Fundacja
O nas
Regulamin
Statut
Sprawozdania
Prawa zwierząt
Okruchy Cierpienia
Linki
Adopcja
Adopcja
 Adopcja Wirtualna
Porady
Dobre Wieści
Pożegnania
Zwierzęta
Galeria
Zaginęły - OGŁOSZENIA
Identyfikacja
Zwierzęta
Suki małe
Suki średnie
Suki duże
Psy małe
Psy średnie
Psy duże
Opuściły schronisko
Aktualności
Aktualności
Komentarze
Nasze Interwencje
Newsletter
Stop Okrucieństwu
Rzeczywistość w polskich schroniskach
Pseudohodowle
(Nie)ludzkie bestialstwa
Z sali sądowej - wydarzenia w kraju
Z sali sądowej - sprawiedliwość po polsku
Petycje
Pomóż nam
 Podziękowania
Jak nam możesz pomóc
Przekaż nam  
 Podarunek z psim sercem
 Adoptuj Wirtualnie
 Wyślij naszą kartkę do Przyjaciół
Akcje, wydarzenia




Oddział terenowy Fundacji Emir w Poznaniu



Szef Oddziału: Małgorzata Prokopowicz

tel. kontaktowy: 785 03 03 03

malgorzata.prokopowicz@canissfera.pl

Rzecznik Prasowy Oddziału: Katarzyna Szmajter

tel. kontaktowy: 604 185 657

Dla tych z Państwa, którzy chcieliby wpłacić grosz konkretnie na rzecz działalności poznańskiego Oddziału Fundacji Emir podajemy odrębne konto:

Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "EMIR"
Oddział Poznań
Z dniem 31.12.2010 r Oddział Terenowy w Poznaniu zostanie przekształcony się w odrębny podmiot prawny.





Szukają dobrych domów:
Patyczek, Muzyczka, Szogun i Tytus

Patyczek
Muza
Szogun styczeń
Tytus hotel


Zoja, Bojka oraz Siostry z lasu i Heban

Zojka
Bojka
siostry
Od Heban


Rok 2010

Kwiecień

Psiaki, które znalazły szczęście: Pędzel, Toro, Aslana, Joya

Pędzel ds
Toro ds
Aslana
Joyka


Oraz Loluś, Kubuś i Kulka

Lolek
Kubuś ds
Kulka


Metamorfoza Champa i Balbinki - cuda się zdarzają, oba psiaki w najlepszych domach!!!

Champ znalazł dom w Austrii pod koniec lutego, jednak dopiero teraz jesteśmy pewni, że jest w nowym domu!!!
Champuś spędził ponad 2 miesiące w klinice dla zwierząt. Diagnoza brzmiała jak wyrok: "przełyk olbrzymi"

Przełyk olbrzymi u psów
Autorzy: dr n. wet. Wojciech Łopuszyński, prof. dr hab. Zbigniew Nozdryn-Płotnicki, lek. wet. Aleksandra Struzik, lek. wet. Piotr Dębiak, lek. wet. Jacek Kutrzuba
Terminem przełyk olbrzymi (megaoesophagus, dilatatio s. ectasis oesophagi) określa się patologiczne, nadmierne rozszerzenie przełyku połączone z utratą napięcia i zwiotczeniem jego ścian, prowadzące do gromadzenia się pokarmu w jego świetle. Rozszerzenie to może się rozwinąć w wyniku osłabienia czynności ruchowej przełyku jako skutek zaburzeń aktywności perystaltycznej jego mięśni lub zwężenia albo całkowitego zamknięcia jego światła.



Nie liczyliśmy, że ktokolwiek pokocha Champusia, że da mu dom... A jednak, dzięki wszechmocy internetu, znalazł się ktoś, kto pokochał Champa na odległość i zapragnął dać mu dom.
Codzienne dbanie o Champa o tyle odbiega od dbałości o "normalnego" psa, że trzeba go karmić "na stojąco", by siła grawitacji sprawiła, że jedzenie spłynie wprost do żołądka.
Piotr, bo o Nim mowa, postanowił przyjechać z Austrii ze swoimi dwoma ukochanymi pinczerami, by przekonać się czy ta adopcja ma szansę powodzenia. Pierwsze spotkanie Champa i pinczerów odbyło się pod okiem szkoleniowca. Wypadło dobrze. Champ pojechał po nowe życie z Piotrem i Jego Rodziną, ale byliśmy pełni obaw.
Teraz możemy odetchnąć bo stado się zgrało... Champ, odkąd go poznaliśmy, zawsze był mądry i karny, ale zawsze istniało ryzyko... Niepotrzebnie.
Nasz chłopak jest pod pierwszorzędną opieką. Przybrał na wadze, a Piotr sztukę "żywienia" opanował wyśmienicie.
W Polsce Champ miał najlepszą z możliwych opiekę, lekarz prowadzący ustawił leczenie... Champ dzięki temu przezwyciężył gronkowca i inne problemy skórne, a odkąd został adoptowany przez Piotra, z dnia na dzień rozkwita...

Przypomnijmy tę metamorfozę:

Champ schron
Champ
Champion
Champ ds


Balbinka prosto z kliniki pojechała do domu tymczasowego, który już nie odda jej za żadne skarby!
Balbinka była wrakiem psa... Ze schroniska trafiła do kliniki, gdzie przeszła intensywną diagnostykę i leczenie, przede wszystkim, w kierunku nużycy.
Oprócz tego, że po wdrożeniu leczenia zaczęła intensywnie zdrowieć i porastać włosem, to do tego w przyjaznej atmosferze kliniki, rozkwitła psychicznie.
Prawie zdrową, z nielicznymi wyłysieniami, wzięła do siebie Agnieszka... Tymczas wkrótce okazał się domem stałym, no bo któżby oparł się urokowi odrodzonej Balbinki...
Przypomnijmy tę metamorfozę:

Balbinka
Balbinka ds


Marzec

23.03.2010
Mobu, teraz już wiemy co to znaczy "struchleć ze strachu"
Dziś odwiedziłam Poznańskie Schronisko dla Bezdomnch Zwierząt by przekazać im dary Poznaniaków zebrane w zbiórce na terenie CH King Cross Marcelin ubiegłego weekendu.
Podczas mojej obecności, do biura przyszedł człowiek, który twierdził, że na jego budowę w Luboniu przybłąkał się piesek....
Schronisko Poznańskie przyjmuje psy tylko i wyłącznie z terenu miasta Poznania - taki jest regulamin. Okoliczne gminy mają osobne programy zapobiegania bezdomności zwierząt, mają podpisane umowy z innymi schroniskami....
W związku z powyższym, ów człowiek został skierowany do Straży Gminnej Lubonia, by zajęła się sprawą i przekierowała psinkę do przytuliska/schroniska, z którą gmina ma podpisaną umowę.
Epitetów, impertynencji i innych nie będę przytaczać, dość, że ów Pan z biura wyparował szybko.
Załatwiwszy, co miałam w schronisku, wyszłam poza bramę schroniska, a moim oczom ukazał się następujący obrazek:
Struchlała ze strachu, z podwiniętym ogonkiem, bojąca się własnego cienia, trzęsąca się jak przysłowiowa osika sunia, bez smyczy, bez obroży, za to jakieś 10 metrów od ruchliwej trasy...
Obeszłam ją powolutku, prawie na czworakach, z bezpiecznej strony wykonałam zachęcający gest. Podeszła pół kroku, więc złapałm ją żelaznym uchwytem i wrzuciłam do zaparkowanego obok samochodu.
Wróciłam do schroniska szukać pomocy... Znalazłam ją oczywiście, ale było już za późno. Wykoncypowałam, że skoro sunia została postawiona na mojej drodze, moim obowiązkiem jest nią się zająć od A do Z.
Nie myśląc za wiele, poprosiłam o obrożę i smycz. Następnie zawiozłam sunię do weta na rozpoznanie. Badania wstępne nie wniosły nic, opócz tego, co zaobserwowałam.
Skrajne wychudzenie, niedożywienie itp.
Sunia dostała nowe imię : "Mobu".
Zrobimy wszystko by przestała się bać, by zaufała dobremu człowiekowi, b wreszcie znalazła dobry dom...
Mobu


20-21.03.2010
Zbiórka publiczna na terenie CH King Cross Marcelin
Dzięki uprzejmości Dyrekcji CH King Cross Marcelin, niewątpliwie popartej miłością do zwierząt, w dniach 20-21 marca 2010, przeprowadziliśmy tam publiczną zbiórkę na rzecz Poznańskich, bezdomnych zwierząt.
Do akcji włączył się sklep Euro Zoo, najemca CH King Cross, który przeprowadził zbiórkę karmy na rzecz Poznańskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt.
W ciągu tych dwóch dni zebraliśmy 3.159,09 zł, za co szczodrym, zwierzolubnym Poznaniakom, z głębi serca i w imieniu naszych podopiecznych - dziękujemy!
KCM marzec 10


18.03.2010
Tiger - interwencyjnie odebrany bezdomnym
W dniu dzisiejszym, po alarmistycznym telefonie przerażonej stanem psa kobiety, w asyście policji, nasze inspektorki odebrały Tigera z meliny.
"Właściciele", podchmieleni bezdomni, przyznali, że pies nigdy nie widział weterynarza i zrzekli się Tigera na rzecz fundacji.
Bardzo dziękujemy panom policjantom z komisariatu Policji Poznań - Jeżyce, za wszelkie wsparcie i piękna postawę.
Tiger został poddany obdukcji w jednym z poznańskich gabinetów weterynaryjnych. Z uwagi na wysoką gorączkę i ogólnie zły stan psa, Tiger został w godzinach nocnych odwieziony do kliniki w Śremie, gdzie będzie leczony w szpitalu.
Tiger

11.03.2010
Piękny, młody Owczarek Niemiecki? Nie... Raczej jego wrak :(
Informację o jego istnieniu dostaliśmy od wolontariuszki Poznańskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt - Pauliny M.
To Ona wypatrzyła schorowanego owczarka w schronisku. Zdjęcia były porażające.
Psiak jest wrakiem psychicznym i fizycznym!!!
Nie ma więcej niż 2 lata, a boi się gwałtownych ruchów, podniesionego głosu, i jest bardzo schorowany :(
Cierpi na uporczywe biegunki, sierść ma lichą, wypadającą kłębkami, włos przerzedzony i połamany, łyse placki na ciele, jakieś ranki, skóra przesuszona schodzi z niego płatami. On bardzo cierpi! Męczy go uporczywy świąd, jest smutny i wycofany...
Po rozmowie z lekarzem w schronisku, postanowiliśmy mu pomóc.
Lekarz, choć pełen dobrych chęci ma ograniczony budżet, a żeby tego biedaka efektywnie leczyć, trzeba go najpierw dokładnie zdiagnozować, na co schroniska niestety nie stać.
Dziś zabraliśmy go do kliniki Veticus w Śremie gdzie przejdzie pełną diagnostykę.
Oby to był początek drogi ku szczęściu i zdrowiu...

Pierwsze wieści od lekarza prowadzącego z dn. 12.03.2010:
"Badanie kliniczne rasy ON, 2 lata, daleko zaawansowane zmiany skórne - silny stan zapalny, zespół kerato - łojotokowy, znaczny świąd całego ciała, liczne łuski i pojedyncze rany - samookaleczenia, wyłysienia okolicy głowy, klatki piersiowej , mostka , grzbietowej części kręgosłupa odc lędzwiowego oraz łap - boczne i grzbietowe okolice.
Temp 38,8 . Akcja serca miarowa bez cech niedomykalności zastawek. Pierwszy kał w lecznicy - cuchnąca biegunka - poddano badaniu na pasożyty wewnętrzne - nie stwierdzono , test kliszowy wynik ujemny.
Pobrano z ośmiu miejsc głębokie zeskrobiny - bardzo cienka warstwa naskórka , silnie przekrwiona - wynik ujemny - mimo to nie wykluczamy świerzbowca skórnego - podajemy w tym kierunku pierwszą iniekcje.
Badanie lampą Wooda - wynik ujemny, pobrano wymaz do badań bakteriologicznych i mykologicznych. Pobrano krew do badań laboratoryjnych. Psu podano antybiotyk o szerokim spektrum działania."
Rodi schron


01.03.2010
Balbinka - porażający widok! Sunia z szalika?
Nie popisał się sercem ten, kto tak, jak pokazują zdjęcia, urządził malutką, około 2 letnią Balbinkę.
Jeśli do obrazu dołożymy ruch, czyli na żywo zobaczymy to biedactwo, u najbardziej opornych na wszelkie zło optymistów dobry humor pierzchnie w kąt. Wspomnianą, bezbronną kruszynę, zawiniętą w szalik, podrzucono na teren poznańskiego schroniska.
Całe szczęście, że nie umknęło to czujności pracowniczego oka. Gdyby tak się stało mały z pozoru pech zaowocowałby późniejszym odkryciem zamarzniętego na śmierć, małego ciałka.
Pytanie: "Jak długo były opiekun sunieczki pracował nad nią, by uzyskać znany nam efekt?" chyba na zawsze pozostanie bez odpowiedzi. Celu mniej, czy bardziej zamierzonego okrucieństwa tego przedsięwzięcia też trudno się doszukać. Co wobec tego jest ważne?
Co ma znaczenie? ONA i tylko ONA, realnie istniejąca, bezbronna, napiętnowana ludzką podłością istota, żywa, myśląca i czująca.
Na etapie kilkunastodniowego pobytu Balbinki w psiej samotni podjęto działania diagnostyczno - lecznicze jej stanu. Za to należą się ukłony i słowa wdzięczności skierowane do tamtejszego pana weterynarza.
Z racji warunków i ograniczonych mocy przerobowych wiadomym się stało, że nie przyniesie to oczekiwanych, szybkich rezultatów.
Forma suni wymaga bowiem indywidualnego podejścia, poświęcenia masy czasu. Doba schroniskowa również ma tylko 24 godziny.
Na tragedię Balbinki zareagował Poznański Oddział Fundacji Emir, przejmując ją pod swą opiekę i umieszczając w jednej z klinik weterynaryjnych. Był to jedyny, optymalny ale i desperacki z racji wizji kosztów ruch, jaki można było i należało wykonać, kierując się dobrem zwierzęcia.
Teraz nie tyle przed samą Balbinką co przed jej wybawcami pozostaje najbardziej karmołomny krok ku poprawie jakości jej życia, a zawierający się w hasłach:
* zdiagnozować (inne dolegliwości, najprawdopodobniej skórne, które mogą towarzyszyć wykrytej na poziomie schroniska powikłanej nużycy)
* leczyć (odpowiednie lekarstwa, środki prewencyjne/ zapobiegające nawrotom i wybuchom kolejnych ognisk choroby oraz podnoszące odporność, utrzymanie właściwej psychicznej i fizycznej higieny zwierzęcia, zapewnienie odpowiedniej karmy)
* znaleźć dom (przejsciowy na czas, gdy sunia będzie gotowa opuścić klinikę, względnie docelowy, co zdaje się zakrawać na szczyt marzeń). Każdy z tych etapów będzie okupiony dosłownym i przenośnym fundacyjnym potem czoła.

Działanie Emir to tak naprawdę wkład każdego, pojedynczego człowieka okazującego jej sympatię poprzez namacalne wsparcie pieniężne ale i również poprzez wsparcie pomysłem na rozwiązanie danego problemu.

Zwracamy się zatem do Państwa z apelem/ błaganiem/ prośbą:
Ratujcie wraz z nami Balbinkę!

Sami, nic w tym dziwnego, nie dokonamy cudu. Ciężaru podjętego wyzwania nie da się zbagatelizować. Czy do naszego wołania przyłącza się i Balbinka? Gdybyż tylko mogła... Ta słodka malizna pojęcia nie ma, skąd tak nagły, powstały wokół niej szum. Jedynymi jej pragnieniami są bowiem:
* czuć się bezpiecznie,
* nie bać się (krzyku, podniesionej ręki, a tak niestety to wygląda),
* mieć pełny brzuszek,
* nie cierpieć m.in. z powodu świądu pozbawionej sierści, poranionej skóry.

Czy to zbyt wiele? Nie nam to oceniać.
Pragniemy wierzyć, że uda się przywrócić tej ofiarze ludzkiej bezmyślności i obojętności utraconą świetność oraz wyczarować prawdziwy dom, a w nim opiekuna, który nigdy nie zawiedzie powierzonego mu stworzenia, który,...
wzorem poprzednika
nie zawinie go w źle kojarzący się szaliczek...

