29.09.2009
6 psów zabranych w trybie interwencji z "lecznicy
dra Marka Klamczyńskiego" w Wołominie, przewiezionych w nocy 25 września
do kliniki
Odebrane psy wykazywały cechy psów odwodnionych i osłabionych - w różnym stopniu.
W klinice w momencie odebrania psów znajdowały się jeszcze 4 psy - wyglądały
one na zdrowe, więc nie było podstaw do zabrania ich w trybie art 7.3 ustawy
o ochronie zwierząt.
Największe obawy budzi stan Ediego.
Edi - około półtoraroczny (może mniej) nieduży mieszaniec, o przepięknych
bursztynowych oczach; leżał cierpiąc w boksie, na słomie i czekał na... chyba
tylko smierć. Pojechalismy jemmu i Cliffordowi na ratunek, ale tupet i
bezczelność lekarza nam to uniemożliwiły. Wezwana na miejsce straż miejska i
policja stanowiły wyłącznie element scenografii. Pies pozostał na
miejscu. Zdawać by się mogło, że udaremniono nam możliwość pomocy Ediemu,
zaś on, pozostanie bezimienną ofiarą "opieki " lekarskiej w tej
lecznicy. Jedną z setek, (a może i tysięcy) którym już nic nie pomoże. I tak
też myślał ów buńczuczny "pan doktor"; myślał - aż do chwili, gdy wczoraj
wieczorem -- z wnioskiem prokuratora - ekipa dochodzeniowo - śledcza
wkroczyła do lecznicy przy ul.Sikorskiego w Wołominie. Zdumienie owego "pana
doktora" wgniotło go niemal w podłogę, a zdenerwowania nie udało mu się
ukryć. W interwencji i przeszukaniu uczestniczył przedstawiciel naszej
fundacji. Policja zabezpieczyła dokumentację znajdującą się w lecznicy i
... odebralismy Ediego, który wyglądał żle. W czasie drogi do klinki nękały go
gwałtowne wymioty, miał cuchnącą biegunkę.
Po przybyciu do kliniki został niezwłocznie podłączony do kroplówki. Pobrano mu krew i podano leki przeciwwymiotne oraz antybiotyk i leki przeciwzapalne. Badanie krwi wykluczyło babeszjozę, ale wykazało stan zapalny. Ze względu na niepokojący wygląd brzucha będzie miał wykonane usg jamy brzusznej.
EDi został w klinice.