Chory, zagłodzony psiak, przyjechał do Fundacji z Oddziału w
Krośnie Odrzańskim.
Ma kłopoty z przewodem pokarmowym, w trakcie
leczenia. Informacja ze strony oddziału:
15.11.2009:GNATEK
Niedzielne wczesne popołudnie…Zgłoszenie – po wsi ( Bytomiec) chodzi, a właściwie słania się na łapach pies z wrośniętą obrożą. Jedziemy…Na miejscu okazuje się, że pies ma wrośnięty w szyję łańcuch. Szyję ma strasznie zaropiałą, uszy porozrywane, krwawiące, jest mocno wychudzony i odwodniony. Zabieramy Gnatka do samochodu ( imię dostał z powodu swojego wyglądu – sama skóra i kości). Jeździmy po wsi pytając, czy ktoś nie wie, czyj to pies…Zapytani, twierdzą, że pies na pewno nie pochodzi z tej wsi. Został prawdopodobnie wyrzucony z samochodu i od kilku dni chodzi po wsi szukając czegoś do jedzenia…Zabieramy Gnatka do nas, dajemy jeść i pić, co spotyka się z niesamowitym entuzjazmem psa ;-) - je chętnie i domaga się więcej ( niestety, musi dostawać często, ale małe porcje).
W niedzielne popołudnie o weterynarza u nas bardzo trudno…Po konsultacji telefonicznej z wetem decydujemy się na samodzielne usunięcie łańcucha i oczyszczenie ran ( każda godzina dłużej, to większe zagrożenie zakażeniem całego organizmu). Gnatek w czasie tych bolesnych zabiegów jest bardzo grzeczny, tylko troszkę popiskuje ( chyba wie, że chcemy mu pomóc). Po zakończonych zabiegach podajemy jeszcze antybiotyk i Fiprex, bo na grzbiecie Gnatek ma popchelne zapalenie skóry, a pchły maszerują po nim stadami. Gnatek pada na posłanie zmęczony wrażeniami dnia, zasypia. Wieczorne karmienie spotyka się z niemniejszym entuzjazmem niż poprzednio. Bieganie po podwórku też mu się podoba. Ma kosmiczne rozwolnienie – przez kilka dni musiał się żywić samą trawą. Gnatek zawołany ze spaceru grzecznie wraca na swoje posłanie w łazience.
Przez pięć dni pobytu u nas rana na szyjce pięknie się goi ( w poniedziałek weterynarz po obejrzeniu i badaniu, stwierdził, że najlepiej będzie ją zostawić do wyziarninowania, czyli samowygojenia). Gnatek bardzo ładnie zgadza się z naszymi psami, bardzo szybko się uczy ( już pierwszego dnia po wpuszczeniu na „pokoje” podpatrzył nasze futrzaki i doszedł do wniosku, że kanapa w salonie nadaje się akurat na psie legowisko). Gnatek uwielbia ludzi – wtula się w ludzkie dłonie poddając się głaskom, jak tylko ma okazję. Jest psiakiem nieco mniejszym od owczarka, młodym, pełnym energii, pojętnym i chętnym do nauki. Nie brudzi w domu. Dziś Gnatuś pojechał do Fundacji i tam będzie czekał na swojego CZŁOWIEKA, który już nigdy go nie zawiedzie.