Wieści od lekarza prowadzącego z dn.05.03.2010:
" Piesek rasy mieszanej , suczka , umaszczenie bliżej nieokreślone - ze względu na brak włosa na 90 % powierzchni ciała - raczej ciemne sądząc po odrostach. Badaniem klinicznym stwierdzam zaawansowane i głębokie zmiany zapalne skóry przebiegające z silnym łuszczeniem naskórka, znacznego stopnia wyłysieniem obejmującym cały tułów i kończyny. Zdrowy włos jedynie zachowany na głowie. Pacjent nie wykazuje świądu. Pod mikroskopem stwierdzamy bardzo liczne nużeńce z czego niewielka część - jeszcze żywych. Badanie lampą Wooda - wynik ujemy. Pacjent ma bardzo wzmożony apetyt, pije wodę. Oddaje regularnie mocz i kał. Przystępujemy do leczenia zaawansowanej nużycy. Podajemy leki wspomagające układ odpornościowy , preparaty przeciw-pasożytnicze - dwa rodzaje , częste kąpiele odkażające, antybiotyk ogólnie, preparaty witaminowe , wysokiej jakości karmę. Klatka pieska jest codziennie dezynfekowana. Widoczne są już efekty terapii - wyraźnie piesek porasta nowym włosem, jest wesoły, chętny do kontaktów z ludźmi. "

<
Balbinka


Szczęściarze, którzy znaleźli nowe domy w okresie od grudnia 2009 do lutego 2010: Panczo vel House, Emisia, Duke, Patinka

Pancho dt
Emisia
Duke dt/ds
Pati XII 09


Oraz: Fryga, Pedro, Paluszek i Szlufka

Fryga
bordog Pedro
Paluszek dt
Szlufka


Luty

12.02.20010
Zojka w typie kudłacza - niedola zwykłego psa o niezwykłym sercu...
Była taka zwyczajna i przeraźliwie smutna, a jej dramat trwał ponad rok - Zoja - bo o Niej tutaj mowa - zbyt dyskretna i niezauważalna, zbyt pospolita - widocznie nie zasłużyła sobie na dom, na kochającą rodzinę...
Przez ostatnie miesiące świat oglądała zza krat, ten sam obraz, codziennie niezmienny, monotonny podgląd na towarzyszy niedoli i wszechobecne poczucie alienacji... Do tego przeszywający chudziutkie ciałko mróz...
Bidunia siedziała na betonie, cała dygotała z zimna, wystawiała łapki, prosząc o zainteresowanie, lizała po rękach i patrzyła, i to było specyficzne spojrzenie - bo z jednej strony chciała opuścić to miejsce, a z drugiej - miała zbyt mało odwagi, by się "odezwać", bo jej prośba głuchła wśród koncertu dawanego przez inne czterołapki. Powoli traciła nadzieję, a to z kolei sukcesywnie przeradzało się w depresję... A na to nie mogliśmy pozwolić! Ku uciesze naszej i suni - to były jej ostatnie chwile za kratami!
Dziś jest szczęśliwy dzień - Zojka opuściła Poznańskie schronisko! Trafiła do domu tymczasowego u pani Hani, która doprowadzi ją do ładu i popracuje nad psychiką, by Sunia na nowo ucieszyła się życiem i zaufała.
Chcemy jej pokazać, że życie może być całkiem fajne, i pragniemy, by Ona faktycznie w to uwierzyła!
Zojka schron


03.02.20010
Aslana - piękna dobermanka - sunia zagadka
Na prośbę pracowników schroniska Poznańskiego zabraliśmy sunię zagadkę.
Do schroniska trafiła 22 grudnia. Odkąd ją tam przywieźli z ulicznej łapanki, sunia nie otworzyła się na człowieka. Była apatyczna, smutna, wciąż zwinięta w kłębek, zaszyta w najciemniejszym zakątku boksu. Nie wykazywała zainteresowania ludźmi ani innymi psami. Trwała tak do wczoraj.
Trafiwszy pod naszą opiekę, natychmiast odwiedziła klinikę weterynaryjną.
Miała zrobioną morfologię i biochemię. Krew w normie, nieznacznie podwyższone parametry wątrobowe. Amylaza w normie. RTG klatki piersiowej - bz. Temp. w normie. Ostre zapalenie spojówek, być może stan przewlekły spowodowany jest podwijaniem powieki - do obserwacji. Dostała leki p. bólowe i p. zapalne.
Sunia w domu tymczasowym padła i odsypiała w łóżeczku i pod kocykiem.
Dziś niewiele się zmieniło.... Sunia ciągle śpi, spacery preferuje krótkie i treściwe (jest jej bardzo zimno, bo jest bardzo wychudzona) je chętnie ale ma rozwolnienie. Nie szuka kontaktu z człowiekiem ale zawołana podchodzi i pozwala na pieszczoty. Ogonek nie merda, wzrok jest tępy i przygaszony....
Jutro planujemy usg i badania kału.
Pierwszy raz spotykam się z takim przypadkiem. Na pierwszy rzut oka nic suni nie dolega...
Czy to możliwe, żeby ta psina cierpiała na depresję? Czy może za chwilę, przy bardziej wnikliwych badaniach, usłyszymy najgorsze?
Aslana


03.02.2010
Jamnisia Fryga z zaspy śnieżnej
3 tygodnie temu jakiś zwyrodnialec próbował pozbyć się tego ślicznego psiego dziecka zasypując je w zaspie i ubijając wokół śnieg.
Nosek jamnisi zdołał wydobyć się na powierzchnię, łapczywie łapiąc powietrze. Z gardła wydobywał się skowyt. Na tę scenę zareagował przypadkowy przechodzień i wydobył jamnisię ze śmiercionośnej pułapki.
Nie bardzo wiedział co z nią począć, więc bardzo przejęty, zawiózł małą do schroniska w Obornikach (Wlkp).
Traf chciał, że całe zajście obserwowała znajoma, która natychmiast zadzwoniła do mnie. Wszelkie próby "wyciągnięcia" jamnisi przed upływem 14 dniowej kwarantanny spełzły na niczym. Obiecano mi telefonicznie, że psina nie trafi w te mrozy na wybieg zewnętrzny...
15 dnia punktualnie o 8 rano stawiłam się w schronisku po odbiór suni. Wręczono mi ją zmarzniętą i śmierdzącą, prosto z zewnętrznego boksu...
Mała natychmiast wtuliła się we mnie i zasnęła.
W domu podałam jej jedzenie, wylizała miskę i prosiła o więcej. Przy kaloryferze znalazła suchy chleb (suszę chleb dla naszej kozy z interwencji w Sadach), który natychmiast schrupała.
Jak dojdzie do siebie, oddam ją tylko w najlepsze ręce ;)
fryga


02.02.2010
Kuba z torów ocalony...
Jestem Kuba. Tak naprawdę nikt nie zna mojej historii.
Tej zimy zamieszkałem na torowisku. Tygodniami nikt mnie nie dostrzegał, jedynie przejeżdżające pociągi mrugały do mnie światłami.
Przy bocznym torze w zaspach miałem swój dom - wytopiony kawałek śniegu na zmarzniętej ziemi.
Z trudem włóczyłem się po zaspach w poszukiwaniu strawy. Częściej głodny niż syty, z kulawą, zranioną łapką przetrwałem najsroższe mrozy, które znieczulały mój ból.
Ten czas bardzo zszarpał moje zdrowie i siły. Ludzie bali się mnie, gdyż jestem duży, odpędzali, krzywdzili, więc i ja zacząłem bać się ludzi.
Niektórzy próbowali mi pomóc, ale mój lęk był zbyt wielki. Z czasem udało im się namówić mnie na jeszcze jedną wspólną podróż. Nazywają ją podróżą do mojego nowego domu. Zaufałem im i pojechałem z nimi. Bardzo się jednak martwię, bo choć mój tymczasowy dom tak mi się podoba, to wciąż brakuje pewności czy będę mógł w nim pozostać.
Nie wiedzieli jak bardzo jestem chory. Moja łapka nadal bardzo boli, nie mogę na niej stawać. Mam zwapnienie kości i potrzebuję kosztownego leczenia.
Proszę pomóż mi stanąć na cztery łapy! "

1 lutego zostaliśmy skonfrontowani z takimi oto słowami: "W okolicy torów pod Toruniem błąka się sunia w typie bernardyna. Jest ranna. Bardzo mocno kuleje, nocuje na Śniegu. Próby złapania jak na razie nic nie dały. Jej stan z każdym dniem jest coraz poważniejszy.Żadne okoliczne służby nie chcą, lub nie mogą pomóc.
Następnego dnia przejęliśmy patronat nad psem. Zaangażowani w ratowanie psa Jacek i Ilona, następnego dnia podjęli próbę jego złapania. Udało się dzięki ich determinacji i wyczuciu.
Nie sunia, a pies jak się wkrótce okazało, trafił do Toruńskiej lecznicy na rozpoznanie. Stamtąd został odwieziony do Toruńskiego schroniska, a my szukaliśmy dla niego lepszej alternaywy.
W rezultacie Kubuś, bo tak go nazwaliśmy, trafił pod opiekuńcze skrzydła Danusi i został umieszczony w hoteliku w Szczecinku. Tam będzie dochodził do siebie.
Kuba z torów


Styczeń

26.01.2010
Toro - przyjaciel dzieci
Nie wiadomo co takiego przytrafiło się Toro, który po długiej tułaczce trafił pod przedszkole. Ten łagodny olbrzym na moment znalazł bezpieczna przystań. Dzieci go uwielbiały, on cierpliwie znosił dziecięcą miłość. Nadszedł jednak dzień, kiedy to jeden z rodziców zażądał usunięcia psa z przedszkola, upatrując w nim śmiertelnego zagrożenia dla swojego dziecka.
Dyrektor przedszkola nie miał alternatywy, umieścił przyjaciela dzieci w schronisku...
Tam smutny Toro przeszedł kwarantannę, a po kastracji trafił w nasze ręce.
Umieściliśmy go w bezpiecznym miejscu, gdzie mamy nadzieję odreperuje swoje zwątpienie w ludzką dobroć. Gruntownie zweryfikujemy jego nowych opiekunów, którzy wyłonią się podczas kampanii ogłoszeniowej.
Oddamy go tylko w najlepsze ręce...
Toro


25.01.2010
Interwencja Poznań - Grunwald
W dniu dzisiejszym otrzymaliśmy maila tej treści:

Witam!
Zwracam się z uprzejmą prośbą o interwencję w sprawie zaniedbanego pieska, który znajduje się na posesji, także (niestety) zaniedbanej.
Piesek jest kundelkiem którego los widzimy codziennie z naszego okna w pracy. Gdy przyszła zima a wraz z nią mroźne dni, jeszcze bardziej zrobiło się nam go żal.
Pies ma starą budę zrobioną z desek wiórowych bez żadnego docieplenia, owa „buda”, jeśli można tak ją jeszcze nazwać, położona jest na palecie. Pies przywiązany jest dodatkowo do drzewka na bardzo krótkim sznurze.
Nie widzieliśmy jeszcze aby właściciel dokarmiał pieska czymś pożywnym – tylko suchy, stary chleb, rzucony w kierunku wychudzonego pieska. Zgłaszaliśmy już wcześniej interwencję straży miejskiej, ale widać nasze prośby zostały „zapomniane” .
Piesek znajduje się na posesji X - Grunwald.
Prosimy o interwencję.


W dniu dzisiejszym, przy minus dwudziestu paru stopniach mrozu, odpowiedzieliśmy na apel i odwiedziliśmy wspomniana posesję.
Zrujnowana posesja, zrujnowany dom, zrujnowani ludzie (od których czuć było denaturat), którzy zgotowali małej psinie okrutny los...
Zgodnie z informacją zawartą w mailu, sunia mieszkała w nieocieplonej budzie, była przywiązana sznurem do drzewka rosnącego obok. W miskach nie było nic... W budzie znaleźliśmu m. in nietknięte cytrusy i kawałki spleśniałego chleba...
Wyziębioną, struchlałą ze strachu, kąsającą na oślep, zabraliśmy w bezpieczne miejsce, gdzie będzie czekała na odmianę losu.
Bezdomna "Właścicielka" zrzekła się praw do psa (wyadoptowanego ze schroniska Poznańskiego) na rzecz Fundacji.
interwencja Poznań Grunwald 25.01.2010


Rok 2009

Grudzień

30.12.2009
Flaty z Leśnej Jani - przerażony Tytus
Ponad pięćdziesiąt chorych, zagłodzonych psów odkryli inspektorzy OTOZ Animals w pseudo przytulisku w Leśnej Jani.
Wszystkie psy były w opłakanym stanie fizycznym i psychicznym. Z powodu braku opieki ze strony swojej "opiekunki - zbieraczki", żywiły się głównie zjadając szczury, a nawet siebie nawzajem.
Dziesięć psiaków w najgorszym stanie inspektorzy OTOZ Animals zabrali w dniu pierwszej interwencji. Reszta musiała zostać w miejscu kaźni i czekać na odmianę losu.
W świat poszedł sygnał SOS dla tych umęczonych stworzeń, które z powodu nieudolności lokalnych władz i znieczulicy ludzkiej zostały skazane na tak potworny los.
Oddział Poznań zadeklarował przejęcie 2 braci - 2 psów w typie flat coated retriever. Z pomocą miłośników tej rasy zgromadzonych na forum fcr, zorganizowaliśmy pomoc.
W międzyczasie nad jednym z braci, tym bardziej otwartym i dominującym, ulitowała sie Pani Wójt gminy Smętowo - pani Zofia Kirszenstein, która przyjęła go pod swój dach.
My zajęliśmy się Tytusem, psem bojącym się własnego cienia, wycofanym, zalęknionym, zdrętwiałym ze strachu. W przeddzień Nowego Roku zamieszkał w Hotelu u Jamora.
Flaty z Leśnej Jani


29.12.2009
Champion - żywy szkielet
19 grudnia pewna kobieta przyprowadziła psa do siedziby Straży Miejskiej w centrum Poznania twierdząc, że znalazła go przywiązanego do płotu swojej posesji. To zapewne jego „pan” przywiesił mu do obroży kartkę: "Mam na imię Szakal, mam 4 lata".
Strażnicy psa przyjęli, ale nie wpadli na pomysł, by spisać ową panią z imienia i nazwiska. Pani odwróciła się na pięcie, a Szakal został odwieziony do schroniska.
W schronisku parę dni spędził w szpitaliku, ale z braku miejsc (na 500psów miejsc w szpitaliku jest 8 ) został przekwaterowany do boksu zewnętrznego.
Dziś, zmarzniętego i ledwo żywego, zabraliśmy go stamtąd i odwieźliśmy do kliniki w Śremie. Szakal przejdzie tam pełną diagnostykę, której dopełnieniem stanie się mozolne odwracanie zastanego dzieła zniszczenia.
Gołym okiem widać potworne wychudzenie, przerzedzenie sierści, otarcia skóry, odleżyny, naderwany pazur, rany na uszach, wypadnięte prącie, psiak jest słaby.
Pomysłowość i patenty na wyrafinowane okrucieństwo wymierzone w istoty słabsze, bezbronne, z natury swej stojące na z góry straconej pozycji, zdają się nie mieć końca. Szakal jest niczym podpis jakiegoś bliżej nieokreślonego zwyrodnialca, jego wizytówka, jego dzieło. Ktoś solidnie musiał "napracować się", by z pięknego stworzenia zrobić żywy strzęp, rozedrgany cierpieniem tandem udręczonego ciała i skatowanej duszy.
Przed Szakalem daleka droga ku normalności.
Na razie postanowiliśmy, niemal z dziecięcą ufnością w magię imion, nadać mu inne, a brzmi ono Champion.

Szakal


Prosimy, pomóżcie pomóc Champusiowi!


21.12.2009
Żorż został paniskiem na włościach!
W sumie trzy miesiące trwała walka, najpierw o zdrowie fizyczne Żorża, potem o jego psychikę, a następnie o wymarzony dom.
Dzięki Panu Jerzemu, który zaalarmował nas o umierającym psie, Żorż dostał drugą szansę na życie.
Dzięki dr. Piotrowi Ciborowskiemu i całej ekipie kliniki Veticus w Śremie, Żorż "wylizał" się z ran cielesnych.
Dzięki Panom Markowi i Łukaszowi Młodzińskim, szkoleniowcom z hotelu w Opolnie Zdroju, który był też tymczasowym domem wielkopsa, Żorż odzyskał równowagę psychiczną, przestał panicznie bać się mężczyzn i odzyskał radość życia.
Dzięki wspaniałym Darczyńcom, którzy nie pozostali obojętni na los wielkopsa, zdołaliśmy opłacić rachunek za leczenie Żorża i hotel.
Dzięki Panu Michałowi i Jego Rodzinie, Żorż ma dom - najwspanialszy, jaki tylko mogliśmy sobie dla niego wymarzyć!
I jak tu nie wierzyć w łańcuszek Ludzi Dobrej Woli?
Dziękujemy wszystkim Aniołom Żorża i każdemu z osobna za wszystko. Wspólnie wygraliśmy walkę o jego życie, pozwólmy mu się cieszyć z drugiej szansy.
Żorż - spraw byśmy wszyscy byli z Ciebie dumni!
Przypomnijmy tę metamorfozę:
Żorż II
Żorż 09.10.09
Żorż 1.11.09
Żorż 26.11.09
Żorż, 26.12.2009


20.12.2009
Piwonia znalazła dom
Po długim pobycie u p. Przemka w domu tymczasowym, Piwonia znalazła dom stały. Teraz już Tosia, zamieszkała z p. Basią i jej chow-chow'owym stadem. Czekamy na zdjęcia, a Tobie suniu, życzymy psiejskiego raju na ziemi!

