Fundacja
O nas
Regulamin
Statut
Sprawozdania
Prawa zwierząt
Okruchy Cierpienia
Linki
Adopcja
Adopcja
 Adopcja Wirtualna
Porady
Dobre Wieści
Pożegnania
Zwierzęta
Galeria
Zaginęły - OGŁOSZENIA
Identyfikacja
Zwierzęta
Suki małe
Suki średnie
Suki duże
Psy małe
Psy średnie
Psy duże
Opuściły schronisko
Aktualności
Aktualności
Komentarze
Nasze Interwencje
Newsletter
Stop Okrucieństwu
Rzeczywistość w polskich schroniskach
Pseudohodowle
(Nie)ludzkie bestialstwa
Z sali sądowej - wydarzenia w kraju
Z sali sądowej - sprawiedliwość po polsku
Petycje
Pomóż nam
 Podziękowania
Jak nam możesz pomóc
Przekaż nam  
 Podarunek z psim sercem
 Adoptuj Wirtualnie
 Wyślij naszą kartkę do Przyjaciół
Akcje, wydarzenia


(Nie)ludzkie bestialstwa

18.04.2020: BOBUŚ - kolejna ofiara bestialstwa

Niedziela ( takie zgłoszenia są zwykle w dni wolne…) - telefon od oficera dyżurnego Policji, że w jednej z dość odległych wsi, przy drodze leży pies potrącony przez samochód, ma urwane dwie łapy…Wyruszyliśmy natychmiast z myślą, że pewnie nie zdążymy i psiak się wykrwawi…W opisanym miejscu nie zastaliśmy psa, zapytani mieszkańcy wzruszali ramionami, wreszcie ktoś wskazał nam pobliskie podwórko…Oboje z Jurkiem jesteśmy dość „zaprawieni w bojach”, ale przyznam, że zastany widok nami wstrząsnął…Niewielki kudłaty psiaczek był koszmarnie okaleczony i ….nie były to świeże rany….Okazało się, że właściciele spokojnie czekali, aż sprawa rozwiąże się sama ( słowa córki właściciela na nasze zainteresowanie „ przecież on zdycha” „stary jest”). Kilka lat temu Bobuś spadł z kosiarki na polu i doznał amputacji urazowej stopy tylnej lewej łapy - według właścicieli u weta nie byli, samo się wygoiło. Przed około trzema tygodniami psiak doznał urazu przedniej lewej łapy i w związku z tym, ponieważ nie mógł tak szybko uciekać, dodatkowo ostatnio „został pewnie pogryziony przez psy” jak twierdzili właściciele…Bobuś był w bardzo złym stanie - otwarta, ropiejąca rana przedniej łapy ( prawdopodobnie zmiażdżone kości), ropowica lewego barku, zaropiałe oczy. Na nasze pytanie, dlaczego nikt z psem nie pojechał wcześniej do weterynarza, nikt z pięciorga dorosłych osób zamieszkujących gospodarstwo nie potrafił nam sensownie odpowiedzieć. Poprosiliśmy naszego doktora o przyjazd do lecznicy w trybie pilnym ( dziękujemy, Doktorze, zawsze można na Pana liczyć) i zmusiliśmy syna właścicieli do natychmiastowego przewiezienia psiaka. Po badaniu lekarskim okazało się, że stan Bobusia jest beznadziejny - uogólnione zakażenie organizmu, uszkodzona przednia łapa nie do uratowania. Doktor podjął decyzję o eutanazji, żeby skrócić niewyobrażalne cierpienia psa.
BOBUŚ
...

