs today. We`re not able to give them to anyone else anymore, they are staying with us and because they are getting friendly with our other dogs we are hoping to become one big family!
I hope that other dogs from Krężel will find their families at last. Regards, and in “case of fire” I recommend myself for the future.
Małgorzata Z.


Sherry


Witam Pani Krystyno!
Już dwa lata minęły jak Sherry - bernardynka jest w Ostrowie (przyjechała do nas we wrześniu 2007).
Nie wiem, czy pisałem, ale Sherry  miała jeszcze trzecią operację oczu, już u mnie w domu.
W tej chwili ma się dobrze. Mimo tego, że przebywa na dworze jeździmy z nią do lasu, by mogła się dodatkowo wybiegać.
Jest do nas tak mocno przywiązana, że zdarzało się, że z tesknoty nie je kiedy muszę na parę dni wyjechać.
Pozdrawiam cały zespół EMIR-a za fantastyczną robotę
Włodzimierz B.

Dear Krystyna,
It's been 2 years since Sherry the St. Bernard's dog came to our home in Ostrów in September 2007. I'm not sure if I told you about Sherry's third eyes surgery, which was carried out at my place. But she has recovered and is alright now.
Despite the fact that she spends a lot of time outdoors, we take her to the woods so she can run and play a bit more.
Sherry has become so attached to us that sometimes when I'm away for a few days she wouldn't have anything to eat.
Best wishes to all at EMIR and keep up the good work!
Włodzimierz B.


Kleks

Witam Serdecznie Pani Krystyno!
W sierpniu Gosia i Łukasz "połączyli się węzłem małżeńskim". Łukasz to mój chrześniak, bratanek. Setny chłop. W październiku na imieninach mojego brata kątem ucha usłyszałem, że młodzi bardzo marzą o przyjacielu domowym (w nawiasie piesku). I o czymże pomyślałem? Oczywiście Emir i Pani, z którymi jesteśmy związani (dozgonnie?). Luca, w Żabiej Woli czekają "psiejscy czarodziejscy", opuszczeni, a ich oczy są świecące, wierne, czekające na "Panią i Pana".
Kilka dni później...słodki opuszczony Kleksik ma już cieplutki kochający dom. Tolerancyjną Panią i Pana. Kochających Gosię i Łukasza, bo takie uczucia są i pozostają na zawsze. Kleks będzie szczęśliwy Pani Krystyno, tak jak Sarcia w domu mojego brata no i Pusia u Nas. W tajemnicy...nie mają bud, Sara śpi z Rafałem a Pusia ze mną (tylko proszę nie mówić naszym żonom). Żartowałem ale nie do końca, pieski śpią Z NAMI MAŁŻEŃSTWAMI.
A...i może jeszcze ten skromny przelew da ciepłe schronienie w zimową porę 1-2 NASZYM PRZYJACIOŁOM.
To tylko tak, ten list, ku pokrzepieniu serc, że są także ludzie którzy doceniają i pieszczą Przyjaźń przez duże P.
Łącząc wyrazy uznania i pozostając z poważaniem życzę wielu sukcesów w znalezieniu domków dla NICH!!!
Marcin W. z Kochającą Resztą Rodzinki!!!

Hallo Mrs Krystyna!
In August Gosia and Łukasz got married. Łukasz is my god-son, my nephew. During my brother`s name day party in October I have heard, that Łukasz and Gosia are dreaming about a dog. And what could I think? Emir and Mrs. Krystyna of course. Luca, there are wonderful dogs waiting in Żabia Wola, abandoned, and their eyes are shiny, faithful, waiting for “Master and Mistress”.
Few days later...sweet, abandoned Kleksik has a warm, loving home. Tolerant Mistress and Master. Loving Gosia and Łukasz, as feelings like this one are staying forever. Kleks will be happy Mrs. Krystyna, just like Sarcia in my brother’s home and Pusia in ours. As a secret… they don`t have kennels, Sara is sleeping with Rafał and Pusia with me (please don`t say anything to our wife’s). That was just a joke; they sleep with us- marriages.
Oh… and maybe this small transfer will give a warm shelter in the wintertime- TO OUR FRIENDS. This letter is just to show, that there are people who appreciate friendship. With compliments
Marcin W. with loving rest of the family!!!