20.12.2009
Iwan przeprowadził się do ciepłego dt
Po paru tygodniach spędzonych w hoteliku dla zwierząt, Iwan pojechał na Pomorze do domu zastępczego, gdzie przejdzie kwarantannę przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii. Zakochała sie bowiem w Iwanku Małgosia, która już robi wszystko by przychylić psiakowi nieba. Jeszcze trochę, a Iwan zamieszka z Nią i z kumpelą Frytką na "Wyspach".
Iwan dt


17.12.2009
Wizyta w Radlinie
W odpowiedzi na niepokojące sygnały docierające do nas od ludzi odwiedzających Radlińskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt, w dniu dzisiejszym przeprowadziliśmy tam inspekcję.
W interwencji uczestniczyła Pani Prezes, Pan vice Prezes, przedstawiciele Oddziału Jarocin i Oddziału Poznań.
Schronisko w Radlinie jest schroniskiem międzygminnym, dotowanym przez UM w Jarocinie i przez gminy ościenne, a prowadzone jest przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami - Oddział w Jarocinie, od 2002 roku.
Po wizycie w tym schronisku jesteśmy pewni jednego…. Gdyby było prowadzone przez inny podmiot, TOZ interweniowałby natychmiast, wytknąłby masę zaniedbań, wskazałby stosowne artykuły łamania praw zwierząt z Ustawy o Ochronie Zwierząt z 1997 r.
Część psów, zasiedlających boksy zewnętrzne, w ogóle nie ma bud. Śpią i żyją na małej powierzchni, pozbawione schronienia.
Wszystkie psy mieszkające w nieogrzewanych pomieszczeniach (dawnych stajniach lub chlewach) mają do dyspozycji betonowe boksy, z betonową, brudną od ekskrementów posadzką, a jedynym ich „schronieniem” jest oparta o ścianę kładka imitująca budę. Nie mają żadnej izolacji od zimnego betonu, a cienka warstwa słomy nie chroni tych psów przed zimnem. W miskach była zamarznięta kasza, bez mięsa i żadnej okrasy….
Psy w kojcach zewnętrznych miały ten przywilej, że mogły jeść śnieg by się napić. Te w kojcach wewnętrznych tego luksusu nie miały….
Na jednym z wybiegów zobaczyliśmy charczące „coś”. Małego, całego w dredach niby pudelka, który nie miał siły szczekać, tylko „chrypiał” o ratunek. Poprosiłyśmy pracownicę schroniska, by go wyciągnęła z boksu. Mały od razu przylgnął do ciepłego uścisku, wtulił się i czekał na wybawienie. Niestety nie pozwolono nam go tego dnia zabrać. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że w schronisku panuje bałagan, że pies nie miał książeczki zdrowia (nie był zaszczepiony), nie był leczony, nikt nie doprowadził jego szaty do porządku… Prośby, błagania, interwencja u lekarza weterynarii opiekującego się schroniskiem, nieobecnego na miejscu (w godzinach urzędowania) kierownika schroniska, prezes TOZ, wreszcie u samego burmistrza Jarocina, nie dały rezultatu. Nie dostaliśmy żadnego merytorycznego wytłumaczenia odmowy wzięcia jednego, małego, chorego psa, mało tego, w dodatku nasłano na nas policję. Z ciężkim sercem zostawiliśmy tam zmarzniętego Gucia, przyrzekając mu jednocześnie, że po niego wrócimy najszybciej, jak się da. Postanowiliśmy również napiętnować łamanie praw zwierząt przez instytucję powołaną i szczycącą się ich obroną. Cdn…
radliniak


17.12.2009
Szogun, chory książę ulicy
W odpowiedzi na apel internetowy, dziś przeprowadziliśmy zdalnie sterowaną akcję ratowania bezdomnego, chorego psa, który nagle, w okresie najsroższych mrozów, pojawił się w Józefowie pod Warszawą.
Przez parę dni Szogun był dokarmiany przez ludzi, na których posesję się przybłąkał, spał na dworze, pod starym stołem, na stosie kołder.
Gdy przejęliśmy psa, skierowaliśmy go natychmiast do kliniki, gdzie został zdiagnozowany i zaopatrzony w leki. W obliczu jego choroby, musieliśmy porzucić pierwotny plan przewiezienia psa do hotelu. W zamian, Szogun został umieszczonyw szpitaliku fundacji, gdzie pod troskliwym okiem Pani Prezes, dochodzi do siebie.
Szogun


14.12.2009
Perrunia pojechała po szczęście pod Warszawę!
Po kilku nieudanych "podchodach" adopcyjnych, nasza odmieniona, dzięki wysiłkom Olgi, Perrunia, pojechała do nowego domu pod Warszawę. Pierwsze wieści nadsyłane przez zakochaną w suni p. Małgosię brzmią optymistycznie. Wierzymy, że Perra wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, gdzie będzie adorowana, rozpieszczana i przede wszystkim kochana. Wszystkiego co najlepsze suniu! Nie musisz się już niczego bać!
Perra 27.11.09



10.12.2009
Muzyczka - piękna labradorka z alergią pokarmową
Pracownicy schroniska w Poznaniu zwrócili się do nas z prośbą o pomoc w ratowaniu pięknej labradorki, która przebywała tam od lipca tego roku.
Sunia ma problemy skórne, prawdopodobnie spowodowane alergią pokarmową, która w warunkach schroniskowych jest nie do opanowania.
Jej poprzedni właściciel zaniedbał ją tak bardzo, że na jednym podudziu skóra zczerniała, co prawdopodobnie jest nieodwracalne. Oprócz uporczywego świądu i owego mankamentu, sunia jest przepiękną psiną, bardzo złaknioną kontaktu z człowiekiem.
Zamieszkała w siedzibie głównej Fundacji, gdzie pod czujnym okiem Pani Prezes, mamy nadzieję, dojdzie do siebie.
Muza


09.12.2009
Duke, szkielet Doga
Duke to młody, zmarnowany pies w typie Doga Niemieckiego, obok którego trudno było przejść obojętnie.
Całą swoja postawą manifestował przerażenie schroniskową rzeczywistością, a w jego oczach malowało się niedowierzanie i rozpacz.
Ogon skulony pod brzuchem, żebra i miednica na wierzchu, zapadnięte oczy, ślinotok. Naszczekał na mnie, ale gdy przykucnęłam i zaczęłam do niego przemawiać, ogonek lekko się wyprostował i zaczął machać nieśmiało jak wahadełko. Potem smutno patrzył jak odchodziłam, nie wiedział wtedy, że pomoc nadejdzie niedługo.
Głód, który zapewne cierpiał całe swoje krótkie życie, zdążył odcisnąć pewnie już nieodwracalne piętno na jego wątłym ciele. Oprócz widocznej chudości, Duke ma przykurcz tylnych łap! Na szczęście psiak jest już bezpieczny w hotelu u Jamora, zamówiliśmy mu specjalistyczną karmę i Caniviton, wkrótce też zostanie poddany badaniom lekarskim.
Duke


04.12.2009
Bojka
Jako szczenię trafiła do schroniska. Maleńka, drobna, bezbronna i mimo wszystko radosna, bo jeszcze nieświadoma brutalności życia. Wtedy bowiem nie wiedziała, że pozna jego najbardziej gorzki smak...
Adopcja - ratunek? Euforia? Szansa?
Niestety, to nie ta bajka...
W tym przypadku było zupełnie inaczej...
Przez rok maltretowana, bita, głodzona, poniewierana...
Po 12 miesiącach wraca do schroniska jako wrak psa, szkielet o żałosnym spojrzeniu, przepełnionym udręczeniem. Do tego dygocące, chwiejące się na chudziutkich nóżkach kruche ciałko podczas każdego, wystarczy ze minimalnie impulsywnego ruchu.
Nikt nie pamięta drugiego takiego przypadku, żeby adoptowany pies tak bardzo bał się swojego, no właśnie kogo... OPRAWCY!
Sunia trzęsła się jak osika, skręcała się, wyrywała, skomlała, reagowała na swojego kata taką paniką, że pracownicy bali się, że dostanie zawału.
Jak bardzo ktoś musiał skrzywdzić tą sunieczkę, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić... Wiemy tylko, że pozostawienie jej na pastwę losu w schronie skończy się... niech każdy dokończy sobie sam.
Na prośbę pracowników Poznańskiego schroniska dla Bezdomnych Zwierząt, wzięliśmy los Bojki w swoje ręce. Pracownicy schroniska odwieźli ją we wskazane przez nas, bezpieczne miejsce - do hotelu.
Tam, pod okiem szkoleniowców, a przede wszystkim wśród dobrych ludzi, Bojka będzie dochodziła do siebie.
Bojka


Listopad

Dom znalazły: Pastel, Persja, Phibi i Presto
Pastel
Persja
Phibi
Presto vel Buster


oraz Pepsi, Pax, Maja i Tina

Pepsi.
Pax
Maja
Tina


09.11.2009
Pędzel z Oddziału fundacji w Krośnie Odrzańskim
Pędzel od paru dni błąkał się po mieście, noce spędzał na klatce schodowej pewnej kamienicy. Dobre dusze go dokarmiały i próbowały odnaleźć jego właścicieli – bezskutecznie.
Straż Miejska zawiadomiła fundację, a dzięki współpracy pomiędzy Oddziałami, psiak znalazł się w Poznaniu, w domu tymczasowym.
Pędzel to młodziutki pies idealny. Nie brudzi w domu, nie niszczy, nie ciągnie na smyczy, jest przyjaźnie nastawiony do całego świata. Ktoś, kto go przygarnie, będzie miał cudownego towarzysza życia.

02.11.2009
Paluch ze stacji benzynowej
Nasza Kasia wracała ze swojego rodzinnego Koszalina do domu, a zatrzymawszy się na stacji benzynowej zauważyła błąkającego się piesia. W wywiadzie ustaliła, że psinka została wyrzucona z samochodu jakiś czas temu, pracownicy go dokarmiają lecz piesek nie ma żadnego schronienia, śpi w pobliskich krzakach, a wokół czyha na niego wiele niebezpieczeństw.
Nie myśląc długo wzięła zmarzniętego, chudego psiaczka pod pachę i odwiozła do hoteliku, gdzie pod okiem Kariny dochodzi do siebie i czeka na kolejny uśmiech losu.

Październik

29.10.2009
Panczo - świat nie jest dobry dla dobrych psów.....
Nie bez powodu określenie „pieskie życie” nie oznacza niczego dobrego.
Tak właśnie „piesko” toczyło się życie Pancza – psa kaleki. Z urazem łapki błąkał się po wsiach w poszukiwaniu jedzenia, schronienia i przyjaznego gestu, niestety na próżno, mimo cudownego usposobienia wzbudzał tylko strach i pogardę mieszkańców.
Nie wiadomo co spowodowało jego kalectwo, wypadek czy ręka ludzka, a raczej łopata lub cokolwiek co było przedłużeniem ręki. Nikt nie zajął się kulejącym, zakrwawionym psem, nikt nie udzielił mu pomocy przez długi czas…
Paradoksalnie, to właśnie kalectwo Panczusia zwróciło uwagę młodych archeologów, którzy w podpoznańskiej wsi prowadzili prace. To oni skontaktowali się z fundacją i następnego dnia, nasza Ania z Mężem (Koło Wolontariuszy w Jarocinie) zabrali go z pokrytego szronem pola i zawieźli do kliniki Veticus w Śremie.

Opis lekarski:
„Pies rasy mieszanej , wiek ok. 5 lat, czarny podpalany , waga 26 kg.
Badaniem klinicznym stwierdzam uszkodzenia skóry okolicy grzbietowej palców tylnej prawej kończyny. W/w kończyna jest w stanie całkowitego zesztywnienia na wysokości stawu kolanowego i skokowego. Zakres ruchowy biodra zachowany.
Daleko posunięte zaniki mięśniowe ... są dowodem przewlekłego procesu chorobowego. W badaniu neurologicznym pies wykazuje zaburzenia czucia - brak czucia od stawu skokowego w dół, powyżej czucie osłabione, czucie głębokie osłabione, ale zachowane.
Stwierdzam jednostronne wnętrostwo. Przystępujemy do szeregu zdjęć RTG - dwie projekcje chorej kończyny oraz kręgosłup i jama brzuszna bocznie. Na RTG stwierdzam patologię w obrębie kolana, zerwane więzadło krzyżowe przednie, które było punktem wyjścia do przebudowy struktur stawu . Na zdjęciu kręgosłupa i jamy brzusznej widać wadę kręgosłupa - spondylozę oraz koprostazę jelita grubego - wypełnionego masami chrzęstno-kostnymi. Badanie bioder w znieczuleniu ogólnym nie wykazało zmian chorobowych.
Skonsultowałem przypadek z ortopedą weterynaryjnym i doszliśmy do wniosku, że kończyna nie podlega leczeniu , kwalifikuje się do amputacji.
W dniu dzisiejszym amputowaliśmy kończynę na wysokości stawu biodrowego.
Zabieg bardzo długi i krwawy, stan pacjenta stabilny. Godzinę po zabiegu pies był juz wybudzony. Podane zostały silne leki p. bólowe , osłonowo antybiotyk oraz leki przeciwkrwotoczne. Założyliśmy mu kołnierz ochronny i zostawiliśmy w osobnym pomieszczeniu.
Nie lubię wykonywać zabiegów amputacji ... ale są sytuacje, w których nie ma innego wyjścia. Pies stale ranił kończynę, która była źródłem infekcji, stałych krwawień i zapewne bólu. Mam nadzieję, że teraz - jeżeli nie wystąpią powikłania pozabiegowe - będzie sobie dobrze radził na trzech łapkach, bez bólu i ograniczeń ruchowych.” Lek. Wet. P. Ciborowski

Kilka dni później Panczuś przeszedł kastracji, a 12 listopada trafił do wspaniałego domu tymczasowego, który wspaniale się nim opiekuje. Pani Haniu, dziękujemy!

Panczo


27.10.2009
Emisia z przydrożnego rowu
Niektóre psy nie mają tego szczęścia, nie dane im godne życie w dostatku i spokoju, u boku ukochanego Pana...
Takim psem jest Emi, ok. 10 miesięczna suczka, która ZOSTAŁA ZNALEZIONA W ROWIE, w podpoznańskiej wsi, gdzie przez kilka dni leżała połamana, półżywa z bólu i nikt, zupełnie nikt, nie zareagował...
Jej przednia łapinka była totalnie bezwładna, ciało poranione, więc najprawdopodobniej sunia uległa wypadkowi samochodowemu. Ulitował się nad nią jeden z mieszkańców pobliskiej wsi i nie mogąc dłużej patrzeć na jej cierpienie, zawiadomił w końcu Schronisko w Gaju.
I tak sunia trafiła pod opiekę lekarzy z kliniki Veticus w Śremie, którzy zdiagnozowali pełne zwichnięcie stawu łokciowego i złamanie obu kości przedramienia lewego. Została gruntownie przebadana. Nie stwierdzono zaburzeń neurologicznych, czy oddechowych .Błony śluzowe niezmienione.
Lekarze przystąpili do repozycji zwichnięcia, dzięki czemu przywrócony został prawidłowy ruch w stawie łokciowym. Wykonano testy na zerwanie więzadeł pobocznych - wyszły ujemne. Ze względu na brak przemieszczenia w złamaniu kości lekarze zdecydowali się na umieszczenie kończyny w gipsie syntetycznym na okres co najmniej 4 tygodni.
Nie sposób było sobie wyobrazić , żeby ta śliczna, młodziutka i przemiła sunia trafiła w tym stanie do schroniska.
Fundacja Emir postanowiła jej pomóc i tak, 6 listopada sunia trafiła do wspaniałego domu tymczasowego, w którym obecnie przebywa, a my szukamy dla niej najwspanialszego domu stałego.

18.10.2009
Iwan – klon mojego osobistego psa
Iwan to domowy pies, który, z uwagi na zawirowania w życiu jego właścicieli, został pozbawiony dachu nad głową.
Państwo mieszkali kiedyś w domu z ogrodem, który stracili i musieli przeprowadzić się do swoich rodziców, do dwupokojowego mieszkanka. Piątka ludzi, kolejne dziecko w drodze i pies, który kłaczył w domu, zawadzał i domagał się atencji i spacerów.
Ciężarna żona, na tydzień przed rozwiązaniem, postawiła swojemu mężowi ultimatum, że pies ma nazajutrz zniknąć. Zniknął.
Jakiś czas spędził w cieple domu tymczasowego, teraz przebywa w hotelu pod Poznaniem i czeka na odmianę losu.

16.10.2009
Pucek z Poznańskiego schroniska – autyzm czy skrajne przerażenie?
Młodziutki Pucek przesiedział w schronisku rok – pies widmo, pies autystyczny, tak o nim mówiono.
Pierwsze miesiące spędził nie wychodząc z budy, zza budy, lub próbując wtopić się w ściany lub zapaść w podłogę boksu.
Starania wolontariuszy zaowocowały tym, że po roku nie cofał się już przed ręką, a jedynie sztywniał, a jego ciałkiem wstrząsały dreszcze. Zachowywał się trochę jakby był autystyczny, tzn. nie dawał żadnych oznak mogących świadczyć o tym, że potrzebuje kontaktu z człowiekiem, nie cieszył się, nie okazywał żadnych emocji, nie szczekał, tylko patrzył pięknymi, zagadkowymi oczami.
Do niedawna dzielił boks z innymi psami, które również wyczuły jego "inność", i gdyby nie czujność pracowników, pewnie rozszarpałyby go na strzępy. Podczas opatrywania ran w gabinecie weterynaryjnym pozwalał na wszystkie zabiegi, kompletnie zobojętniały na wszystko co działo się wokół niego.
Odtąd siedział sam, w odrębnym boksie, nie ruszał się z posłanka, w zasadzie jeszcze nie widziałam, by zmieniał pozycję.
Pucuś niewątpliwie przeżył piekło przerażenia i samotności, jednak czuwały nad nim różne Anioły! Łańcuszek ludzi dobrej woli, splot zdarzeń, a może Opatrzność sprawiły, że pochyliła się nad nim wyjątkowa osoba, Pani Małgosia (ta sama, która parę dni wstecz adoptowała Sarunię ze schroniska w Gaju), która postanowiła podjąć się wyzwania przywrócenia w Pucku woli życia i wiary w CZŁOWIEKA.
Jestem przekonana, że to właściwa osoba we właściwej roli. Jej na pewno się uda, a nam pozostaje trzymać za Pucia kciuki! Tacy opiekunowie jak Pani Małgosia, trafiają się niezwykle rzadko, a Pucio lepiej trafić nie mógł! Pani Małgosiu, dziękujemy za przeogromne serce!

