Fundacja
O nas
Regulamin
Statut
Sprawozdania
Okruchy Cierpienia
 Sercem pisane
Linki
Adopcja
Adopcja
 Adopcja Wirtualna
Porady
Dobre Wieści
Pożegnania
Zwierzęta
Galeria
Zaginęły - OGŁOSZENIA
Identyfikacja
Zwierzęta
Suki duże
Psy duże
Suki średnie
Psy średnie
Suki małe
Psy małe
Opuściły schronisko
Aktualności
Aktualności
Komentarze
Nasze Interwencje
Newsletter
Stop Okrucieństwu
Rzeczywistość w polskich schroniskach
Pseudohodowle
(Nie)ludzkie bestialstwa
Z sali sądowej - wydarzenia w kraju
Z sali sądowej - sprawiedliwość po polsku
Pomóż nam
 Podziękowania
Jak nam możesz pomóc
Przekaż nam  
 Adoptuj Wirtualnie
Opowiedz o nas innym
 Wyślij naszą kartkę do Przyjaciół
Wydarzenia
Wolontariat
Oddział Jarocin
Oddział Krosno O.
Koło Brańsk
Koło Katowice
Koło Łowicz
Koło Siedlce
Koło Słupsk
Koło Wałbrzych
Koło Warszawa


EMI



04.07.2020: Powtórka z wyjazdu Emi - Emi w drodze do nowego domu i Emi ze swoją nową opiekunką (ostatnie zdjęcia w Polsce)


26.06.2020: Zdjęcia Emi z nowego domu


24.06.2020: Pierwsze wieści z nowego domu
Witam pani Krystyno!
Pierwszy dzień Emi upłynął bardzo spokojnie. Emi dużo śpi, je z apetytem i reaguje na naszą obecność; czasami zamerda ogonem a tak to obserwuje co się dzieje w kuchni i w salonie ze swojego koszyka. Emi była ponad godzine w ogrodzie a potem sama wróciła na taras do domu. Chodzenie sprawia jej dużo problemow, przejście około 100 metrów zajmuje ponad pół godziny (nie wiemy czy to jej niepewność czy ból przy poruszaniu - podejrzewam, że wszystko naraz).


22.06.2020: Po podróży
Witam!
Tak jak obiecałam, zgłaszam się! Po długiej i męczącej podróży dotarliśmy szczęśliwie do celu. Emi była trochę wystraszona, ale bardzo spokojna. Ze smakiem zjadła kolację, a potem załatwiła się na dworze. Teraz śpi w koszyczku. Następne relacje na weekend.

22.06.2020: EMI - została adoptowana przez Polkę mieszkającą w Niemczech. Będzie mieszkała w domu z ogrodem. Nowa opiekunka Emi zgłosiła chęć adoptowania jej bezpośrednio po tym jak przywieźliśmy Emi do schroniska; ponieważ dowiedziała się, że Emi wymaga operacji i leczenia - czekała. Jest pielęgniarką i ma pełną świadomość stanu suczki, jest też w stanie zapewnić jej fachową pomoc (masaże). Jest świadoma ew. kosztów i materialnie jest na to przygotowana. Wczoraj o świcie Emi wyruszyła w długą podróż do swojego nowego, szczęśliwego domu.
EMISIU - z całego serca życzymy Ci, aby wszystkie twoje dni były szczęśliwe, abyś otoczona miłością i opieką przeżyła jeszcze wiele dobrych lat. W naszych sercach na zawsze pozostanie obraz twoich udręczonych oczu, gdy zabieraliśmy cię z piekła i obraz ufności i spokoju jaki z ciebie promieniował gdy odjeżdżałaś.