Puzon


Witam

Puzon jest z nami od dwóch tygodni, w tym czasie zdążyliśmy się troszkę poznać ale zacznę może od początku, tzn. od podróży z Fundacji do domu. Muszę przyznać, że tego momentu najbardziej się bałam zdając sobie sprawę jak wielkim stresem będzie to dla niego. Ale jak się okazało "strach ma wielkie oczy", chłopiec zniósł podróż bardzo spokojnie. Było widać po nim emocje ale raczej w pozytywnym sensie, był podekscytowany ale nie okazywał lęku. Mieliśmy do przejechania około 300 km, po pierwszych 100 chłopiec zaczął się bardzo kręcić i podnosić. Uznaliśmy, ze pewnie chce siusiu i zrobiliśmy przystanek. Był to strzał w dziesiątkę, jak już załatwił swoją potrzebę, dostał wody do picia i rozprostował swoje łapki, sam skierował się do samochodu. Takie przystanki zrobiliśmy jeszcze dwa. Pierwsza noc nie była dla niego łatwa, jak okazało się że musi zostać sam nie był zadowolony. Ale tak było tylko pierwszej nocy, od tej pory kiedy przychodzi jego pora na spanie ( tak około 22-giej )sam idzie do swojej budy lub pozwala się tam zaprowadzić. Rano, kiedy idę wyciągnąć go na spacer radości i brykaniu nie ma końca. A nad spacerami musimy jeszcze popracować, gdyż Puzonik nie zawsze ma na nie ochotę. A jak nie ma ochoty nigdzie iść to pada tam gdzie stoi. I na nic zdają się moje prośby i błagania. Wtedy, kiedy ja chcę iść z nim na spacer on zwykle chce być drapany za uchem. Ale spokojnie, robimy postępy i na pewno osiągniemy sukces. Chłopiec przyzwyczaił się już gdzie noszę jego smakołyki i jak ma na nie ochotę sam wpycha nos do kieszeni kurtki i ich się domaga.

Najbardziej lubi drapanie za uchem i po brzuszku, sam zaczepia "łapką" jak ma ochotę na głaskanie. Bardzo lubi czuć naszą obecność i przy wszystkich możliwych okazjach przytula się. Czasem śmieję się, ze jest jak wąż, bo lubi stanąć za mną i właściwie owinąć się wokół moich nóg, jakby chciał mieć pewność że nigdzie sobie nie pójdę i będę go głaskać dalej. Jak ma ochotę na zabawę, to podbiega do nas od tyłu i uderza zaczepnie głową o nasze nogi. Mamy przy tym kupę frajdy. Lubi być czesany (do pewnego momentu), jak ma już dość to łapie zębami za szczotkę i nie pozwala czesać dalej. Ale robi to zupełnie bez agresji, w ogóle jest bardzo pozytywnie nastawionym psiakiem ale strasznym uparciuchem. Jeżeli chodzi o jego tylne łapy to w niczym mu nie przeszkadzają, radzi sobie świetnie, biega, bawi się.

Dziękujemy za tego wspaniałego i pełnego radości przyjaciela.

Przesyłamy kilka zdjęć i odezwiemy się niebawem. Pozdrawiamy

Marta, Bartek i Puzon.