Pucek


10.10.2009
Pako – weterynarz odmówił eutanazji zdrowego psa!
Prosto z kanapy, 7 letni jamniczek Pako trafił do zimnego schroniskowego kojca po tym, jak weterynarz odmówił uśpienia zdrowego psa. Na taki bowiem pomysł wpadła jego ukochana Pani, która w ten sposób próbowała pozbyć się „kuli u nogi” z powodu planowanego wyjazdu.
Z braku alternatywy, owa pani przyprowadziła psa do schroniska w Gaju, wręczyła kierowniczce smycz i pospiesznie się oddaliła, nie roniąc przy tym ani jednej łzy.
Jamniś był przerażony schroniskową rzeczywistością, trząsł się ze strachu i z zimna, zawodził z tęsknoty za życiem, którego go pozbawiono, odmawiał jedzenia i wody, a z dnia na dzień popadał w coraz to większą apatię.
11 października nasza fundacja przejęła nad Pakusiem opiekę i umieściła go w domu tymczasowym, w którym natychmiast odżył. Ciepło mieszkania, serdeczność tymczasowych opiekunów, wygodne posłanko i dobre jedzenie natychmiast przywróciły go do życia.
Po dwóch tygodniach, szeroko zakrojona akcja adopcyjna przyniosła rezultat, i Pakuś zamieszkał w Komorowie, w domu z tradycjami jamniczymi, gdzie jest CHCIANY, KOCHANY, opływa w dostatki i ma wszystko, o czym jamniś może tylko zamarzyć.
Pako


10.10.2009
Pointa – kolejna sunia chow-chow z poznańskiego schroniska
Dzięki współpracy poznańskiego Oddziału Fundacji Emir z Klubem Chow-Chow, kolejna sunia Chow opuściła dziś Schronisko i pojechała do nowego domu do Katowic.
Pointa dołączyła do Dago i Tary, również wyrwanych przez Pana Waldka z różnych opresji. Stado przyjęło sunię wspaniale, ale walka o jej zdrowie dopiero się zaczyna.
Badania lekarskie ujawniły, że Misia, teraz Beti , cierpi na szereg poważnych schorzeń. Oprócz niedowagi, ma poważne zapalenie ucha środkowego, chore oczy, liczne ranki na ciele (efekt schroniskowej diety) a obrazy rtg ujawniły szereg urazów, które wskazują na nieciekawą przeszłość suni - prawdopodobnie była bita. Przednia łapka była kiedyś złamana i źle się zrosła, przez co sunia szybko się męczy i mocno kuleje. Po konsultacji z ortopedą, Beti prawdopodobnie będzie musiała przejść operację.
Najważniejsze jednak, że cokolwiek zdarzyło się w przeszłości, może powoli pójść w zapomnienie. Beti bowiem trafiła do wspaniałego domu, do ludzi przez duże L, gotowych przychylić jej nieba. Ona to wie, bo nie odstępuje Pana Waldka na krok!
Pointa


04.10.2009
Dramat psów ze Swarzędzkiej „nory”.
Od wolontariuszy Swarzędzkiego schroniska dostaliśmy informację o bardzo złych warunkach bytowania ludzi i psów w jednym ze Swarzędzkich mieszkań.
Część psów została zabrana jakiś czas wcześniej do schroniska, jednak na miejscu została bliżej nieokreślona liczba małych psiaków.
Na miejscu zastaliśmy taki obraz:
Ciemna izba, NORA chciałoby się rzec, starszy człowiek i jego niepełnosprawna żona, wszechobecny brud, rozwalające się przedmioty, skrajne ubóstwo, śmieci i psie odchody.
Tam też żyły psy, najpierw parka, a jak nietrudno sobie wyobrazić, w krótkim czasie całe stado.
Uwięzione w ciemnym świecie czterech ścian, zdane na towarzystwo swoich żyjących w nieświadomości oprawców, żywiące się odpadkami, jeśli takowe były, gryzące się nawzajem, uprawiające kanibalizm, żyły, rozmnażały się, kaleczyły, cierpiały i umierały bez niczyjej pomocy. Tzw. selekcja "naturalna"...
Ich właściciel - cóż... Nie wiedział nawet ile zwierząt posiada. Psy na jego widok drętwiały, uciekały najdalej gdzie się da – niewątpliwie nie miały łatwego życia!
O sytuacji ludzi poinformowaliśmy Opiekę Społeczną, która obiecała zając się sprawą.
Zabraliśmy 9 psów i kotka z kocim katarem (nie mamy pewności, czy przypadkiem część nie została ukryta).
Odebrane przez nas zwierzęta zostały przewiezione do lecznicy dla zwierząt, gdzie przeszły gruntowny przegląd lekarski, kastracje/sterylizacje.
Dzień pierwszy w klinice:

Wszystkie psy bez wyjątku były okrutnie zapchlone, a brzuchy miały wzdęte od robali i świństw, którymi były żywione. Podczas podróży niektóre zwymiotowały skórki od pomarańczy i jakiś niebieski plastik.
Na wstępie zostały w lecznicy spryskane środkiem przeciwko ektopasożytom, odrobaczone po raz pierwszy i nakarmione RC intestinal, bo wszystkie miały biegunkę. Wszystkie są mega wystraszone, lepiej czują się w swoim towarzystwie, niż w towarzystwie człowieka...
Jedna z suczek ma poważne problemy skórne (zostały pobrane zeskrobiny) więc został wdrożony antybiotyk.
Podobnie postąpiono z kociaczkiem, który jest w trakcie leczenia kociego kataru.
Dzień drugi w klinice:

Psiaki zostały wykąpane i zastosowano frontline. Ponownie dostały środki przeciwko robalom. Wykonano też usg wszystkich suk i ufff, nie są w ciąży - wielkie brzuchy to tylko, lub aż robale. Biegunki u psów ustępują.

Najbardziej jednak boli świadomość, że nawet jeśli pozbawimy tego pana WSZYSTKICH "ukochanych" psów, za chwilę weźmie sobie nowe i te nowe skaże na podobną egzystencjonalną gehennę. A prawo w Polsce jest ułomne i wiąże nam ręce!
Na dzień 12 listopada, dom znalazły 2 suczki i 2 pieski. 1 suczka i kotek nie żyją mimo najlepszej opieki i starań lekarzy. 2 psiaki są w domu tymczasowym, a sunia z dzieckiem na razie nadal przebywają w klinice.
Rachunek z lecznicy opiewa na kwotę ponad 4,000zł. Prosimy Państwa o wpłaty na rzecz maluchów, bo nasze akcje mające na celu zebranie na nie środków nie przyniosły rezultatów.

Interwencja 14.10.09r.
Cziłki-l. 24.10.09


Wrzesień

27.09.2009
Błąkająca się Sara
Sarunia, młoda, trochę ponad roczna sunia, błąkała się samotnie po ulicach, skąd zabrano ją do schroniska w Gaju.
Wyglądała strasznie! Jeden wielki kołtun! Bała się wszystkich, nie chciała podejść, była bardzo nieufna...
Dzięki wysiłkom pracowników i wolontariuszy, w ciągu kilku tygodni zmieniła się nie do poznania, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Odżywiona i wyczesana zaczęła przypominać psa, a zapomniawszy traumie swojej tułaczki, okazała się radosną, przepełnioną miłością do całego świata sunią, która całą sobą próbowała zwrócić na siebie uwagę. Tylko za kratami traciła animusz i smutniała…
Szczęście uśmiechnęło się do Saruni 14 października, kiedy to odwiozłyśmy ją z Dominiką do cudownego domu pod Poznaniem. Z pełną odpowiedzialnością śmiem twierdzić, że trafiła do raju na ziemi!
Sarunia - ds


27.09.2009
Kiara – sunia DON z Poznańskiego schroniska
Zza krat schroniskowego boksu, błagalnym wzrokiem patrzyła na mnie Kiara, jeszcze szczenię, a już potwornie skrzywdzone przez los. Lizała moją rękę, kręciła się w kółko, skomlała, a moje serce rozpadało się w tysiące kawałków za każdym razem, gdy od niej odchodziłam…
Rozesłałam jej zdjęcia po znajomych, bez większej nadziei, bo przecież wszyscy z mojej listy albo mają już swoje ukochane zwierzaki, albo zostali już przeze mnie obdarowani! A jednak się zaskoczyłam!
Parę dni później odezwał się do mnie syn naszej fundacyjnej koleżanki Dosi (tej samej, która adoptowała Pirata – obecnie Bastusia, Dashę i Keya z Żabiej Woli) i uknuliśmy razem spisek, w wyniku którego Kiara zamieszkała z naszymi Przyjaciółmi!
W związku z powyższym o los Kiary martwić się nie musimy, bo została w Rodzinie ;)

20.09.2009
Żorż - ofiara ludzkiej znieczulicy!
Wielkopies... od półtora tygodnia błąkał się na terenie działek przy Jeziorze Kórnickim.
Poraniony, zakrwawiony, półprzytomny z bólu, głodny i spragniony, przepędzany przez działkowiczów - do wczoraj późnego popołudnia.
Wczoraj bowiem na działkę przyjechał Pan Jerzy, który jako jedyny nie mógł przejść obojętnie obok cierpiącego zwierzęcia.
Szukał pomocy wszędzie, dzwonił do straży miejskiej, burmistrza, zarządu działek, do swarzędzkiego schroniska, w końcu pojechał na komisariat policji, i tam wspólnie z dyżurnym policjantem spędził wiele godzin obdzwaniając weterynarzy i wszelkie instytucje z nadzieją, że ktoś pomoże - jednak bezskutecznie. Po nieprzespanej nocy Pan Jerzy podjął kolejną próbę ratowania wielkopsa i zadzwonił do poznańskiego schroniska. Oni też nie mogli pomóc, ale podali mu nazwę naszej fundacji. Pan Jerzy zasiadł więc do komputera i znalazł stronę Emira, wybrał numer naszego Rzecznika Prasowego - Kasi, Kasia wywaliła mnie z łóżka i się zaczęło...
Na mój rozpaczliwy apel o pomoc zareagował dr. Ciborowski z zaprzyjaźnionej lecznicy w Śremie.
Godzinę później pan Jerzy z Żoną, dr. Ciborowski i Marta (tech. wet) oraz ja, klęczeliśmy wspólnie przy otępiałym z bólu zwierzęciu.
Widok był naprawdę wstrząsający. Pies miał 3 otwarte rany w pachwinie, obrzęk jąder, rany przy odbycie, odleżyny i odparzenia, a setki larw much pożerały go żywcem.
Lekarz dał mu zastrzyk z fentanylu (bardzo silny środek przeciwbólowy) i został odwieziony do lecznicy, gdzie obecnie trwa walka o jego życie. Zostały podane antybiotyki i kroplówka, rany zostały oczyszczone, pies wygolony, larwy much usunięte. Teraz już nie od nas zależy jego życie.
Jak powstały te rany? Można jedynie spekulować... Są zbyt "ładne" by powstały na skutek walki z innym psem, trudno uwierzyć, że pies się na coś nadział, bo organy wewnętrzne są, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nienaruszone. Można więc przypuszczać, że jest to dzieło jakiegoś zwyrodnialca z nożem w ręku. Niestety.
Nie nadaliśmy mu jeszcze imienia, bo ten zaszczyt należy się jego Wybawicielowi. Jeśli pies przeżyje, a będziemy robić co tylko w ludzkiej mocy by tak się stało, swoje życie będzie zawdzięczał Człowiekowi o wielkim sercu - Panu Jerzemu.
Panie Jurku, dziękujemy za pełne empatii serce, upór i niespotykaną odwagę cywilną. Takich Ludzi jak Pan już prawie nie ma!

Prosimy, pomóżcie pomóc wielkopsu!

Prosimy o wpłaty, choćby niewielkie, na konto:

Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "EMIR"
Oddział Poznań
Konto Fundacji: Bank Śląski O/Grodzisk Maz.
80 1050 1924 1000 0023 0438 1029


Zdjęcia z interwencji znajdziecie Państwo tu:
Uwaga! Tylko dla twardzieli!
Interwencja Bnin


11.09.2009
Posh - zjawiskowa charcica w schronisku Poznańskim
Zajęliśmy się adopcją Posh na prośbę pracowników Poznańskiego schroniska.
Ponoć ta zjawiskowej urody sunia błąkała się kilka dni pod Poznaniem.
Szybko stała się pupilką pracowników z uwagi na cudowny charakter. Skontaktowaliśmy się więc z miłośnikami chartów, w efekcie czego 20 września sunia opuściła Schronisko i trafiła do domu, w którym mieszka już chart Czesiu, buldożka angielska i świnka.
Odtąd sunia ma na imię Dana i nowy dom dba o to, by mogła panoszyć się po domowych kanapach, jednocześnie pozostając żądnym gonitwy i przygód chartem.
Posh

12.09.2009
Pulsar – biały, przerażony bokser
Podczas rutynowej wizyty w schronisku Poznańskim znalazłam w jednym z boksów cudownego, ale skrajnie wystraszonego i bardzo zmarzniętego białego boksia. Ponoć ktoś go przywiązał do bramy schroniska ponad miesiąc wstecz…
Kilka dni później przyjechał po niego nasz Emirowy Tomasz, który zawiózł biedaka do hotelu Jamor w Warce. Tam Pulsar dał się poznać jako cudowny pies, łagodny, skory do zabaw i szaleństw.
Akcja adopcyjna zaowocowała cudownym domem w Toruniu. 11 października, tuż po zabiegu kastracji, Pulsar zamieszkał z koleżanką bokserką i dwojgiem niezwykle ciepłych i zapatrzonych w swoją parkę ludzi.
Życzymy ci psinko wszystkiego co najlepsze!
Pulsar


12.09.2009
Perra - przywiązana do słupa w lesie
W środku nocy zadzwoniła do mnie sąsiadka, że przy drodze przecinającej las, niedaleko od mojego domu, leży owczarek niemiecki przywiązany na smyczy do słupa.
Pies nie reagował na nic, tylko warował i rozglądał się za swoim panem.
Po interwencji straży miejskiej, pies trafił do Poznańskiego schroniska.
W schronisku okazało się, że to sunia. Perra była przerażona schroniskową rzeczywistością i nie wychodziła z budy. Była skrajnie wychudzona, a przy tym , pewnie ze strachu, odmawiał jedzenia. Dzięki wysiłkom wolontariuszy Perra została zmuszona do spacerów poza boksem. Na początku reagowała paniką ze wszelkimi jej symptomami. Zauważyliśmy jednak, że wyprowadzona, po jakimś czasie się uspokaja i szuka kontaktu z człowiekiem.
Na moja prośbę, obejrzał sunię weterynarz. Okazało się, że Perra ma przewlekłe zapalenie uszu, więc zostało wdrożone leczenie.
Po sterylizacji, sunia trafiła, w dniu 9 października, do domu tymczasowego u Olgi. W domu powoli zaczęła się otwierać i okazała się być cudnym stworzeniem, które potrzebuje tylko miłości. Wciąż czeka na kogoś, kto pokocha ją już na zawsze.
Perra


12.09.2009
Piwonia - sunia Chow-Chow
Odkąd zaczęłam zajmować się psami bezdomnymi, nigdy w schronisku nie widziałam tylu „rasowców” co teraz, nigdy nie spotkałam Chow’a – aż do teraz.
Obfotografowałam Piwonię i nie bardzo wiedziałam do kogo się zwrócić. Na forum Fundacji Emir napisałam o niej, a w odpowiedzi dostałam długą listę hodowli i miłośników chowów. Wybrałam jeden z numerów i przypadkiem trafiłam na cudowną osobę, która jednocześnie jest administratorem forum Klubu Chowów. Założyłyśmy wątek na forum i wkrótce odezwał się Przemek, miłośnik tej rasy, który postanowił dać Piwonii tymczasowy dom.
Sunia została dobrze przyjęta przez psa rezydenta i jest otoczona troską i miłością, jakiej pozazdrościłby niejeden pies. Nadal szuka domu!