11.06.2020: Emi w ogrodzie - tym razem towarzystwa dotrzymywał jej Norton:



26.05.2020: Dziś do Emisi i Sułtana z Łodzi przyjechała masażystka w celu zaprezentowania technik masażu jakie mogą być pomocne przy odbudowywaniu sprawności ruchowej psiaków. Emisia zabiegowi poddała się ze spokojem. Okazała się bardzo cierpliwą i zrelaksowaną pacjentką. Zabieg sprawiał jej wyraźnie przyjemność.
Pani masażystce bardzo dziękujemy za czas, jaki zechciała bezinteresownie poświęcić Emi



24.05.2020: Emi i Sułtan:



17.05.2020


10.05.2020: Emi opuściła klinikę SGGW i na razie wpadła z dłuższą wizytą do zaprzyjaźnionej ciotki. Czuje się dobrze.



04.05.2020: Wynik badania histopatologicznego nie potwierdza nowotworu. Zmiany w tkance mogą być następstwem starych, doznanych urazów.

03.05.2020: Rana po operacji goi się kiepsko. Emisia dostaje leki, które mają jej pomóc w zlikwidowaniu jej bierności wobec życia.

27.04.2020: EMI - w dalszym ciągu pozostaje w klinice, jej stan się poprawia, nie ma już podwyższonej temperatury ale rana pooperacyjna nie goi się dobrze. Emi dostaje antybiotyk i kroplówki. Je samodzielnie.

21.04.2020: Stan Emisi znów sie pogorszył, ma wysoką gorączkę i "leje się" przez ręce; Odwieźliśmy ją do kliniki. Wyniku badania histopatologuicznego wycinka z macicy jeszcze nie ma.

08.04.2020: EMI - po błyskawicznie przeprowadzonej operacji, która uratowała jej życie Emi dziś zabraliśmy z kliniki; czuje sie nieźle i wyraźnie się ożywiła i ucieszyła na nasz widok. Teraz śpi na swoim posłanku.

06.04.2020: Emi przeżyła operację; teraz jeszcze jest nie wybudzona - śpi. Jej stan lekarze określają jako stabilny, zostały pobrane wycinki do badań histopatologicznych (podejrzenie nowotworu).



05.04.2020: Wynik usg sugeruje ropomacicze. Sunia została w klinice i prawdopodobnie będzie operowana dziś lub jutro ze względu na zagrożenie życia.

04.04.2020: stan Emi nie poprawia się; odwozimy ja do kliniki.

03.04.2020: EMI zachorowała; (?) czekamy na wynik badania krwi; dostaje kroplówki oraz antybiotyk.



24 marzec 2007



7 marzec 2007: Emisia już po operacji; operowana nóżka sprawia jej ból, ale każdego dnia musi być już tylko lepiej.

28 luty 2007:Emi po operacji czuje się nieźle. Jutro wraca.

23 luty 2007:Emi będzie operował dr Trębacz we wtorek o 8.00.

22 luty 2007:Operacja została przełożona na wtorek ze względu na nieobecność dr Trębacza.

20 luty 2007: Emi dziś została odwieziona do kliniki SGGW - operacja nóżki w piątek (operuje dr Trębacz).



14 luty 2007: Emi była na konsultacji w klinice SGGW. W przyszłym tygodniu będzie operowana przez dr Trębacza.

3 luty 2007: Emi po raz pierwszy zaczęła dzisiaj szczekać razem z innymi psami!

3 luty 2007: Fizycznie Emi utyła i już nie sterczą jej pod skórą wszystkie kosteczki. Psychicznie poprawa następuje bardzo powoli; Emi już sama sygnalizuje potrzebę wyjścia na wypróżnienie i także chęć poworotu do domu na swój ciepły fotel. Z psami nie utrzymuje kontaktów, chociaż niektórym pozwala zajmować miejsce koło siebie.



20 stycznia 2007: Emi dziś.

15 stycznia 2007: Małymi kroczkami, każdego dnia Emi wraca do życia; przybiera na wadze. Chyba uwierzyła, że juz żadna krzywda więcej jej nie spotka



10 stycznia 2007: Emi na spacerze.

5 stycznia 2007: na spacerze po raz pierwszy zwróciła uwagę na innego psa biegającego za siatką obok.

3 stycznia 2007: EMI ma podwyższoną temperaturę i żadnych innych objawów. Widział ją lekarz, dostała antybiotyk i witaminy. Kolejna wizyta u weta dziś po południu.