Hallo

It’s been two weeks now since Puzon is with us, we managed to get know each other a little bit during this time , but I`ll start from the beginning, journey from Foundation to home. I have to admit that I was really scared of this moment as I realized how big stress that`s going to be for him. But it wasn`t bad at all, my boy stand it really well. He was heated but in rather positive way, he was excited but not scared. We had 300 km to drive, after first 100 my boy started to wriggle and lift up. We thought that probably he wants pee. And we were right, after he did what he had to do, we gave him some water to drink, he straighten his paws and directed himself back to the car. We had to stop two more times on our way home. First night wasn`t easy for him, when it showed up that he have to stay on his own… well, he wasn`t pleased at all. But it was like that only during the first night, since that time approximately around 10 p.m he`s going to his kennel or letting us take him there. In the morning, when I`m going to take him for a walk, there`s no end of his joy. But we have to work a little bit on our walks as Puzon not always have a will to go for it. And when he doesn`t want to go anywhere he drops where he stands. And I can even beg him, it want change a thing. When I want to go for a walk with him, he wants me to scratch him behind his ear. But were getting there and we will achieve our goal. My boy knows already where I always have something tasty for him and when he wants it he puts his nose straight to the pocked in my jacket, knowing that he`ll find something there. He really likes to be stroked behind his ear and on his belly, he accost with his paw when he wants to be stroked. He likes to feel our presence and whenever he can he comes for a hug. Sometimes I`m laughing that he`s like a snake as he likes to stand behind me and wrap like he want to make sure that I want go anywhere an I`ll will not stop stroking him. When he wants to play he comes from behind and hits our legs with his head. We have a lot of fun together. He likes to be brushed (to some point ), when he have enough he catches the brush in his teeth and he doesn`t let to brush anymore. But he`s doing it without aggression, generally he`s a really positively disposed dog but a horrible sticker. His back paws doesn`t disturb him with anything, he`s doing really well, running and playing. We`d like to say thank you for our darling friend.
We`re sending a few pictures, and we`ll write soon.
Regards Marta, Bartek and Puzon


Monia


Gdy 25 lutego 2007 roku, późnym wieczorem Monia przyjechała do nas z Warszawy, była czterokilogramowym, nieśmiałym szczeniaczkiem ze śmiesznym irokezikiem na głowie miedzy kłapciatymi uszkami. Dzisiaj Monia jest czternastokilogramowym, szalonym myśliwym uwielbiającym las i wodę, ze śmiesznym irokezikiem na głowie miedzy kłapciatymi uszami - oczywiście.
W tym roku nasza Monia kończy trzy lata.
Co prawda nie odniosła jeszcze w życiu znaczących sukcesów łowieckich (jedna mucha i jedna ćma) ale za to dorobiła się już sporego majątku - czyli koszyka zabawek - który codziennie, starannie inwentaryzuje rozkładając go na trawnikach lub dywanach.
No i złowiła nasze serca, usidliła umysły, pozbawiła rozumu.
Jest dla nas najlepszym, najładniejszym, najmądrzejszym psem w małopolsce a sądząc po jej oczach, uszach i ogonie - my dla niej też.
To dla nas zaszczyt i powód do dumy.
Dziękujemy za to EMIROWI i wszystkim WOLONTARIUSZOM, którzy niestrudzenie pracują nad tym by świat był lepszy dla NAS WSZYSTKICH.

When 25th of February 2007, late evening Monia arrived to us from Warsaw she was four kilo, shy puppy with the funny “punk hairstyle” in between her dropped ears. Today Monia is a fourteen kilo, wild hunter loving forest and water, with the funny “punk hairstyle” in between her dropped ears- of course.
This year our Monia will be three years old. Admittedly she hasn`t got a huge hunting successes in her life (one fly and one moth) but she has quite big possessions already- basket of toys- she`s doing a stocktake every day by taking it all out on the lawns or carpets.
And she pulled our heartstrings, entangled our minds and she deprived us of our senses. She is the best, the prettiest, most clever dog in our part of Poland and looking at her eyes, ears and tail- we are for her as well.
That`s an honor and reason to be proud.
Thank you to Emir, and thank you to all volunteers, who tirelessly work on world getting a better place for us all.