Sierpień

24.08.2009
11letni jamnik – przepraszał, że żyje…
Dżeki, bo tak ma na imię ten nieszczęśnik, trafił do schroniska w Gaju z końcem sierpnia 2009.
Jego pani umarła, a córka, która się przy nim wychowała stwierdziła, że nie ma dla psa czasu, że go po prostu nie chce..
Oddała psa do schroniska jak wyrzuca się z domu śmieci, zaledwie kilka tygodni od śmierci swojej Matki. Bez łez wzruszenia, ot tak, po prostu. Co tam pies...
Dżeki w schronisku nie przestawał się trząść, przez kilka dni odmawiał jedzenia i picia.
Został wykąpany i odpchlony, ale jego sierść była chorobliwie przerzedzona, a skóra wymagała pielęgnacji. Psiak albo okupował schroniskową budę, przywarł do poduszki, którą wolontariusze mu podarowali by dać mu namiastkę luksusu, albo chował się w kąciku boksu.
Jego mokre oczy, jego pytające, smutne spojrzenie, apatia, poddańczość przedstawiały tragiczny widok. Całym sobą , swoim marnym, zniszczonym ciałkiem, swoim wzrokiem Dżeki przepraszał, że żyje i czekał aż przyjdzie po niego Śmierć – kompletnie osowiały i zrezygnowany, opuszczony pies…
Internet ma jednak taką moc, że 1 września Dżeki pojechał do nowego domu w Jarochówku pod Łęczycą.
Wydawałoby się, że stareńki psiak będzie się trzymał nowych opiekunów, ale już 3 września okazało się, że wyplątał się z szelek podczas spaceru, i zwiał.
Ślad po nim zaginął na wiele dni, ale 18 września odnalazł się (po płomiennym romansie) prawie pod nowym domem, i odtąd wiedzie szczęśliwe życie starszego jamnisia u boku kochających i mocno przewrażliwionych na jego punkcie opiekunów.
Dżeki nie uciekaj, i bądź szczęśliwy!
Refleksja dla czytających – KASTRUJMY SWOJE PSY!!!
Dżeki jest już niestety na to za stary, jego chore serduszko mogłoby nie wytrzymać narkozy.
Dżekuś


19.08.2009
Patyczek, psie dziecko z łańcucha
30 stopniowy upał, ciężkie powietrze, ani trochę cienia, ani grama wody, przejmujący głód, łańcuch wżynający się w szyję umęczonego psa, ograniczający ruchy tak bardzo, że nie może nawet usiąść...
Informację o psie przykutym na bardzo krótkim łańcuchu do haka wbitego w mur, dostała nasza Kasia od Pani, która przejeżdżała rowerem obok zrujnowanego domu i obejścia.
Jeszcze tego samego wieczoru, Kasia wraz ze swoją informatorką pojechała na miejsce i natychmiast została podjęta decyzja o odebraniu psa w trybie art 7.3 UoOZ.
Patyczek natychmiast został odwieziony na nocny dyżur do kliniki.
Na jego widok lekarz załamał ręce. Skrajnie wychudzony, odwodniony, słaby, z milionem pcheł na skórze, wymiotował własnymi odchodami i śmieciami, miał zatrważające rozwolnienie, bardzo zarobaczony.. Psiak jest młodziutki, zdaje się, że nie ma nawet roku. Był bardzo przestraszony, ale przełamawszy początkowy strach, lgnął do swoich opiekunek. Nie umiał chodzić na smyczy, był kompletnie niezsocjalizowany.
Psiak jest od dłuższego czasu we wspaniałym domu tymczasowym. Uczęszcza na kurs szkoleniowy do Pawła Zielińskiego. Zrobił niesamowite postępy, przytył, wypiękniał, stał się, dzięki opiece Alicji, zadbanym, miejskim psem z dobrymi manierami. Wciąż czeka na dom.

Interwencja Karczewko


06.08.2009
Labrador Pele – ledwo przeżył!
O pomoc dla Pele zwróciła się do nas Paulina (ta sama, która zawiadomiła nas o Pixie i Pepperze), która skonfrontowała nas ze zdjęciami umierającego psa.
Czasu na działanie było niewiele, więc przystąpiliśmy do akcji natychmiast. Następnego dnia, my pojechaliśmy do Ostrowa Wlkp. z Poznania, a Tomasz z Warszawy. Spotkaliśmy się na miejscu, w schronisku w Ostrowie.
W schronisku opowiedziano mi historię Pele (wcześniej Mecenasa)... Mianowicie 29 lipca przyprowadziła go "właścicielka" mówiąc, że jej plany życiowe uległy zmianie, że wyjeżdża i nie ma nikogo, kto mógłby przejąć opiekę nad psem....
Dostałam książeczkę zdrowia "Mecenasa", która powiela tak znany nam już schemat... Pies urodził się w listopadzie 2005. Widnieją tam starannie wykaligrafowane wpisy o szczenięcych szczepieniach, przypomnienia o odrobaczeniu, wpisy typu: "puchata kuleczka" itp...
Pies był regularnie szczepiony, a problemy zaczęły się w roku 2008, kiedy to pojawiła się notatka weterynaryjna o przewlekłym stanie zapalnym przewodu pokarmowego, analizy krwi z laboratorium z podwyższonymi wynikami biochemicznymi... PIES SIĘ ZACZĄŁ PSUĆ!!!
Ostatni wpis weterynarza został zrobiony w czerwcu tego roku, kiedy pies został zaszczepiony p.ko wściekliźnie, jednak zaniechano już szczepień p.ko wirusówkom....
Chwyciłam więc za telefon i porozmawiałam sobie z Panią Doktor, relacjonując obecną sytuację psa... Dowiedziałam się, że odmówiła szczepień, bo już wtedy pies miał problemy skórne i źle wyglądał. Zleciła badania, których jednak "właściciele" nie wykonali - więcej nie pojawili się w gabinecie. Resztę historii już znamy!
Widok tego nieszczęśnika był zaiste trudny do zniesienia. Słaniający się na nogach, pokładający się Pele z zapadniętymi oczami, z licznymi wyłysieniami, cierpiący pies bez życia, został zapakowany do samochodu Tomka i pomknął z Nim do kliniki pod Warszawą. W schronisku bez pomocy spędził tydzień. Wymiotował, nie przyswajał pokarmu i nie pił. W samochodzie też wymiotował żółcią o ostrym zapachu chemikaliów. ..
Pierwsze wieści z kliniki nie były optymistyczne, badania wykazały uszkodzenie wątroby, trzustki i nerek, obraz jak po silnym zatruciu. Pies spędził wiele dni na kroplówkach, lekarze nie mogli opanować wymiotów, więc pies był odżywiany pozajelitowo. W końcu się podniósł.
Kiedy myśleliśmy już nad zabraniem Pele z kliniki, 18 sierpnia jego stan uległ gwałtownemu pogorszeniu. Wróciły wymioty. Pies miał znów podawane kroplówki, wychudł, zmarniał, miał zapadnięte gałki oczne, nie miał sił wstać. Obraz krwi przedstawiał dramatyczną sytuację… Lekarze działali, ale przez dwa dni ważyły się jego losy, a my biliśmy się z myślami o eutanazji. Gdy decyzja właściwie zapadła w nocy 20 sierpnia, pies następnego dnia odżył!
Odtąd było już tylko lepiej! 27 sierpnia miał się na tyle dobrze, że odwieźliśmy go na rehabilitację do hotelu „Jamor” w Warce.
Pele z dnia na dzień czuł się coraz lepiej, rozkwitał i rozkochał w sobie opiekunów.
Mimo zmasowanej akcji ogłoszeniowej, nie znaleźliśmy dla niego domu w Polsce, a pod Norynbergą, w Polskiej, co prawda, rodzinie. Od 7 listopada Pele jest już bezpieczny i bardzo kochany! Nowi Państwo znają jego historię, będą stosować zaleconą dietę i dadzą mu dużo miłości!
Psiaku, jesteś prawdziwym fighterem i wielkim szczęściarzem!
Pele


06.08.2009
Przesmutny terierek Monti
Monti całe swoje dotychczasowe życie spędził u boku jednego właściciela.
Jego państwo i on żyli skromnie, ale, co najważniejsze, pies był szczęśliwy...............Był, do momentu pojawienia się nowego domownika....
Pies spadł na drugi plan. Interesowano się nim coraz mniej, a spacery z przyjemności, zmieniły się w uciążliwe obowiązki, dla psa czasu było coraz mniej.
Nie zrobił krzywdy maluchowi, był grzeczny.... Podporządkował się wszystkiemu, co działo się w domu, nie sprawiał kłopotu...
Najwyraźniej jego pan miał psa już dość, bo pewnego dnia, zamiast na fajny spacer, zabrał go do miejsca, gdzie czuć było wszechobecny smutek, i gdzie kończyły się wszelkie wyobrażenia o psim szczęściu. Pies dumnie podążał za panem, ufał mu.... W końcu znalazł się w schroniskowym kojcu...przerażony wtulił się w kraty i patrzył, jak jego pan odchodzi...
Od momentu porzucenia, trwał w takim stanie długi czas, sporo schudł, nie chciał wychodzić na spacery. Był tak przerażony, że zdarzało mu się warknąć, gdy ktoś się do niego próbował zbliżyć...
Nie szczekał, nie biegał, mało jadł... Tylko siedział wtulony w kraty swojego boksu, zawiedziony, czekając w bezruchu na powrót pana...
W dniu 30 sierpnia uśmiechnęło się do Montiego szczęście. Wśród ogłoszeń zamieszczonych w necie przez Dominikę, Montiego wypatrzyła wspaniała osoba, która postanowiła przywrócić w nim radość życia.
Dziś wiemy, że jej się to w pełni udało, a Monti wiedzie beztroskie życie kochanego i rozpieszczanego psa!
Monti


Lipiec

16.07.2009
Przejechał po psie z zimną krwią!
Pewna Poznanianka była świadkiem zdarzenia, które wstrząsnęło Nią do głębi. Jak mówi, nigdy nie spotkała się z takim okrucieństwem.
Jechała właśnie ul. Bożeny w poznańskim Antoninku, gdy na drogę wszedł pies. Było gorąco, więc nieśpieszno pokonywał rozgrzany asfalt. Pani zatrzymała się aby go przepuścić. Za nią zatrzymały się jeszcze 2 auta.
Naraz z naprzeciwka nadjechał Volkswagen bus. Kierowca spytał tej Pani, czy to Jej pies. Odpowiedziała zgodnie z prawdą, że nie. No to on ruszył, przejechał po psie i pojechał dalej!!!!
Wszyscy byli tak zaskoczeni bestialstwem kierowcy, że nikt go nawet nie zatrzymał!
Pani początkowo myślała, że pies nie przeżył rozjechania, jednak życie się w nim tliło, więc zabrała go do lecznicy.
W lecznicy udzielono mu pierwszej pomocy, zabezbieczono przeciwbólowo i zabrano się za diagnostykę.
Miał paskudne złamanie tylnej łapy w dwóch miejscach i wywichnięte stawy. Kręgosłup na szczęście cały.
Na prośbę Pani przejęliśmy patronat nad psem. Zleciliśmy dokładniejsze badania, które niestety ujawniły dalsze obrażenia, w tym pęknięty pęcherz. Podjęliśmy decyzję o eutanazji, ponieważ nawet gdyby psiak przeżył, musiałby się strasznie nacierpieć, a i tak pozostałby kaleką.
Żegnaj psinko.

10.07.2009
Perfekt z Radomskiej ulicy
Zdjęcia czarnego, wychudzonego, bezdomnego psa egzystującego pod chmurką krążyły w Internecie…
Od jakiegoś czasu błąkał się w Radomiu, dokarmiany był przez dobrych ludzi, przeganiany zaś przez złych… Jedna dobra dusza zaprowadziła psa do weterynarza, na swój koszt zaaplikowała mu preparat przeciwko pchłom i kleszczom, które „używały” na wychudłym ciele bezdomnego psa, ale z braku alternatywy, psiak wrócił na ulicę gdzie czyhały na niego różne niebezpieczeństwa….
Jednak, ta sama osoba rozpaczliwie szukała dla niego ratunku i znalazła go u nas.
Sama „odłowiła” psa i zawiozła go do wskazanego przez nas hotelu. Na miejscu pojawił się kolejny problem, bo psiak odmawiał wszelkiego jedzenia.
Został więc wezwany weterynarz, który zaaplikował psu leki „na apetyt”. Po podaniu szerokiego menu, psiak zdecydował się w końcu na surowego kurczaka!
Trochę czasu zajęło Jamorowi przyzwyczajenie go do psiej karmy, ale najważniejsze, że Perfekt przybierał na wadze, otwierał się, uczył się zabawy i koegzystencji z dobrym człowiekiem…
13 września Perfekt trafił do domu stałego. Początkowo pan miał z nim problemy, bo psiak bał się nowych państwa i nowych okoliczności. Ale i to się szybko unormowało, i Perfekt, teraz Max jest pupilem rodziny i ma się świetnie!

09.07.2009
Pepsi jest gotowa do adopcji!
Pepsi.


06.07.2009
Profesor pojechał do nowego domu!!!
Profi ds


04.07.2009
Zabraliśmy Phibi ze schroniska w Poznaniu
Phibi


04.07.2009
Pati pojechała do hotelu pod Warszawę


04.07.2009
Peggy to szczęściara!
Peggy.


Czerwiec

28.06.2009
Do grona szczęściarzy, którzy znaleźli nowe domy należą: Astor, Pusieńka, Polka, Paola i Puszek
Astor dt
Pusieńka
Polka
Paola
Puszek

Astor

Trafił do schroniska w Gaju w największe mrozy. Krótkowłosy, bez podszerstka, przedstawiciel rasy "bojowej", który trząsł się niemiłosiernie, nie wiadomo czy ze strachu, czy z powodu nieskiej temperatury...
Ulitował się nad nim "nasz" Kajetan, który dał mu dom tymczasowy, z mocnym postanowieniem znalezienia mu wyśnionegop domu stałego. Tak mijały miesiące, a Astor nie zrobił nic, by sprzeniewierzyć szansę, którą zesłał mu los. Okazał się zwierzęciem łagodnym, ufnym, karnym... Ani razu nie dostraczył Żonie Kajetana powodu do postawienia ultimatum. Tym samym wygrał nowe, wspaniałe życie. Chyba nie mógł sobie wyśnić lepszego!

Pusieńka
Jej Państwo przemierzyli wiele kilometrów by ją poznać i w konsekwencji zabrać do nowego domu. Mamy nadzieję, że Ci tam dobrze Pusiaczku. Byłaś wyjątkowa dla nas, wierzymy, że będziesz wyjątkowo traktowana w nowym domu...

Polka
Pojechała pod Warszawę i mamy nadzieję, że będzie wiodła życie, jakie jej wyśniliśmy...
Paola
Zastąpiła zmarłą poprzedniczkę. Od razu podbiła serca nowej Rodziny, dla której bez znaczenia było jej kalectwo. Otoczona troską i miłością, rozkwita...
Puszek
Zamieszkał u znajomych swojej Wybawicielki Ani. Jesteśmy spokojni o jego los. Ania nie oddałaby go nikomu zwyczajnemu.
29.06.2009
Pepsi zdrowieje w klinice
Myślę, że komentarz jest zbędny... Sunia dźwiga się fizycznie i psychicznie pod bacznym okiem lekarzy i wolontariuszy.
Pepsi klinika


26.06.2009
Niechciany Porzucek z Rawicza
25.06.2009
Interwencja - centrum ogrodnicze
sunia jużaczka - centrum ogrodnicze


24.06.2009
Padmé odżyła w Gaju!
Padmé


22.06.2009
Interwencja w Świńcu
Interwencja 22.VI.09r


21.06.2009
Prozwierzęcy weekend w poznańskiej Plazie
plaza


13.06.2009

Nasza Beki nie żyje - odeszła kochana w nowym domu...


13.06.2009
Znaleźliśmy dom dla Maxi z Elbląga
Maxi z Elbląga


09.06.2009
Pepsi – wyrwana z celi śmierci…
Sunię - mix ON- ka, do wielkopolskiego schroniska przywieziono niedawno, nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokładnie kiedy. Przerażona leżała w betonowej celi z malutkim okienkiem, bez wybiegu, bez widoku nieba, bez budy, bez legowiska, zamknięta w paru metrach kwadratowych cuchnącego betonu . Wyniszczona do granic zagłady biologicznej, łysa i przerażona, podchodziła na moment do ręki wolontariuszki, ale po chwili pieszczot zaczynała na nowo swój obłąkańczy marsz wokół ścian swojego więzienia, brodząc we własnym kale i moczu.
Ania nie mogła patrzeć na jej męczarnie. W rezultacie Jej apelu, Pepsi opuściła dziś schronisko i trafiła pod opiekę Fundacji Emir. W naszej klinice przejdzie kompleksowe badania w kierunku świerzbowca, grzybicy i nużeńca. Przebadamy jej krew i zrobimy rtg płuc i odcinka lędźwiowego kręgosłupa, bo lekko kuleje. O wynikach badań będziemy informować na bieżąco.
Prosimy Państwa o wsparcie dla tego umęczonego zwierzęcia…
Pepsi


07.06.2009
Cuda się zdarzają – Pianuś ma dom!!
Nasz stary, schorowany, okrutnie kiedyś potraktowany przez człowieka Piano MA DOM!
W jego smutnym spojrzeniu zakochała się Pani Lila i postanowiła przychylić mu nieba oraz zapewnić godną emeryturę.
Dziękujemy Pani za ogromne serce i wspaniałą postawę, godną tylko tych najlepszych ludzi.
Piano, teraz już naprawdę jesteś bezpieczny. Niczego już nie musisz się bać! Bądź szczęśliwy do końca swoich dni kochany staruszku !
Pianuś