27.01.08
Umierający Piano - konający z bólu, widomy dowód bestialstwa sadysty - zwyrodnialca
Jak bardzo trzeba nienawidzić fakt, że zwierzę oddycha, czuje, myśli, słowem żyje? Skąd czerpie się "siłę", by zachować zimną krew, pozostać wyrachowanym, obojętnym na skowyt bólu i widok oczu, które zachodzą mgłą utraty przytomności z bólu i...powolnego, pełnego męczarni przechodzenia na drugą stronę rzeczywistości?
Człowiek o elementarnym choć poziomie współodczuwania z innymi istotami, o minimalnym poziomie wrażliwości, nie znajdzie w swoim wnętrzu odpowiedzi na te pytania. Nie są zbyt trudne ale pozostają jakby poza zasięgiem zrozumienia/ pojmowania i człowieczeństwa, jakim hołdujemy lub...jakimi, dla poprawności obyczajowej, zasłaniamy się.
Ku zgrozie tej części populacji ludzkiej, tej, której serce bije wspólnym rytmem poszanowania cudzego życia, istnieją jednostki, jakim wszystko to jest obce. Niestety... Piano, cudowny, delikatny i bezbronny swoją ufnością wobec człowieka pies, padł ofiarą takiego indywiduum.
Trudno uwierzyć, by całą gamę cierpienia mógł mu zafundować przypadkowy człowiek. Pies z właściwą mu ufnością zawierzy i odda całego siebie wyłącznie dłoniom, które kocha, nie koniecznie "za", a częstokroć "wbrew" i "pomimo".
Nie dochodźmy, dla zachowania zdrowia zmysłów, jak wyglądać musiały ostatnie godziny, minuty, sekundy tamtego życia Piano.
Postronnej osobie o sercu anioła, którą przypadkowo los postawił na drodze biedaka, pozostał jedynie "efekt" tego czasokresu. Było nim ciało, które przestało dygotać odruchem fizjologicznego bólu, rzucone na stertę śmieci obok...cmentarza, ostatniego przystanku ku wieczności.
Dopiero w warunkach lecznicy, gdy Piano odzyskał świadomość pomimo ewidentnej anemii, wydobył się z psiaka stłumiony działaniem leków, skowyt, trudny do opisania płacz, płacz umęczenia. W spojrzeniu półprzytomnego Piana czaiły się rozpacz, niezrozumienie, oskarżenie i potrzeba ulgi w cierpieniu.
Tę ostatnią starają się zapewnić mu lekarze. Reszta pozostaje pod znakiem zapytania, trwa bowiem walka o tę skrzywdzoną istotę.
Ciało psiaka zdradza wszelkie symptomy okaleczenia, bicia, notorycznego, świadomego krzywdzenia. Tym, co przesądzić miało o jego "być albo nie być" była ordynarna, amputacja ogona, której ślady po wsze czasy zostaną zapisane dokumentami RTG. Niczym skaza na ludzkim sumieniu, dowód zwyrodnienia, ludzkiego zbydlęcenia, obraz ten zostanie zapamiętany...ku przestrodze. Nic go nie unicestwi. Wrył się trwale w pamięci Piana i ludzi, którzy udzielali i udzielają mu pomocy. Tej efekt wciąż jest pod znakiem zapytania.
Błagamy o pomoc, a pod jej pojęciem rozumiane jest zarówno wsparcie finansowe dla psiaka (diagnostyka i leczenie) jak i oferta domu. Zwłaszcza na tę ostatnią liczymy! Niczego ten biedak tak bardzo nie potrzebuje jak rąk, które go przytulą, ust, jakie wyszepczą: "Już będzie dobrze, nie bój się...." i połączenia woli z sercem, nakazujących przygarnąć psie nieszczęście i zapewnić mu godną przyszłość.
Piano przebywa obecnie w szpitalu, gdzie toczy się gra o jego życie. Za punkt honoru przyjęliśmy podjęcie walki o psiaka i wierzymy, że dzięki Państwa pomocy nie stanie się ona bezowocna. Zrobimy też wszystko, żeby odnaleźć zwyrodnialca i postawić go przed sądem!

Piano


13.04.2020:
Interwencja Zuzia
Przez zupełny przypadek, w dniu 6 kwietnia 2008, zgubiliśmy się poszukując pseudohodowli bokserów… Kajetan W. prowadził samochód, a ja przeczesywałam wzrokiem domostwa wokół drogi.
Wtem moim oczom ukazał się nieciekawy obrazek… Szczeniaczek przywiązany sznurem do płotu, bez wody, bez jedzenia, bez schronienia… działka z dziurawym płotem, obskurne domostwo, a w tyle posesji koza… na łańcuchu w stercie śmieci.
Zatrzymaliśmy auto i poszliśmy na zwiady. To co zobaczyliśmy nie pozostawiało krzty wątpliwości, należało zainterweniować.

Tydzień minął zanim znaleźliśmy ewentualny przyszły dom dla kozy, w związku z czym, interwencja została zaplanowana na niedzielę, 13 kwietnia.
Do współpracy i pomocy merytoryczno-duchowej został zaproszony Pan Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.

Posesja wyglądała na opuszczoną, więc wspólnie wkroczyliśmy na jej teren i zaczęliśmy od kozy.
Biedna uciekała w najdalszy kąt sparaliżowana strachem, mimo że jej ruchy ograniczał ciężki łańcuch i sznur obwiązany wokół wątłej szyi. Zlokalizowaliśmy prowizoryczną, walącą się wiatę zbudowaną z resztek materiałów (drewna, szmat, dywanów) która miała służyć za schronienie przed deszczem i zimnem. Wokół sterta śmieci, gruzu, odpadów wszelkiego rodzaju, bałagan, fetor i gruba warstwa nigdy niesprzątanych odchodów. Ani krzty jedzenia, ani trochę wody do picia.

Jakby ten widok nie był nadto wstrząsający, przy dalszych oględzinach natknęliśmy się na rozkładające się skóry zwierząt, maszynkę do mielenia mięsa i robienia parówek, z przyklejonym do dna fragmentem zwierzęcego futra… fragmenty kości, stare, zbutwiałe obroże, palik wkopany w ziemię, a przy nim zardzewiały sierp, oraz słoiki z substancją przypominającą smalec.