Paria


Dzień Dobry
Mam nadzieję, że pamiętają Państwo jeszcze Parię Wysyłam kilka zdjęć oraz 3 krótki filmy - na dwóch jest sama Paria, a na trzecim trzy z czterech psów ze mną na spacerze. Ze względu na jakość, nie bardzo nadają się na wstawienie na stronę, ale oddają samopoczucie Paróweczki i jej przeogromną żywotność Co do słów, które wypowiadam, Paria ma takie, na które reaguje z wielkim entuzjazmem np. "lacha", "czereśnie", czy "ecoute moi" albo "regarde moi"
Muszę się pochwalić, że na spacery chodzę sama, pomimo, że psy nie są malutkie
Pozdrawiam

Good morning
I hope that you still remember Paria
I`m sending few pictures and 3 short films- at two Paria is on her own, and on the third one three, out of four dogs taking a walk with me. Because of the quality, they`re not good enough to submit them on the website, but they shows Paria`s wellbeing and her huge vitality
To the words I speak out, Paria has her favourite ones, when she hears these she reacts with great enthusiasm
e.g. “lacha”, “cherries”, or "ecoute moi" albo "regarde moi" I need to show off a bit, I go for walks on my own, even though dogs are not small
Regards


Pesteczka (Oddział Poznań)


Pesteczka i Pusia
Pesteczka została przez nas zaadoptowana w czerwcu 2008 roku z Fundacji Emir. Więc u nas jest od 1,5 roku. Na początku była lękliwą suczką z bagażem przykrych doświadczeń (np. ze strachu załatwiała się w domu, ale po jakimś czasie nauczyła się to robić na podwórku). Z czasem nabrała do nas zaufania – stała się dla nas wierną przyjaciółką na co dzień. Otworzyła się przed nami: cieszy się bardzo na nasz widok szczekaniem i „tańcem” (kręci w kółko i skacze); z zapałem bawi się swoją ulubioną piłeczką i nami. W ciągu roku przeszła dwie operacje: sterylizacja oraz usunięcie martwej części jelita. Obie pomyślnie przebiegły. Pesteczka po operacji była pod naszą czułą opieką oraz lekarzy-weterynarzy. Obecnie czuje się jak ryba w wodzie.
W grudniu 2008 roku przygarnęliśmy drugą większą od Pestki suczkę – Pusię (z Fundacji Niechciane i Zapomniane – SOS dla zwierząt). Nie chcieliśmy bowiem, aby Pesteczka czuła się samotna podczas naszej nieobecności. Obie suczki pomimo odmiennego charakteru i różnicy wieku się zaprzyjaźniły (Pesteczka jest starsza od Pusi o 2,5 lata).
Nasze kochane suczki dobrze się miewają. Każdego ranka czule nas witają i cierpliwie czekają na wyjście na spacer. Podczas spaceru Pesteczka jest puszczana ze smyczy i grzecznie za nami się przechadza (nie czepia się ani przechodniów ani czworonogów). Jak ktoś (mamy też na myśli innego psa) próbuje dawać jej we znaki, wtedy skutecznie tego płoszy swoim szczekaniem. Przychodzi do nas na zawołanie.
Zaś Pusia jest trzymana na smycz, gdyż nie potrafi przy nas chodzić (niedaleko parku są ulice i nie chcielibyśmy, aby dobrowolnie wpadła pod samochód). W czasie spaceru ciągnie, a przede wszystkim musi wszędzie wąchać. Z zazdrości szczeka do suk, za którymi nie przepada i przez co musimy cały czas mieć ją na oku, by nie dopuścić do przykrej sytuacji. Na dworze jest „wulkanem”, a w domu – aniołem.
Po spacerze Pesteczka przed wejściem do mieszkania prowokuje Pusię do zabawy i cieszy się z powrotu do domu. A w mieszkaniu szaleją i bawią się, biorąc piłeczki do gryzienia. Po czym odpoczywają sobie w swym legowisku lub na kanapie. Przychodzą też do nas na głaskanie i przytulanki. Pesteczka wtedy prosi mnie, abym wzięła ją na kolana; wówczas na kolanach układa się wygodnie i słodko drzemie. Prawdziwy z niej kanapowiec-kolankowiec. Uwielbia z nami spać pod kołdrą.
Suczki od czasu do czasu krótko szczekają, gdy ktoś z mieszkańców przechodzi przez klatkę schodową. Co pół roku są myte specjalnym szamponem dla psów, a po spacerze myjemy ich łapki. Regularnie są karmione suchą karmą i czystą wodą (czasem podajemy im prasowaną kość). Składa się tak, że Pesteczka ma słabość do jedzenia. Np. jak otwieramy lodówkę, natychmiast reaguje, przybiegając do kuchni; z nadzieją czeka na „pyszny smakołyk”. Pilnujemy tego, by nie przybrała na wadze (obie suczki są karmione wyłącznie suchą niskokaloryczną karmą przeznaczoną dla psów - rano i wieczorem). Natomiast podczas przyjęcia Pesteczka prosi gości o jedzenie lub czeka na „spadające jedzenie” ze stołu (prosimy znajomych, by jej nie częstowali). Szczeka na obcych ludzi wchodzących do naszego mieszkania, a my bierzemy ją na ręce – wtedy się uspokaja i pojmuje, że to nasi znajomi. Ma ona swoje wymagania: nie przepada za tym, którzy ją od razu głaszczą i czepią – wtedy warczy i szczeka na nich. Po oswajaniu się z nimi daje im znać, kiedy mogą do niej podejść. Zaś Pusia jest przeciwieństwem: cieszy się na widok obcych ludzi merdając swym ogonem; prosi ich o głaskanie i zabawę.
W sumie Pesteczka i Pusia są pod czułą opieką i nic im nie brakuje. Są przesłodkie: codziennie okazują nam bezwarunkową miłość oraz czułość.