03.06.2009
Eli – wielki dramat maleńkiej suni
3 letnia, śliczna, mała Eli miała smutne życie. Nie wiadomo czy to w wyniku doznanego urazu, czy po prostu skłonności genetycznych, u Eli postępowała kulawizna tylnych łapek.
W schronisku nie udzielono jej pomocy weterynaryjnej, a mimo to Eli znalazła ludzi, którzy ją adoptowali. Jej szczęście niestety nie trwało zbyt długo i pies kaleka wrócił z powrotem za kraty. W odruchu empatii umieszczono ją w boksie ze szczeniakami, gdzie miała szansę przetrwania i nie musiała walczyć o jedzenie ze zdrowymi psami.
Któregoś dnia, skuloną w kąciku na piasku Eli, wypatrzył Tomek i skonfrontowany z jej sarnim spojrzeniem uparł się, że właśnie ją chce otoczyć miłością i opieką, że właśnie jej należy się nowe życie.
Po kilku tygodniach w domu Tomka, Eli w zasadzie przestała chodzić. Jej tylne łapki podkurczone, powykręcane jak gałęzie starego drzewa, Eli poruszała się jak nieporadna żabka, ostatkiem sił przesuwając zad po ziemi, podpierając się przednimi łapkami, tracąc równowagę, padając raz po raz, i znów się podnosząc. Bardzo smutny widok, tym smutniejszy, że Eli to młoda, śliczna sunia, wiecznie uśmiechnięta, wpatrzona w swojego opiekuna jak w obrazek, gotowa na wszystko, byle tylko go nie stracić… Z wzajemnością, bo Tomkowi ani przez myśl nie przeszło, by porzucić Eli z powodu jej kalectwa i zaczął szukać dla niej pomocy wiedząc, że sam nie podoła finansowo. 6 maja zabraliśmy Eli do weterynarza by uzyskać dokładną diagnozę (zwichnięcie boczne rzepki prawej, częściowe zerwanie więzadła krzyżowego przedniego, lewa łapka – silny przykurcz, prawdopodobnie zerwanie więzadła krzyżowego). Dziś prawa łapka Eli została zoperowana.
Lekarz przeprowadził operację stabilizacji bocznego zwichnięcia rzepki w stawie kolanowym prawym. Wykonał pogłębienie bloczka kości udowej poprzez klinowe wycięcie kości z chrząstką, dokonał pogłębienia ukształtowanego w ten sposób klina i repozycji fragmentu kostno-chrzęstnego. Usunięto też zwyrodnieniowe zmiany w obrębie kości udowej. Śródoperacyjnie stwierdzono naderwanie w 85% więzadła krzyżowego przedniego. Usunięto patologiczne więzadło. Inspekcja stawu nie wykazała zmian w obrębie łękotek. Wykonano stabilizację zewnątrz torebkową stawu kolanowego (Amifil 1-0) Ze względu na skłonność do zwichnięcia bocznego rzepki wykonano nacięcia odprężające retinaculum po stronie bocznej i namarszczenie powięzi po stronie przyśrodkowej. Już z zamieszczonego opisu widać, jak poważna to była operacja.
Po miesięcznej rehabilitacji lekarz podejmie się operacji lewej łapki.
Przed Eli jeszcze wiele wyzwań, ale to szansa na w miarę normalne życie. Mamy nadzieję, że po okresie obowiązkowej rekonwalescencji zobaczymy jak Eli biega.
Wielkie ukłony, szacunek i serdeczne podziękowanie dla Moniki P z Fundacji Canis et Felis , która w całości pokryła koszt operacji.
Elli


01.06.2009
Padmé – jednooka księżniczka collie z Boguszyc
W schronisku p. Bożeny Wahl Padmé nie potrafiła się odnaleźć. Bez oka, ze skołtunioną i cuchnącą sierścią. Otoczona dziesiątkami psów, otoczona wszechobecną agresją, strachem i zgiełkiem, bez swojego człowieka trwała tam, wyzuta z godności, bez nadziei na lepsze jutro, często pokazując zęby.
Zyskała opinię „agresora” i to w zasadzie odbierało jej jakiekolwiek szanse na opuszczenie tego piekła.
Zabraliśmy ją do schroniska w Gaju, gdzie otrzyma fachową opiekę, spacery i mamy nadzieję, że odzyska spokój i równowagę. Sunia jest pod opieką Fundacji Dr. Lucy.
Padme


Maj

31.05.09
Borys - problematyczny bokser
Nie wiadomo w jakich okolicznościach Borys trafił do Cieszyńskiego schroniska.
Jedna z naszych wolontariuszek znalazła mu dom w Warszawie, i zawiozła go tam w dzień naszego corocznego spotkania. Niestety już następnego dnia pan dzwonił, że pies stwarza problemy, pokazuje zęby na domowników, że sytuacja jest trudna, ale postanowili dać psu szansę.
Niestety po dwóch tygodniach nieuchronne jednak nastąpiło, bo rodzina się go bała. I tak Borys trafił w trybie awaryjnym do hotelu pod Warszawą , gdzie nie bardzo sobie z nim radzono. Szybciutko musieliśmy znaleźć alternatywę. Zatrzymawszy się na chwilę w schronisku w Gaju, Borys pojechał do hotelu pod Bogatynią, prowadzonego przez przesympatycznych szkoleniowców Marka i Łukasza – tzw. speców od "niedobrych" psów.
Pan Marek przez miesiąc doprowadzał Borysa do prawidłowej kondycji fizycznej i psychicznej, stopniowo eliminując negatywne zachowania tego nadmiernie żywego i energicznego boksera.
Psiak wzmocnił się, nabrał masy mięśniowej i zaczął zachowywać się nieco grzeczniej. Został wykastrowany. Na początku września Pan Marek stwierdził , że nadaje się do adopcji.
W końcu , 6 października 2009 Borys znalazł dom stały, ale kciuki za powodzenie adopcji trzymaliśmy jeszcze długo. Teraz wydaje się, że Borys wreszcie trafił na swoich, i będzie miał dobre życie!

31.05.09
Pralinka ze schroniska Bożeny Wahl w Boguszycach.
To miał być niczym niezmącony weekend – zlot Emira, poświęcony szkoleniom, pielęgnowaniu ludzkich przyjaźni, wymianie doświadczeń i serdeczności. Tak było do momentu, kiedy nie zdecydowaliśmy się odwiedzić Boguszyc w drodze powrotnej do domu.
Widok zza bramy schroniska był przykry. Stada psów na wybiegach tonących w błocie, niewystarczająca ilość starych bud, smutne i zrezygnowane psie oczy. Próbowaliśmy nie dostrzegać tego ogromu psiej tragedii, bo przyjechaliśmy tam w zasadzie po jedną suczkę, collie bez oka, nie mając ani miejsca, ani środków na więcej psów…
Naszą uwagę przykuł jednak bokser, brudny i zrezygnowany. Spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że musimy go zabrać. Okazało się jednak, że jest zarezerwowany, ale na strychu przebywa boksia, „ślepa na jedno oko”, która potrzebuje pomocy. Nie wahaliśmy się ani sekundy i za chwilę nasi ludzie wynieśli drżącą i wystraszoną, i umieścili w samochodzie Dorotki, która wcale nie miała zamiaru jechać do Poznania… Dla boksi pojechała… Podczas jazdy do Poznania sunia tuliła się całą sobą do Kasi, naszej wolontariuszki. Była zdenerwowana, ale rozdawała buziaki, odsłaniała brzuszek, nazwaliśmy ją więc Pralinka. Gorzej było po dotarciu na miejsce, do Gaju. Sunia dostała oddzielny boks, wspaniałą budę wymoszczoną słomą, jedzenie i wodę.
Pierwszą dobę odchorowała i była przerażona nową rzeczywistością… Nazajutrz musiała być karmiona z ręki przez Kajetana i tym sposobem wywabiana z bezpiecznych czeluści budy. W końcu ciekawość świata zwyciężyła, i po wielu zabiegach, Pralinka po raz pierwszy od szczenięctwa, wyszła na prawdziwy spacer. Na początku szło opornie, ale żądza doznań, instynkt i parówki w rękach ludzi zrobiły swoje. Pralinka nie mogła uwierzyć swojemu szczęściu… Zachowywała się jak szczenię, wąchała, wciągała wiatr w nozdrza, tarzała się w trawie, dostawała głupawek i ukazywała swój piękny bezzębny uśmiech!
Pralinka bowiem trafiła do Boguszyc jako marne, wychudzone szczenię. Tam wyciągnięto ją „za uszy”. Co przeżyła, jakie choroby przeszła, Pan Bóg jeden raczy wiedzieć. Przez 3 lata miała łatkę psa niewidomego, ale to nieprawda!
Ona ma jedno oko niebieskie, ale to tzw. „rybie oko”, wynik mutacji genetycznej, wzrok ma doskonały! Według nas to oczko dodaje Jej jedynie uroku. Jest słodka, uwielbia się przytulać, i ten, kto da jej dom, nie będzie w naszych oczach bohaterem tylko wielkim szczęściarzem!
Pralinka


29.05.09
Paola z interwencji w Lwówku już po operacji.
Z interwencji Paola trafiła prosto do kliniki. Prześwietlenie przedniej łapki ujawniło stare złamanie kości "przedramienia". Złamane były obie kości: kość łokciowa spiralnie z nieznacznym przemieszczeniem już w trakcie masywnego zrostu, kość promieniowa przemieszczona bocznie. Odłamy kości promieniowej odświeżono, ustawiono prawidłowo i zespolono blaszką ZESPOL. Gojenie postępuje nieźle. Psiak jest młody, więc zrost powinien być szybki. Sunia stara się już łapkę obciążać, ale dopiero po rehabilitacji będzie wiadomo czy sprawność wróci w pełni.
Paola


28.05.09
Piri czekała długo, ale wreszcie znalazła dom marzeń!
Piri


28.05.09
Wszystkie 3 szczeniaki z interwencji w Lwówku trafiły do nowych domów!

27.05.09
Alexandra – kolejny rozdział zamknięty…
Od ubiegłego weekendu Alex jest już lekarzem medycyny. Znamy się od przeszło 3 lat i od 10 uratowanych psów.
Gdy ratowała z nami zwierzęta, Alex była studentką medycyny. Przyjechała do Poznania z Kanady, a poznałyśmy się na Międzynarodowej Wystawie Zwierząt w 2006 roku. To wtedy zadeklarowała swoją miłość do psów i chęć pomocy tym najbardziej potrzebującym. Pamiętam, że zanotowałam Jej numer, ale nie do końca wierzyłam Jej deklaracjom… Do czasu… Był późny wieczór pewnego październikowego, ponurego dnia, kiedy na moją posesję ktoś podrzucił małego psiaka. Skulonego, zmokniętego i zmarzniętego znalazła tam moja sąsiadka, która wpadła na szybką herbatę. Z braku innej alternatywy, wykręciłam wtedy numer Alex. Tego wieczoru uratowała Koniaka z opresji i dała mu tymczasowe schronienie do momentu znalezienia domu stałego.
Następne zadanie było trudniejsze i wymagało wiedzy medycznej. Alex przyjęła pod swój dach Pikusię, ledwo żywą sunię zabraną z lokalnego schroniska. Śmiem twierdzić, że gdyby nie Alex, Pikusia by nie przeżyła. Alex z domu zrobiła szpital, podawała kroplówki, zastrzyki, aplikowała zapisane przez weterynarza leki. Przeobraziła „z niedoskonałej larwy w motyla”.
I robiła tak z każdym kolejnym psem, który trafiał pod Jej opiekuńcze skrzydła. Leczyła te fizycznie chore, wychowywała niewychowane, socjalizowała niesocjalizowane… Każdorazowo odmieniała ich los skutecznie. Była naszą podporą i trudno jest się nam z Nią żegnać.
Nie będzie takiej drugiej Alex… Gotowej na wszystko, o każdej porze, bez względu na płeć, wiek i stan powierzanego Jej zwierzęcia. Ona była naszym „pewnikiem” i trudno będzie zapełnić Jej miejsce. Alex, wiedz, że masz w nas przyjaciół na zawsze. Życzymy Ci byś spełniła wszystkie swoje życiowe marzenia. Bądź pewna, że dobro, które uczyniłaś dla naszych „braci mniejszych” goszcząc w Polsce, wróci do Ciebie ze zdwojoną siłą. Tego Ci z całego serca życzymy Alex i dziękujemy za wszystko.
Jesteś wyjątkowa i tak trzymaj!
Alex


25.05.09
Pati - chce żyć!!!
Po pobycie i leczeniu w klinice, Pati odmłodniała! Pomimo fizycznych urazów (m.in uciętego wraz z tatuażem kynologicznym ucha) nasza sunia rozkwita. Powoli otwiera się na świat i dobrych ludzi....
Pati klinika


22.05.09
Profesor miał szczęście, że trafił na Olę.
„Witam. Od 3 miesięcy dokarmiam pięknego, mądrego psa. Początkowo był bardzo wystraszony, nie pozwolił do siebie podejść na bliżej niż kilkanaście metrów, był przeraźliwie chudy. 1 maja nastąpił ogromny przełom - pies podszedł do mnie i zanim zaczął jeść domagał się głaskania. Z dnia na dzień jest coraz bardziej ufny, jednak dla mnie to jest uciążliwe, ponieważ ostatnio biegnie za samochodem kiedy odjeżdżam, a miejsce, w którym się znajduje jest blisko ruchliwej ulicy. Pies na 100 procent miał kiedyś właściciela - pięknie daje łapę, kładzie się, siada, chodzi przy nodze. Nie wiem co się działo z nim potem, bo dodatkowo psina boi się każdego szmeru, podniesionej ręki, machnięcia nogą. Kiedy podchodzę robi z siebie wręcz dywanik, piszczy i szczeka z radości. On potrzebuje Człowieka! Bardziej niż jedzenia i innych psów! Przez jakiś czas była z nim mała suczka, ale nie zwracał na nią szczególnej uwagi, nie był agresywny, wręcz dzielił się jedzeniem. Nie wiem natomiast jaki ma stosunek do innych samców i kotów, jednak myślę, że nie robią na nim większego wrażenia. Proszę pomóżcie znaleźć mu Dom! Nie musi być bogaty i piękny, po prostu Dom, gdzie psina dostanie jeść i będzie wygłaskany. On bez tego zginie! Gdyby znalazł się chętny, to psa wykąpię, odrobaczę, zaszczepię, pojedzie do domu czysty i pachnący. W tej chwili wygląda na zdrowego, ma sporo kleszczy z którymi walczę regularnie. Jest sporym psem, mniej więcej do kolana, dość długa sierść i piękne bursztynowe oczy wpatrzone w człowieka jak w największy cud natury. Nie ukrywam, że jest brudny w końcu mieszka na dworze, bez budy, wymaga wyczesania i innych zabiegów pielęgnacyjnych, ale przez to staje się takim nieoszlifowanym diamentem, z którego trzeba wydobyć to, co najlepsze. Proszę, pomóżcie znaleźć mu dom. Dajcie szansę psu, który zawiódł się na człowieku. Wiem, że takich istnień są tysiące, ale to jedno jest wyjątkowe.” Feluska
Profesor start

Z takim wzruszającym apelem zostałam skonfrontowana 13 maja i nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie z dwóch powodów… Po primo, kiedyś, za czasów studenckich, przeżyłam podobną historię, jednak nikt nie wyciągnął wtedy do mnie pomocnej dłoni. Psiak, którego oswajałam i karmiłam przez parę miesięcy, nagle zniknął i ślad po nim zaginął. Do dziś o nim myślę, i do dziś dręczą mnie wyrzuty sumienia, że byłam tak niezaradna… Secundo, klon tego psiaka leży obok mnie na kanapie i nie bardzo mogę sobie wyobrazić jak moja Tosia mogłaby przeżyć na ulicy… I tak, 14 maja z pomocą Oli psiak znalazł się w jednej z lecznic w Łomży. Tam przeszedł kompleksowe badania. Usunięto z niego ponad 50 kleszczy i niestety stwierdzono babeszjozę. Lekarze działali szybko. Psiak dostał kroplówkę, leki wzmacniające , Imizol i musiał być cewnikowany, bo nie mógł oddać moczu. Trawiła go gorączka, był apatyczny i nie chciał jeść. Kiedy już troszkę wydobrzał, 21 maja Ola zawiozła go do Radzymina, gdzie przespał noc u naszego Prezesa. 22 maja Tomasz przywiózł go do Poznania i oddał w moje ręce. Profesorek odwiedził weterynarza by upewnić się, że nic mu nie dolega i trafił do psiego hotelu, gdzie pod bacznym okiem Kariny dochodzi do siebie….
Profesor 3.6.09


20.05.09
Porto robi postępy!!!
Porto


18.05.09
Pedro ma dom!!!
Pobyt w schronisku był dla Pedro pasmem udręk. Z początku odmawiał jedzenia, wody i pogrążony w smutku całymi dniami leżał na budzie, zawodząc przy tym z różną intensywnością dźwięków.
Pracownicy i wolontariusze Gaju uciekali się do różnych sposobów by wyciągnąć go z depresji z miernym skutkiem. W końcu dokwaterowali mu łagodną, radosną sunię, zabierali na spacery, i powolutku Pedro odzyskiwał chęć do życia, a mimo to, żałosne wycie zawsze żegnało opuszczających schronisko ludzi...
W obliczu całej masy pięknych, młodych husky zapełniających schroniskowe kojce, nie śmieliśmy marzyć, że nasz zakurzony, niemłody już Pedro znajdzie odpowiedzialnych, kochających opiekunów...
A jednak, nawet nieśmiałe marzenia się spełniają. Dziś bowiem, nasz Pedro opuścił schronisko i zamieszkał pod Poznaniem z młodą, 9 miesięczną sunią husky i nowymi, zakochanymi w nim opiekunami. Nie posiadamy się z radości!
Pedro


17.05.09
Interwencja w Lwówku pod Pniewami
Po eksmisji bezdomnych, na terenie posesji należącej do Fundacji "Barka", bez wody, jedzenia i żadnej opieki pozostało 9 psów i 3 świnki morskie. Ich losem zainteresowała się Pani Anna z pokrwnego Barce "Stowarzyszenia dla Ludzi i Środowiska", rozpaczliwie i bezskutecznie szukając dla nich pomocy wśród urzędników i TOZu.
W dwa dni po otrzymaniu zgłoszenia podjęliśmy interwencję i z ogromną pomocą Pani Anny i Pana Wiesława ze Stowarzyszenia, oraz Kasi ze "Straży dla Zwierząt", udało nam się odłowić wszystkie zwierzęta i umieścić je w bezpiecznych miejscach. 3 szczenięta, ich matkę oraz sunię z urazem łapki zabrali Kajetan z Dominiką do Gaju (szczenięta i jedna z suczek już są w klinice), a 4 psy, w tym jedna chora sunia trafiły pod opiekuńcze skrzydła Pani Wandy.
Świnki Morskie trafiły do Pani Anny i tam zaczekają na nowe domy.
Wszystkie zwierzęta zostały odpchlone i zabezpieczone przeciwkleszczowo. Sukcesywnie zostaną przebadane, wyleczone, odrobaczone, zaszczepione, a suczki zostaną poddane zabiegom sterylizacji.
Interwencja Lwówek 17.05.09