30 grudnia 2006: Emi apetyt dopisuje, przybiera na wadze; już potrafi warczeniem (i to dość groźnym) bronić swojej miski. Nadal jednak nie porusza się po mieszkaniu tylko leży lub siedzi w "swoim" fotelu (znak, że jeszcze nie odzyskała pewności siebie i bezpieczna czuje się tylko na tym fotelu). Spacerki tylko "wypróżnieniowe". I zaraz chce wracać do domu. Z innymi psami w dalszym ciągu nie nawiązuje żadnego kontaktu. Widocznie utyka na tę nóżkę z uszkodzonym biodrem i widać, że wchodzenie gdziekolwiek sprawia jej trudność i podejrzewam ból. Niestety, nóżka nie nadaje się do operacji. Tak już pozostanie. Myślę, że jak odbuduje się jej masa mięśniowa to będzie jej łatwiej chodzić



12 grudnia 2006: Emi dziś po raz pierwszy zawarczała cichutko na psa, który podszedł do jej miski, gdy jadła. Świat zaczyna być kolorowy!





6 grudnia 2006: Wasza troska, pomoc i Wasze serca rozczulają mnie ale też dodają siły. Dzięki za wzruszający wierszyk; Emi po raz pierwszy jest z innymi psiakami przy mnie przy biurku, chcę ją przyzwyczajać do bodźców zewnętrznych i do uczestnictwa w stadzie. Niestety leży i zero reakcji na cokolwiek!

5 grudnia 2006: Czarodziejko i Wszyscy Inni Kochani a Nieznani Ludzie - dziękuję Wam za pomoc i za dobre słowa, które są mi tak bardzo potrzebne. Walka o życie Emi jeszcze nie jest zakończona. Fizycznie wraca powoli do zdrowia tzn. je i wydala bez problemów. Jest noszona i wynoszona na krótko na "spacery". ALE ONA PSYCHICZNIE NIE ISTNIEJE! Postawiona stoi bez ruchu w miejscu, w którym ją postawiono i nie rusza się, nie interesuje jej otoczenie, inne psy, które widzi, nie reaguje na głos (pytanie czy jest głucha, czy to uraz psychiczny powoduje, że "jest nieobecna") . Obserwując ją odnoszę wrażenie, że to cierpienia i przeżyty ból sprawiły, ze ona chce być nieobecna, by uniknąć ciosów i kolejnego cierpienia. Jeśli są to rany psychiczne to ich zniwelowanie może trwać długo i mogą one nie zniknąć całkowicie. Dodatkowo niewątpliwie cierpi ona ból fizyczny z powodu kalekiej nóżki oraz z powodu tego czego doznała. W dalszym ciągu płuca są zajęte. Dostaje antybiotyk i leki j.w. Ma też zmiany na skórze ale są one, jak sądzę, spowodowane permanentnym niedożywieniem i z czasem powinny ustąpić. Wierzę, że każdy dzien następny dla niej będzie lepszy od poprzedniego, ale do pełnego wyzdrowienia droga daleka. Dobrymi myślami wspierajcie ten kłębuszek cierpienia jakim jest Emi

4 grudnia 2006: Emi dziś bez kroplówki, tylko antybiotyk, vit i lek wątrobowy, je dobrze i chętnie, nie bardzo chce się ruszać, ale musi. Stąd jest wynoszona na "spacerki" kilkuminutowe. CHYBA IDZIE KU LEPSZEMU!

2 grudnia 2006: Jak co dzień: kroplówka + antybiotyk + wykrztuśny (Mucosolvan) + Hemofer+vit. Jest oklepywana i noszona, żeby nie spowodować zastoin w płucach. Wyniosłam ją do ogrodu, aby zrobiła kilka kroków, jest karmiona co 3 godziny, je dość wybrednie, ale je, oddycha trochę lżej. Przepraszam za lakoniczność komunikatu, ale mam też bernardyna po ciężkiej operacji w stanie bardzo poważnym (ostatnia noc spędzona właśnie przy nim + cały dzisiejszy dzień "normalnej" pracy - jestem nieprzytomna).