W obliczu powyżej opisanych faktów, wezwaliśmy policję. W różnych fazach pojawiały się patrole policyjne, detektywi i sekcja kryminalna.
W efekcie ustaliliśmy, że prawowity właściciel posesji został skazany i odsiaduje wyrok w więzieniu. Opiekę nad domostwem miał przejąć jego syn, którego, jak się okazuje, nie sposób zlokalizować. Konsultowany prokurator nie widzi podstaw do przeszukania stojącego na posesji domu, mimo przedstawionych argumentów w postaci skrajnie zaniedbanej i wyniszczonej głodem i chorobą kozy, potencjalnie znajdującego się wewnątrz szczeniaka, i walających się szczątek zwierząt… Policja nie chce ryzykować i przyjmuje postawę asekuracyjną… Bierzemy się na sposób i uderzamy do Sołtysa. Tam uzyskujemy pomoc i numer telefonu syna i jego żony. Wykręcam numer , wyjaśniam sprawę i żądam by stawili się na terenie posesji i otworzyli dom. W obliczu zagrożenia interwencją policyjną, w ciągu 15 minut od telefonu, zjawiają się opiekunowie.

Ku powszechnemu zdziwieniu, z wewnątrz domu wyłania się kobieta ( i szczeniak), która przez parę godzin ukrywała swoją obecność, mimo wezwań policji.

Zaczynają się przesłuchania, spisywanie protokołów, dociekanie prawdy…

Szczeniak jest zapchlony, z zeznań wspomnianej kobiety wynika, że był karmiony ryżem i smalcem, z zeznań syna właściciela posesji, należy on do niego i tylko tymczasowo przebywa pod opieką kobiety. Jest żywotny, ruchliwy, wydaje się „na oko” zdrowy. Rozważamy jego zabranie, ale doświadczenie podpowiada, że właściciel odzyska go po paru tygodniach „z braku dowodów”… Komisyjnie decydujemy się go zostawić z właścicielem, który podpisuje zobowiązanie do wizyty u weterynarza, odpchlenia, odrobaczenia, szczepień i zapewnienia należytej opieki. Zapowiadamy wizytę kontrolną za tydzień, i za kolejny tydzień, i później znienacka… Mam nadzieję, że wkrótce znajdą się powody do jego odebrania na stałe…

Zebrane szczątki zwierząt zabieramy ze sobą jako dowody w sprawie o znęcanie się nad zwierzętami. Trafią do Zakładu Higieny Weterynaryjnej (dalej zwanego ZHW) na ekspertyzę.

Koza natomiast trafia w nasze ręce z mocy Art.7.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt i zostaje przewieziona w bezpieczne miejsce. Została uwolniona z łańcucha, jest oszołomiona nieograniczonym dostępem do pożywienia i kozich smakołyków oraz higieną otoczenia. Od dziś ma na imię Zuzia. Zuzia już dziś pozwalała się ostrożnie dotykać…

Jutro Zuzia zostanie poddana oględzinom weterynarza. My zaobserwowaliśmy: skrajne wychudzenie, wysadzony brzuch, pręgę po sznurze na szyi, zaogniony odbyt, infekcję ucha, wyłysienia na skórze, szczególnie na nogach, wyciągnięte, wypełnione i zaognione wymiona, otarcia na skórze, odciski na „kolanach”.

Zuziu, będzie już tylko lepiej… Szczeniaczku, nie zapomnimy o tobie, postaramy się tobie pomóc… Przepraszamy, że nie mogliśmy dziś… Prawo polskie jest paskudne i nie chroni takich biedaków, jak ty.

Grzegorz, dziękujemy!
Interwencja Sady 13 kwiecien 08


wejście na stronę Video

8.03.2020:
Jantar - pies znaleziony w zawiazanym drutem worku - wyrzucony jak smieć przy ruchliwej ul. Warszawskiej w dniu 25.02.2020 w Hipolitowie. Przewieziony na SGGW. Poszukujemy winnego. Wobec sprawcy tych czynów zostanie wytoczone postępowanie prokuratorskie wynikajace z ustawy o ochronie zwierzat

Pobierz plakat



05.09.07:LAXA - kolejny pies przypłacił życiem obojętność władz Brańska, gdzie wielu ludzi zamiast serca ma kamień.








29.07.07:W Brańsku kolejny bezdomny pies został bestialsko okaleczony w taki sam sposób jak Majo! Władze miejscowe i policja - pełna inercja!
Wobec powyższego składamy zażalenie na działanie miejscowej policji do Komendy w Bielsku Podlaskim. Może ktoś wreszcie zacznie szukać tego zwyrodnialca w "spokojnym" miasteczku, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą!



Wizyta EMIRa w Bransku - Uwaga, drastyczne zdjęcia



Okrucienstwa w schroniskach

Facebook Wyślij SMS DotPay PalPay SiePomaga Allegro