13.05.09
Porimma znalazła dom!!!
Porimma


11.05.09
Drugi z Owczarków Belgijskich – Matiz – dziś pojechał do nowego domu!
I Matiz trafił w okolice Opola i zamieszkał w pięknym domu z ogrodem, z suczką Posokowca Bawarskiego i parą nowych opiekunów.
Po początkowych problemach z dostosowaniem się do nowych warunków, Matiz z dnia na dzień bardziej się otwiera, a z relacji wiem, że jest bardzo zapatrzony w swoją nową Rodzinę, która obdarza go miłością, troską i dużą dozą wyrozumiałości.
Gato i Matiz ds


10.05.09
Zoja z Mielca, przystanek w Poznaniu w drodze do nowego domu.
Zoja z Mielca, przystanek w Poznaniu w drodze do nowego domu. Zoja przeszła kwarantannę w mieleckim schronisku dla bezdomnych zwierząt i dzięki staraniom tamtejszych wolontariuszy trafiła do hotelu u Murki w Janowie Lubelskim. Kiedy wydawało się, że jej los się odmienił i wreszcie jest bezpieczna i otoczona właściwą opieką, Zojka zapadła na babeszjozę. Lekarze walczyli z wysoką gorączką i osłabieniem, a dobre wieści długo nie nadchodziły.
Po chwilowym polepszeniu, choroba zaatakowała ponownie, co wprawiło opiekunów w rozpacz. Oprócz objawów typowych dla babeszjozy, oczy Zoji zaszły niebieską mgłą, pojawił się ropny wyciek z nosa i kaszel. Dzięki wspaniałej opiece i staraniom weterynarzy, stymulowane lekami mechanizmy obronne jej organizmu wreszcie zaczęły zwyciężać.
Kiedy wydawało się, że Zoja jest już prawie zdrowa, zorganizowaliśmy transport do Poznania, skąd po krótkim pobycie, Zoja miała trafić do nowego domu, w miejsce Pumy, która została zaadoptowana przez tymczasową opiekunkę, o czym pisaliśmy wcześniej. Zgodnie z planem, Zoja następnego dnia trafiła do „naszego” weterynarza gdzie przeszła gruntowne badania. Niestety prześwietlenie ujawniło przewlekłe, obustronne zapalenie płuc. W tym stanie nie chcieliśmy jej wysyłać po nowe życie i postanowiliśmy wyleczyć ją na miejscu. Zaopatrzona w nowe leki, po serii zastrzyków, Zoja dochodziła do siebie pod opiekuńczymi skrzydłami Joasi, która robiła wszystko, żeby malutka wyzdrowiała. Domowa atmosfera, miłość i troska wkrótce zaprocentowały na tyle, że lekarz na kolejnej wizycie pozwolił oddać ją już w docelowe ręce.
Żegnaliśmy ją ze łzami, bo mała zdążyła nas wszystkich rozkochać w sobie. Jednak wiemy, że dobrze trafiła i że w nowym domu będzie bardzo szczęśliwa.
Zoja


08.05.09
Pogrom został adoptowany!
Będzie pilnował posesji z koleżanką.
Pogrom


06.05.09
Puma wyemigruje do Norwegii!!!
O tym, że Puma jest niesamowitą, wspaniałą sunią pisałam już wcześniej... Ale o tym jak bardzo była/jest chora jeszcze nie miałam okazji...
Przez ostatnie prawie 2 miesiące (odkąd jest z nami), gabinet weterynaryjny był jej drugim domem. Od początku zmagaliśmy się z ostrą biegunką, bólami brzucha, brakiem apetytu i wymiotami. Sunia, zamiast przybierać na wadze, chudła w oczach, aż serce się kroiło na jej widok.
Diagnoza nie brzmiała optymistycznie: Zespół Upośledzonego Wchłaniania. Prawdopodobnie został wywołany bardzo złą dietą, która doprowadziła do zapalenia jelit, a to, bardzo długo nieleczone, zaowocowało stanem ostrym, który zastaliśmy.
Charlotta (tymczasowa opiekunka Pumy) dwoiła się i troiła, żeby wysiłki weterynarzy nie poszły na marne. Podawała leki, robiła zastrzyki, stosowała się do wszelkich nakazów i zakazów, ale przede wszystkim kochała, dbała i nigdy się nie skarżyła...
Obie panie przetrwały najgorsze, a kiedy Puma miała lepszy okres, została wysterylizowana. Niestety rekonwalescencję zaburzały problemy jelitowe, ale Charlotta znów stanęła na wysokości zadania.
W Pumie zakochała się Pani Małgosia i zapragnęła dać jej dom - dom idealny, pełen czułości, troski, świadomy ułomności Pumy.
Do tegoż domu mieliśmy zawieźć Pumę w tym tygodniu...
Nie zawieziemy, ponieważ Charlotta tak bardzo pokochała Pumę, że postanowiła dać jej dom stały, o czym najlepiej świadczy podpisana dzisiaj umowa adopcyjna!
Dla niewtajemniczonych, Charlotta jest Norweżką i studiuje w Poznaniu medycynę. Zgłosiła się do nas 2 lata temu jako wolontariuszka, i dzięki Niej domy znalazło już 10 psów.
Kochała i dbała o wszystkie powierzone Jej psy, ale widocznie z Pumą nawiązała szczególną więź. Wobec powyższego, Puma zamieszka z Rodzicami Charlotty w Norwegii. Pojedzie tam z Charlottą w czerwcu, razem spędzą lato, a we wrześniu Charlotta przyjmie do domu tymczasowego w Polsce kolejną emirową biedę.
Za kilka miesięcy panie znów się zjednoczą i, jak zapewnia Charlotta, nic ich nie rozłączy. To się nazywa prawdziwa miłość!!!
Gratulujemy Charlocie, cieszymy się szczęściem Pumy, bo wiemy, że nigdzie nie będzie miała lepiej, niż u Rodziny swojej Wybawicielki.
Pani Małgosia przyjęła tę wieść ze spokojem i zrozumieniem. Zamiast Pumy pojedzie do Niej Zoja z Mielca....

03.05.09
Pati z lasu - obraz nędzy i rozpaczy!
Cudem znaleziona w lesie pod Racotem, skrajnie wyczerpana i zrezygnowana, a w jej wyniszczonym, chudziutkim ciele tliły się ostatnie iskierki życia.
Wygląda strasznie!!! Całe jej ciało, wyraz oczu oraz postawa krzyczą: CIERPIENIE I BÓL!!!
Na pierwszy rzut oka sunia jest skrajnie zagłodzona, ma matową, pozbawioną życia sierść, wyciągnięte sutki wskazujące na liczne ciąże, wyłysienia, otarcia na całym ciele, okropnie długie pazury uniemożliwiające prawidłowe poruszanie się, chore oczy, a na domiar złego nie posiada lewego ucha...
Boimy się nawet myśleć jak spustoszony jest jej cały organizm...
Mimo ewidentnie okropnych przeżyć, sunia jest łagodna, spokojna, jakby przepraszała za kłopot jaki nam sprawiła swoim pojawieniem się...Ma wolę walki o życie, ale czasami w jej oczach pojawia się niema prośba o to, by już jej nie krzywdzić, by dać jej odpocząć, by nie bić, by otoczyć choć odrobiną czułości i miłości - by jej pomóc....
Bardzo chcemy uczynić dla niej co tylko jest w ludzkiej mocy, ale boimy się, że nie podołamy finansowo.
Niejednokrotnie otwieraliście już Państwo swoje serca na cierpienie naszych podopiecznych i wspieraliście nas dzielnie w naszej walce o każde skrzywdzone psie istnienie. Prosimy, wspomóżcie nas i teraz, bo bez Was i Waszej hojności nasza walka będzie skazana na niepowodzenie.
Pati


01.05.09
Poker znalazł nową Rodzinę!!!
Poker


Kwiecień

29.04.09
Piękna zabłąkana Pollina!!!
Dziś na teren firmy odwiedzanej przez naszą Emirową Kasię przybłąkała się młodziutka suczka w typie owczrka niemieckiego.
Roboczo nazwaliśmy ją Pollina. Jest nieziemsko piękna i niesamowicie przymilna. Zdążyliśmy się przekonać, że kocha dzieci...
Nie ma nawet roku, a już doświadcza ją los! Radio gnieźnieńskie huczy od komunitów o znalezisku, na słupach już wiszą plakaty. Jednak z braku innej alternatywy, sunia trafiła do gnieźnieńskiego schroniska, a Kasia ma złamane serce....
Prosimy o pomoc w znalezieniu suni domu tymczasowego, nie śmiemy prosić o stały!
POMOCY!!!
Pollina


24.04.09
Beki z Bawarii ma DOM!!! A Barry jest VIPem!!!
Dziś oficjalnie adoptowana została Beki! Zaadoptowało ją młode małżeństwo, które już od dawna się nią interesowało.
Nie odstraszył nowych Państwa dwukrotnie operowany rak (macica i jajowody zostały usunięte). Beki po operacjach doszła do siebie i teraz tylko należy trzymać kciuki za brak przerzutów i długie życie suni!!! Jedno oczko jest jeszcze do operacji, ale tym zajmą się jej nowi Opiekunowie. My przesyłamy Beki nasze najszczersze życzenia jak najdłuższego i szczęśliwego życia w trosce i miłości...

Bary natomiast jest pod specjalną opieką kierownika schroniska. Chodzi z nim osobiście na spacerki, już szczeka z niecierpliwością gdy go słyszy. Cieszy się jak wariat na kiełbaski, dobrze się czuje i mamy nadzieję, że gdy jego oczka będą "naprawione", to i on domek znajdzie. Co do operacji to została ona przełożona, bo lekarz się zmienił i u tego nie chcieli tego robić. Ponoć nie chcą ryzykować i typują innego, dobrego ich zdaniem specjalistę...


24.04.09
Power z ADHD ma najprawdziwszy dom!!!
Pod opieką Kariny trochę się wyszalał, troszkę wyciszył, został wykastrowany, przeszedł mini szkolenie... Zdumieniem napawa fakt jak pięknie chodzi na smyczy - nie ten sam pies!!!
Daleko mu jeszcze do ideału, ale to pojętny pies.. Pies łagodny, otwarty na człowieka, inteligentny. Ma potencjał...
Nie marzyliśmy o tym, że znajdzie dom tak szybko. Znalazł... Zamieszkał u Moniki, której nie zraziła nawet obowiązkowa, w ramach zajęć przedadopcyjnych, projekcja filmu pt: "Marley i ja". (Obecnie w kinach i na topie).
Monikę czeka z nim mnóstwo pracy, ale mamy wrażenie, że podoła. Power był zachwycony ofiarowaną mu (ogrodzoną szczelnie) wolnością dużego ogrodu, atencją tylu przychylnych mu ludzi, zabawkami, dobrym jedzeniem , a przede wszystkim swobodą...
Power, dostałeś szansę od losu, błagamy, nie zmarnuj jej, bądź grzeczny i wpasuj się w nowe życie!!! Good luck!!

23.04.09
Piorun został adoptowany!
Zamieszkał w domu z ogrodem pod Warszawą, gdzie sprawdza się jako stróż i przyjaciel! Wszystkiego co najlepsze psiaku!
Piorun


23.04.09
Polar, po miesiącu wrócił do swoich wcześniejszych opiekunów....


14.04.09

Piotruś, dzięki Agnieszce uwierzył w Człowieka, dziś zasnął snem wiecznym...
Nie znajdujemy wystarczających słów uznania dla Agnieszki... Wzięła wrak psa z nadzieją na metamorfozę. Piotruś w Jej rękach wypiękniał, ale sprawiał problemy wychowawcze, pogryzł Ją i członków Jej Rodziny...Niestety odpokutowała za poprzednie życie Piotrusia... Do tego gruntowne badania brzmiały jak wyrok...Piotruś miał nowotwór śledziony i można się było spodziewać przerzutów.
Agnieszka przetrwała wszystko i się nie poddała. Z niesamowitą determinacją walczyła o to, by Piotruś odbudował wiarę w człowieka, by schyłek jego życia był pełnowartościowy i piękny. Zrealizowała w pełni swe dążenia. Dała Piotrusiowi szczęście i wytchnienie, pozwoliła mu dożyć w komforcie tyle, ile było mu dane... Jak przyszło cierpienie, została z nim do końca, przeprowadziła Piotrusia za Tęczowy Most, trzymając już nie bezdomnego psa w ramionach...
Jesteśmy Twoimi dłużnikami Aga!
Dzięki Tobie Piotruś, już w pełni sił, biega po tamtej stronie Tęczy i czeka na Ciebie, na nas, byśmy do niego i innych dołączyli.
A Ty? Ty już masz Anioła, który zadba o Twoje zbawienie...
Piotruś


13.04.09
Po wielu perypetiach Pompej nareszcie pojechał po nowe życie do Gdyni!!!
W pierwszym stadium weryfikacji, kandydatura Oli została odrzucona przez jedną z członkiń "komitetu weryfikacyjnego". Ale Jej determinacja i wstawiennictwo obecnej opiekunki Pixie, Sylwii, przeważyły szalę.
Wybór domu okazał się słuszny i Pompej ma się jak pączuś w maśle! Zamieszkał z Olą i Jej Rodziną w Gdyni, a do towarzystwa ma cudną bassetkę Mambusię.
Szalej Pompejku i zawsze się uśmiechaj, bo masz powody do radości!!!
Pompej ds


14.04.09
Pumy sesja zdjęciowa!!
Puma dt


11.04.09
Wesołego Alleluja!!!


08.04.09
Pepe, teraz już Franiu, trafił z deszczu i zimna do raju na Ziemi!
Miał wiele szczęścia! Najpierw stopił serce Pana Krzysztofa, który nie pozwolił mu trafić do schroniska i dał mu tymczasowe schronienie. Potem kompletnie zauroczył Panią Agatę i Jej Męża, którzy zapragnęli dzielić z nim życie.
Od teraz Franiu żyje jak prawdziwy książę, jest otoczony miłością, troską i jest rozpieszczany do granic możliwości. My oczywiście jesteśmy z tego powodu wniebowzięci!!!

Pepe alias Franiu ds


07.04.09
Piano jest przecudownym psem o wszystko wiedzącym spojrzeniu!
Piano mar 09


06.04.09
Mały Pysiu wreszcie znalazł dom!!
Pani Beata miała ciężki orzech do zgryzienia wybierając dom dla Pysia... Zdąrzyła pokochać małego, a jednak zdecydowała się z nim rozstać... Pysio wydaje się być szczęśliwy, a za Beatkę trzymamy kciuki!
Pysio


04.04.09
Jeden z Owczarków Belgijskich - Gato - znalazł wspaniały dom!!
Nowi opiekunowie przejechali wiele kilometrów by poznać Gato. Zakochani, wrócili z nim do domu, by dać mu miłość i schronienie do końca jego dni. Życzymy sobie więcej takich domów dla "naszych" psów, a Tobie Gato, samych słonecznych dni!

04.04.09
Holendrzy odkryli Gaj i przywieźli naszym psom dary!!!
Miranda Moerkerken, Ron i Von Intress oraz Jury van der Kuil to ludzie, którym los naszych czworonogich przyjaciół nie jest obojętny. Niezrzeszeni nigdzie miłośnicy psów postanowili pomóc wybranym Wielkopolskim schroniskom, zebrali dary i przywieźli je do Polski. Wśród obdarowanych są psy z Gaju.
Bardzo dziękujemy za ten wielki gest, podziwiamy godną naśladowania determinację i doceniamy Wasze wielkie serca! Będzie nam miło gościć Was ponownie!
Dary


03.04.09
Polar pojechał do domu tymczasowego
Dotrzymałam danego mu słowa i zabrałam smutnego, przybitego Polara do domu tymczasowego, gdzie od razu odzyskał rezon. Pod opieką Alex doczeka końca kwarantanny, i jeśli poprzedni własciciele się po niego nie zgłoszą, będziemy mu szukać nowego domu.