1 grudnia 2006: Wróciłyśmy po kroplówce. Emi zjadła ze 2 łyżki gotowanego kurczaka i zrobiła kupę, teraz leży i ciężko oddycha z rzężeniem. Ja ciągle wierzę, że to jest przesilenie. Na tego weta ze schronu w Białymstoku złożę zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - cynicznej próbie doprowadzenia suki do zgonu oraz skargę do Komisji Etyki za błąd w sztuce lekarskiej, lub brak podstawowej wiedzy medycznej, złamanie przepisów ustawy o ochronie zwierząt, przepisów dot. zapobieganiu chorobom zakaźnym, odmowę wydania karty dot. leczenia i stanu zwierzęcia. I jak mi jeszcze coś przyjdzie do głowy, to dopiszę. A NAPEWNO NIE ZOSTAWIĘ TEGO TAK! Moim zdaniem kierownik schroniska też powinien odpowiadać za złamanie ustawy (wrzucenie ciężko chorej suki do boksu i pozostawienie bez opieki oraz tolerowanie "działalności" takiego weta, sądzę, że należałoby też nowej władzy dać znać, jakie wspaniałe miejsce kaźni zwierząt finansują - niechby się zainteresowali

30 listopada 2006: Stan Emi bardzo się pogorszył!!!!!!!!!! Wróciłam z nią od weta, dostała kolejną kroplówkę + antybiotyki itd. Ma niestety zajęte płuca, oddycha z trudem i chrapliwie, przy każdym ruchu jęczy, leży nieruchomo, nie wstaje. jutro kolejna kroplówka.

29 listopada 2006: kolejna kroplówka + leki. Emi po raz pierwszy "wyszła" na spacer (tzn. wyniosłam ją na chwilę do ogrodu i postawiłam na ziemi). Stała nieruchomo - zdumiona i zadziwiona, przeszła kilka kroków sama, menu zjedzone dziś: 2 x po 1/2 piersi gotowanego kurczaka, 1 twarożek śmietankowy (150g), 1/2 żółtka ściętego wrzątkiem, a teraz uwaga: 10 dkg surowej mielonej wołowiny, którą pochłonęła błyskawicznie. Teraz śpi, jutro kolejna kroplówka + leki. Wita mnie spojrzeniem choć ma sam smutek i udręczenie w oczach, czekam, żeby uwierzyła, że jej życie to nie cierpienie i ból.

28 listopada 2006: Wróciłysmy z kolejnej kroplówki + mnóstwo leków i witamin + środki przeciwbólowe. Miała także robiony rtg główki wraz z szyjką, kości czaszki w porządku i przełyk nienaruszony. Emi cały czas miała zbyt niską temperaturę, co wskazywało na osłabienie i brak reakcji obronnych ze strony organizmu, dziś miała temperaturę podwyższoną, co samo w sobie nie jest dobre, ale oznacza jedno - organizm zaczyna się bronić! Emi w czasie kroplówki usiadła na niedługą chwilkę. W domu jej reakcja polega na obracaniu oczu w moją stronę ilekroć przychodzę do niej. Przy głaskaniu główki zamyka oczki i widać, że sprawia jej to przyjemność. Raz nawet na mój widok zamerdała ogonkiem (PO RAZ PIERWSZY ODKĄD JĄ PRZYWIOZŁAM). Została dziś odrobaczona. Je kilka razy dziennie niewielkie ilości - kurczak zmiksowany z bulionem. Dziś zjadła 1 kawałek ciasta drożdżowego, pije bulion i wodę. Reasumując powiem ostrożnie: jest nieco lepiej.

27 listopada 2006: Emi jest bezwolna, nie reaguje na bodźce, hałas, obecność człowieka, widok jedzenia, też nie budzi jej zainteresowania. Nie siedzi, siadła tylko raz i to na chwilkę i raz stanęła jak się wypróżniała. Cały czas leży, oczy ma półprzymknięte, oznak radości czy zainteresownia żadnych.