Pesteczka and Pusia
We have adopted Pesteczka from Emir Founation in June 2008. So, she is with us one and half year now. She was a timorous female dog at the beginning with loads of bad experiences (e.g. she was making a pee at home, as she was so nervous, but after a while she learned to do it outside). She started to trust us after a while- she became a faithful friend for us. She opened up for us: she`s so happy when she see us that she is barking and “dancing” (goes in circles and jump); she plays keenly with her favourite ball. She had two operations this year: she was spayed and dead part of the bowel was removed. After operation Pesteczka was in our and vets care. She feels fine now.
In December 2008 we adopted second, a bit bigger than Pestka female dog- Pusia (from Unwanted and Forgotten Foundation). We didn`t want Pestka to feel lonely when we`re not with her. Both bitches, despite their different characters and their age difference, became friends (Pestka is two and half years older than Pusia)
Our darling female dogs are really well. They greet us fondly every morning and patiently wait for their walk. During the walk we let Pesteczka without the led, and she walks with us very nicely (she doesn`t accost people who pass us by or other dogs). When someone (we mean as well other dog) take its toll then she`s scaring him off with her barking. She comes on our call. We keep Pusia on the led, as she doesn`t know how to walk by us (there are streets near the park, and we don`t want her to be knock down by a car). She pulls during the walk, and firstly she needs to sniff everywhere. She barks to the bitches because of her jealousy, she doesn`t like them too much and that`s why, to avoid distressful situation we have to keep an eye on her. Outside she`s a “volcano”, and at home- an angel.
At home both of them are getting wild and playing with their balls. Then they are resting in their lair or on the sofa. They come to us for strokes and hugs. Pesteczka is asking me to take her on my laps; and she`s laying comfortably and taking her nap. She is a real “sofa-lap” dog. She loves to sleep with us.
Bitches are barking shortly from time to time when someone is walking on the staircase. They`re bath every half year with special dogs shampoo, and after walk we wash their paws. Their fed regularly with the dry food and clean water (we give them sometimes pressed bones). Pesteczka loves to eat, e.g. when we`re opening the fridge she`s reacting straight away, she runs to the kitchen and waits with hope for something tasty. We watch her weight (both bitches are fed only with low calories dry food for dogs- in the morning and evening). But during the party she asks for food or waits for food falling down of the table (we ask our guests to don`t feed her). She barks on strangers when they walk into our home, then we take her and she`s starting to understand that they are our friends. She has her demands: she doesn`t like those who try to stroke her right away- she`s growling and barking at them. When she gets used to she`s letting them know that they can come closer to her. Pusia is an absolute opposite to Pesteczka: she is happy when she sees strangers, she asks them for strokes.
Pesteczka ans Pusia have a good care and they have everything they need. They`re really sweet: they show us unconditional love and tenderness every single day.