03.04.09
Rodowodowy Golden został zabrany ze schroniska w Poznaniu do Fundacji Aurea!
Golden


02.04.09
Olbrzymi Piorun i śmieszny Poker przeniosły się ze schroniska w Poznaniu pod Warszawę
Pod opieką Pani Krystyny będą czekały na lepsze życie w nowych domach.
Piorun i Poker


Marzec

30.03.09
Wieści z Bawarii - Beki i Baruś
Barry jest bardzo lubiany w schronisku. Chętnie chodzi na spacery, ulubione osoby poznaje po głosie i bardzo chętnie wyleguje się na wybiegu.
Po 15 kwietnia będzie miał operowane jedno oczko ale efekt nie jest pewien, ponieważ, mimo dość przejrzystej soczewki ma stan zapalny siatkówki.
W drugim etapie będzie operowane drugie oczko gdzie soczewka jest bardzo zmętniała (być może po urazie) natomiast siatkówka, czyli to co odbiera bodźce jest w zadowalającym stanie.
Beki, ze względu na przymilną naturę, oczywiście jest uwielbiana przez wszystkich. Jeśli śpi w porze odwiedzin, pracownicy nie pozwalają jej budzić ;) Ma masę sympatyków wsród licznego wolontariatu.
Jeszcze w Polsce zauważyliśmy, że na karku miała guzek, który traktowaliśmy jako bliznę po ugryzieniu (posądzaliśmy Kazka). Weterynarz, który ją oglądał, zakwalifikował to jako niezłośliwą narośł do usunięcia "na spokojnie".
W Bawarii, po nagłym krwotoku z narośli pojechała pilnie (w niedzielę) do kliniki do Norymbergii, gdzie krwawiącą zmiane usunięto. Rozpoznano nowotwór złośliwy...
W wykonanych badaniach poszukujących ewentualnego ogniska choroby znaleziono narośl na macicy. Macicę wobec powyższego również usunięto. Nie znaleziono innych ognisk choroby nowotworowej, ale rokowania są nadal niepewne. Aktualnie Bekusia czuje się dość dobrze i dochodzi do zdrowia.
Zaproponowaliśmy by wyadoptowano Beki zainteresowanej Rodzinie już teraz, oczka zostawiając na później (np. za pół roku), jednak nie wiemy jeszcze jakie decyzje zapadną.

29.03.09
Pręgus wreszcie doczekał się własnego domu!!!
Warto było przeżyć piekło Zamościa, "pomęczyć" się w Gaju, by znaleźć wymarzony dom! Pręgusiu, będziemy nosić Cię w naszych sercach, a Ty bądź już tylko szczęśliwy!
Pręgus DS


28.03.09
Power to ofiara czasowej zachcianki dorosłego "dziecka". Ponoć kosztował 1500 zł...
Czar szczeniaczka szybko prysł, w Rodzinie zaczęło się walić... Synuś wyprowadził się z domu, a Power został z Matką i schorowaną Babcią. Obie Panie łożyły na jego utrzymanie i szczepienia, których synuś nigdy nie zrobił...
W miarę przypływu rodzinnych problemów, pies schodził na coraz to dalszy plan Zdrowie nie pozwalało opiekunkom na regularne spacery, Power miał więc do dyspozycji mikroskopijny ogródek albo łańcuch przed garażem domu.
Panie kochały go na swój sposób... Nie chciały go oddać do schroniska, ale zadzwoniły tam po radę. Otrzymały nasz numer telefonu i tak się zaczęło.
Zabraliśmy go raz do wolontariuszki, która twierdziła, że da sobie z nim radę. Nie wyszło... Pies wrócił do właścicielek.
Przez tydzień szukaliśmy dla niego rozwiązania a ono nie przychodziło. W końcu uradziliśmy, że ten psiak (zupełnie nieułożony i z ADHD) nie ma szans znaleźć domu bez szkolenia. Dziś przewieźliśmy go do hotelu, w którym obiecano nam nad nim pracować.
Pies jest wygłupiony, nie wie jaką rolę ma pełnić w stadzie, jest niewybiegany, sfrustrowany. Charakter ma typowo labradorowaty. Lgnie do człowieka, łasi się, przymila. Jest tak nieokrzesany i nieprzewidywalny jak tytułowy bohater filmu "Marley i ja".
Power


27.03.09
Pardon już nie straszy i przypomina psa - jest do wzięcia od już!!
Turek DT


26.03.09
Pepe alias Wasyl - Cavalier z parku
Jakiś czas temu, w pewien zimny i dżdżysty dzień, schronisko zostało wezwane na pomoc zmokniętemu, trzęsącemu się z zimna i ze strachu psiakowi, który siedział samotnie w parku, niemalże w samym sercu Poznania.
Na jego widok Panu Krzysztofowi drgnęło serce i postanowił dać mu dom tymczasowy. Ogłoszenia o znalezisku nie dały rezultatu, nikt też o malucha nie pytał w schronisku...
W odpowiedzi na prośbę Pana Krzysztofa, zajęliśmy się ogłaszaniem Pepe, który jest 8 miesięcznym psiakiem w typie Cavalier King Charles Spaniel.Mamy nadzieję, że nasze wysiłki nie pójdą na marne i wkrótce Pepe znajdzie kochający dom.
Pepe cavalier


26.03.09
Tym razem Polar - podrzucony do mojego ogrodu...
Słońce wreszcie przebiło się przez chmury, postanowiłam wykorzystać więc ten moment i zabrać moje psy do lasu. Otworzyłam drzwi i wtedy zobaczyłam jego - Polara w moim ogrodzie...
Furtka była zamknięta, płotu przeskoczyć raczej nie mógł, nie miałby po co, bo moja sunia nie miewa cieczek...Zamknęłam mu drzwi przed nosem, by odizolować moje szczekające, zawiedzione ogony. Polar nie dawał za wygraną, bardzo chciał się dostać do domu, na co pozwolić mu niestety nie mogłam, bo naraziłabym jego zdrowie na szwank.
Jak mnie znów zobaczył, oszalał ze szczęścia... Kręcił piruety, lizał moje ręce, witał się tak, jak byśmy znali się od lat. Otworzyłam furtkę, myślałam, że może gdzieś pobiegnie, że zaprowadzi mnie do swojego domu. Nic z tego - ja w prawo, on w prawo, ja w lewo, on przy nodze. Z ciężkim sercem założyłam mu obrożę, zapięłam smycz, wsadziłam do samochodu i zabrałam go...do schroniska :(
Obiecałam mu jednak, że skoro do mnie przyszedł, zrobię wszystko by mu pomóc. W nadchodzącą środę opuści schronisko i przeniesie się do domu tymczasowego. Ogłoszenia o znalezisku już wiszą na słupach, w sklepach i w internecie. Wątpię by znalazł się właściciel, dlatego już teraz szukamy mu odpowiedzialnego domu. To w końcu nie pierszy raz, kiedy na swojej posesji znajduję psa...wieść się rozeszła.
Polar


25.03.09
Płytka ma niewyobrażalne szczęście i stały dom!
Ogłoszenie adopcyjne Płytki widniało na stronach schroniska w Gaju, opatrzone w mistrzowskie zdjęcia autorstwa Dominiki.
Tam wypatrzyli ją wspaniali LUDZIE, którzy wzruszeni jej historią, postanowili dać Płytuni dom! Nieistotne są jej blizny, nadszarpane uszko i gips (płytka już zdjęta), który będzie musiała nosić przez jakiś czas. Państwo będą kontynuować leczenie w śremskiej klinice u lekarza prowadzącego "malutką" od początku, choć dzieli ich od kliniki wiele kilometrów.
Teraz już Dora, wyleguje się w olbrzymim pontonie, jest rozpieszczana i bardzo kochana. Bądź już zawsze szczęśliwa!
Płytka ds


20.03.09
Gato i Matiz - Owczarki Belgijskie Tervuereny
Z prośbą o pomoc w szukaniu domów tym pięknym Belgom zwróciła się do nas hodowczyni, która zlikwidowała hodowlę. Mamy nadzieję, że będziemy mieć więcej szczęścia niż Pani Ania, i wkrótce Gato i Matiz trafią do wspaniałych domów.
Psy mają udokumentowane pochodzenie ale nie mają wyrobionych rodowodów. Są do oddania za przysłowiową złotówkę, ale tylko w najlepsze ręce i po podpisaniu restrykcyjnej umowy adopcyjnej.
Owczarki belgijskie


19.03.09
Pompej - nie ma szczęścia...
16 marca Pompej przeszedł kastrację. 18 marca pojechał, jak się wtedy wydawało, po nowe życie do Grodziska Mazowieckiego. Miał zamieszkać z sunią bassetką i 3 osobową Rodziną. Psy zaprzyjaźniły się niemalże od razu, harcom nie było końca, a Pompej zachowywał się bez zarzutu. Mimo, że dom sprawdzały i opiniowały 4 osoby, zawiódł niestety "czynnik ludzki" i psiak następnego dnia wrócił do hoteliku...
Psiak jest bardzo ufny, mimo wyrządzonych wcześniej krzywd, bardzo garnie się do ludzi, uwielbia inne psy. Chcielibyśmy wreszcie trafić w dziesiątkę i znaleźć mu bezpieczną przystań do końca jego dni. On bardzo na nią zasługuje!
Pompej mar 09


14.03.09
Puma - sunia w typie Flat Coated Retreiver
Spędziła jakiś czas w schronisku, zanim ją wypatrzyliśmy...
Dziś trafiła do naszego domu tymczasowego. Jest przeraźliwie chuda. Na szczęście badania krwi, m. in trzustki, wykazały, że przyczyną wychudzenia jest zagłodzenie. Sunia dostała worek Royal Canin Sensitivity Control, była u weterynarza, który zalecił antybiotyk i zastrzyki wzmacniające.
Poza zatrzymaniem biegunki, na którą sunia obecnie cierpi, usunięciu okropnego kamienia nazębnego (mimo, iż sunia nie ma więcej niż 2 lata, co świadczy o skrajnym zaniedbaniu jej diety) oraz sterylizacji, Puma będzie gotowa do adopcji...
Sunia jest bezkonfliktowa, ufna, przymilna, wdzięczna, aż zabrakło określeń, by wyrazić jaka jest wspaniała...
Puma


13.03.09
Pipi i Puśka, z "mordowni" w Krzyczkach, są już pod naszą bezpośrednią opieką
W hotelu u Pani Wandy spędziły prawie pół roku...
Obie się wyciszyły, ale Pipi nadal jest "dzikuską" i nie podchodzi do ręki...
Pusia jest jak najbardziej gotowa do adopcji... Uwielbia kobiety, wobec mężczyzn trzyma dystans, ale po czasie, daje się przekonać.. Kocha się tulić, biegać, szaleć z zabawkami lub choćby patykami...Pies idealny...
Pipi natomiast jest szczególnym przypadkiem.
Nie wiemy jak ta trauma stała się jej udziałem, ale sunia bardzo się boi, w zasadzie wszystkiego.... Za punkt honoru postawiliśmy sobie jej resocjalizację. Na wstępie ugryzła opiekuna, który oferował jej kąsek z parówki....
Pracujemy z nią codziennie. Mamy nadzieję, że małymi kroczkami złożonymi z ludzkiej dobroci i zachęt jedzeniowych, zdobędziemy jej zaufanie, a tym samym, utorujemy tej skrzywdzonej ewidentnie przez człowieka suni drogę do szczęśliwej przyszłości. Pracy czeka nas jednak wiele...


12.03.09
Niechciane szczenię, cudem ocalone...
Zadzwoniła do nas Pani, która znalazła szczeniaka na poznańskiej Cytadeli...
Szczeniak cudem uniknął śmierci pod kołami samochodów...
Przewinął się przez nasz dom tymczasowy, przeniósł się potem do innego...
Cały Poznań został zawiadomiony o znalezisku, i te parę dób z naszą pomocą, wystarczyło dzielnym wybawczyniom znaleźć dom docelowy Pupsterowi.
Życzymy ci piesku poczucia bezpieczeństwa i miłości. Szczęście masz!!!
Pupster


11.03.09
Konie nie na kotlety!!!
Psy są różnorodne, wdzięczne, mądre i są najwierniejszymi przyjaciółmi człowieka, koty są piękne i chodzą własnymi drogami, ale największą urodą i gracją wyróżniają się w świecie zwierząt domowych konie...
Cóż jest piękniejszego niż koń w galopie? Cóż jest gładszego w dotyku niż chrapy końskiego nosa? Któreż to zwierzę może konkurować z końską siłą i wytrwałością, któreż ma tyle zasług wobec ludzkości? Tak, to właśnie koń.
Koń od wieków nie tylko podziwiany, ale przede wszystkim wykorzystywany do najtrudniejszych zadań... Koń służył do podbijania świata, brał udział w bitwach, pełnił służbę w kopalniach, orał pola, służył w policji a z postępem "cywilizacji" i motoryzacji, wydawałoby się, że w podzięce za zasługi dla człowieka, w 21 wieku będzie jedynie czczony i wynoszony na piedestały.
Nic z tego....
Świat koni podporządkowany jest, tak jak świat psów, niekontrolowanemu rozrodowi i chęci zysku.
Nie dajcie się zwieść relacjom z Janowa Podlaskiego, gdzie końskie championy licytowane są przez "obywateli świata" za ciężkie miliony.
Niestety większość koni ciężko pracuje na swoje utrzymanie...Ostatnio modne ośrodki jeździeckie i kynoteraupetyczne eksploatują te piękne istoty do maksimum. Kiedy już nie się zestarzeją, kiedy nie przynoszą zysków, lub kiedy zachorują, a koszt ich leczenia przewyższy oczekiwane zyski, zwykle trafiają na wielkopańskie stoły jako wykwintna potrawa...
Taki los miał spotkać 2 wałachy i 2 klacze z podpoznańskiej szkółki jeździeckiej...
Dzięki naszej interwencji, dzięki uświadomieniu właścicieli, 2 wałachy są już bezpieczne. Jeden znalazł dom, drugi z chorobą Rorera i urazem przednich kończyn trafił pod opiekę Fundacji Pro Equo.
Domu szukaja 2 klacze... Obie mają trzeszczki i nie nadają się już do pracy, ale, jak to określił Kajetan, tylko jako "kosiarki" na łąki i do kochania....
Dla 2 ostatnich szukamy rozpaczliwie domu....
Nie chcemy, by ktoś zrobił z nich salami...
konie na rzeź


10.03.09
Pardon - dzieło Frankensteina???
Już prawie miesiąc temu pisaliśmy o okrutnym losie Pardona...
Biedak został pogryziony przez psa z którym mieszkał w kojcu. Rozszarpał mu kark...Konsekwencje były gorsze od zadanego wówczas cierpienia...
Ponieważ skóra została oderwana od mięśni karku, powstał stan zapalny i duża ilość wysięku, która w efekcie odłuszczyła skórę od podloża. Powstał gruby wał zmienionych zapalnie tkanek.
Dwukrotnie, w znieczuleniu, miał zakładane dreny i czyszczone rany. Nie dawało to efektu.
Zmieniony zapalnie fałd skóry w końcu wycięto. Kajetan wspomina, że gdy zobaczył Pardona po tym zabiegu, załamał się. Ten mlody, zawsze radosny psiak, który do tej pory z pogodą znosił pobyt w lecznicy i zabiegi, miał tak przerażony wzrok jak psiaki po ciężkich przejściach. Dopiero drugiego dnia odzyskał werwę.
W lecznicy sprawował się wzorowo. Wychodził na spacerki, początkowo na smyczy a potem nawet bez, i grzecznie wracał do pomieszczenia z kojcami.
Po kilku dniach miał drobną poprawkę, ponieważ powstał w prawym biegunie zachyłek który trzeba było wyciąć.
W sumie przeszedł cztery zabiegi, masę opatrunków i kroplówek. Dodatkowym "nieszczęściem" jest plastikowy kołnierz by nie lizał biegunów rany i by nie mół przegryźć unieruchomienia tylnych łapek. Bez niego, tylnymi łapkami rozdrapał by ranę.
Psiak wygląda strasznie. Ogolona cała szyja, rana wokół całego karku, kołnierz, spętane tylne łapki, a mimo tego jest wesoły i ufny. Rana goi się dobrze, a za 10 dni będzie można usunąć szewki. Jedynie z prawego bieguna rany nadal sączy treść surowicza w niewielkich ilościach.
Natalia go rozpieszcza, podaje trzy posiłki dziennie, wychodzi na masę spacerków i musi bardzo się opędzać by nie pakował się Jej do łóżka.
Zwracamy się do Państwa z kolejną prośbą o wsparcie naszego chudego konta. Podaż zdecydowanie przerasta popyt... Nie dajemy już rady, a jak tu powiedzieć NIE i narazić psa na cierpienie???

Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "EMIR"
Oddział Poznań
Konto Fundacji: Bank Śląski O/Grodzisk Maz.
80 1050 1924 1000 0023 0438 1029


Pardon dt


9.03.09
Płytka - strzaskana łapka
Płytka trafiła do nas z interwencji. Paula natychmiast zauważyła że psina nie obciąża tylnej kończyny, która na domiar złego wydaje się być skrócona. Miała też oderwany kawałek uszka. Wobec powyższego, sunia musiała zostać odwieziona na cito do kliniki.
Rtg wykazało stare złamanie kości udowej z przemieszczeniem i skróceniem odłamów oraz zaczynającym się zrostem, co kwalifikowało się do natychmiastowego zabiegu. Zabieg był trudny, poważny i długotrwały. Odsłonieto złamaną kość, usunięto narastającą kostninę, wyrównano brzegi złamania. Następnie nastawiono odłamy anatomicznie i zespolono zespoleniem zewnętrznym metalowym - ZESPOL.
Sunia jest bardzo kochana. Doskonale znosi zabiegi i toaletę kończyny, grzecznie wychodzi na spacery. Jak słyszy ludzi w innym pomieszczeniu popłakuje... Rana pooperacyjna goi się dobrze, a obrzęk kończyny z dnia na dzień się zmniejsza. Jednak trzeba suni ograniczać ruch, bo mimo bólu, zbyt chętnie stawia chorą nóżkę na ziemi i na niej się podpiera. Jak bedzie wszystko dobrze za ok 2 tygodni po zagojeniu rany będzie miała założony "lekki gips"- kompozytowe unieruchomienie i pojedzie do domu tymczasowego.
Płytka


07.03.09
Perła, Plamka i Puchatek znalazły nowe domy!
Perła ds
Plamka
Puchatek