26 listopada 2006: Sunia została przebadana tak dokładnie, jak to było możliwe. Uszkodzeń narządów rodnych ani odbytu nie ma, ale wszystko ma obolale przy wypróżnianiu jęczy. Jest bardzo zarobaczona, ale też zbyt słaba (i ta cholerna szczepionka podana przez weta - idiotę), aby można ją było zaraz odrobaczyć. Wymiotuje na leżąco, dostaje lek przeciwwymiotny, jest karmiona po odrobinie bardzo płynnego miksowanego kurczaka z rozbitym żółtkiem. Dostaje też śmietankę 1/2 z wodą przegotowaną, leki wspomagające wątrobe i przeciwbólowe, kroplówka PWE + Combivit + hoemeopaty, w tej chwili to wszystko co można było zrobić. Jest bardzo słaba, nie reaguje na głos ani dźwięki (być może jest głucha po pobiciach?). Jutro kolejna kroplówka, uwierzcie, że robię wszystko, co w ludzkiej mocy, by ją utrzymać przy życiu. Emi sprawia wrażenie, jakby nie chciała żyć! I to jest najgorsze, ona nie walczy. Jej oragnizm jest kompletnie wyniszczony (zobaczycie jutro na zdjęciach) i regeneracja - jeśli w ogóle jest możliwa, będzie trwała bardzo długo. Możemy tylko czekać i prosić Boga, by pozwolił nam ją uratować.





23 listopada 2006: sunia dostała 1 l płynu we wlewie dożylnym + środki wspomagające i przeciwbólowe, jest bez kontaktu (jak to określił lekarz). Suka jest zamorzona głodem i bardzo odwodniona, rokowania są bardzo poważne. Uszkodzenia stawu biodrowego ani tych odłamków kości nie da się zoperować, będzie kaleką, nie można też tego w żaden sposób unieruchomić, staw został wyrwany z panewki i główka stawu z kolei uszkadza miejsce powyżej. Chora noga jest i w przyszłości będzie krótsza. Każdy ruch sprawia suni ból, jutro wynik badania krwi, który niestety tylko w części będzie miarodajny, ponieważ suce podano Imizol i Synulox (zasadność podania obu leków wielce problematyczna). Dodatkowo tę nieszczęsna, chorą, wycieńczoną i zagłodzoną sukę zaszczepiono przeciwko wściekliźnie, nie przestrzegając przepisowych 14 dni obserwacji (kwarantanny). Nie sądzę, aby przy jej stanie i warunkach w jakich ją zobaczyłam, sunia przeżyła, cierpiąc dodatkowo z przyczyn, które opisałam wyżej. Teraz śpi, jest izolowana i przebywa w szpitaliku sama.







22 listopada 2006: Mam zrzeczenie się praw do suki, jestem umówiona na jutro w schronisku i zabieram ją od razu do weta na badanie, obdukcję i wdrożenie leczenia. Jeśli będzie trzeba robimy transfuzję (krew będzie od ręki)

21 listopada 2006: Fundacja EMIR złoży pisemne doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Józefa S. i będzie też wnioskowała o ustanowienie fundacji oskarżycielem posiłkowym w tej sprawie.

20 listopada 2006:We wtorek 14.11.06 ukazał się w Fakcie artykuł napisany przez redaktora Piotra Halickiego o wielkiej tragedii, bólu, koszmarze i horrorze suczki Muszki (8lat), którą katował oraz gwałcił jej właściciel (54l.) Józef S. Fragment: - gonił ją po podwórku i dopadł. Tam zaczął bić bezbronne zwierzę, ale na tym nie poprzestał. Za chwilę zrzucił spodnie i zgwałcił suczkę. Przez kilka następnych dni Muszka nie dała rady się ruszać. Leżała smutna na podwórku. Jej oczy wyrażały cierpienie. Po zawiadomieniu policji sąd grodzki zarządził 500 zł grzywny za nieobyczajne zachowanie. Rzecz się działa w wiosce Świrydy na Podlasiu. Sąd, który nałożył grzywnę to sąd w Bielsku Podlaskim. C